Deszcz pluszcze w szyby mojej chaty,
Kropelki jego ciekną w ziemię,
Na moich barkach ciężkie brzemię
Opadło smutku przygnębienie …
Bo taki los mój jest garbaty,
Z dniem każdym nowsze utrapienie:
Bo głód mi z chłodem wciąż dokucza
I w coraz większą nędzę rzuca.
Półmroczne cienie mą izbinę
Zalały prawie całkowicie,
I ciężko płynie moje życie,
Bo w większą biedę mnie los spycha
I w coraz większą łez głębinę,
Gdzie się już wolno nie oddycha,
Lecz kona śmiercią przeciągliwą
W upstrzoną w widma noc straszliwą.
Deszcz pluszcze wolno, szyby moczy,
Zmęczona głowa ma upada,
Wyciąga ręce ku mnie blada
Melancholia, a zwątpienie
W mą duszę coraz głębiej kroczy:
Lecz się otrząsam, nikną cienie,
Nadziei iskra w duszę wpada …
Ha! przecież wątpić nie wypada …
Józef Cyra












