Tysiące serc
Chłopiec z przejęciem trzyma flagę. Przed nim zablokowany O’Connell Street i ponad tysiąc wpatrzonych osób. Presja spora, więc stara się otrzymane instrukcje wypełniać solidnie, stoi wyprostowany, ze sterczącą dumnie naszą „biało-czerwoną”. Słyszy, że organizatorzy wyczytują nazwiska, a po każdych kilkunastu ciszę ulicy rozrywają bębny. Nazwisk nie zna, ale wie, że to ludzie, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Był tam prezydent i wielu innych, jakże cennych ludzi - tak słyszał. Dlatego wraz z rodzicami postanowił wziąć udział w marszu, który ma uczcić pamięć tragicznie zmarłych w Polsce i zjednoczyć Polonię tu, w Irlandii.
Na wariackich papierach
Msza w kościele dominikanów zaczyna się o godzinie 10:30. Już pół godziny wcześniej budynek wypełnia się ludźmi, zajęte są wszystkie ławki i większość przejść między nimi. Wszyscy przyszli tu w tym samym celu - oddać hołd zmarłym tragicznie pod Smoleńskiem. Nikt nie płacze, choć wielu ma łzy w oczach. Jest smutno i trudno się dziwić, życie zostało zabrane 96 osobom, Polakom, ale przede wszystkim właśnie ludziom. Dlatego w kościele nie brakuje Irlandczyków, którzy nie tylko wspierają Polonię, ale również modlą się za zabitych. - Przecież gdzieś, TAM, nie będzie miało znaczenia z jakiego kraju pochodzimy – mówi wiekowy Irlandczyk, pytany o swoją obecność w kościele. Wszyscy modlą się wspólnie, a kilka minut przed dwunastą ruszają ramię w ramię pod dublińską Pocztę Główną, skąd wszyscy pomaszerują ulicami Dublina. Aby było to możliwe, grupa ludzi – organizatorów, od kilku dni pracuje prawie bez wytchnienia. Załatwia pozwolenia, sprzęty, organizuje dojazdy i informuje wszystkie polonijne organizacje o swoim projekcie: wielkim marszu, którego celem jest pożegnanie, tych, którzy odeszli. Czasu było niewiele, dlatego jeszcze "za pięć dwunasta" trwają ostatnie prace. Zabezpieczane są kable, "dogrywane" ostatnie ustalenia z Gardą. – Będzie nas tu dziś kilkanaście osób i postaramy się dopilnować, żeby wszystko poszło sprawnie – zapewniła sympatyczna funkcjonariuszka, mająca tego dnia dyżur pod Pocztą Główną. – To wielka strata dla was, Polaków. Cieszę się więc, że możemy pomóc w tym przedsięwzięciu, mającym uczcić pamięć tragicznie zmarłych – dodała.
Ponad organizacjami
Harcerzy z 87 Dublins Polish Scout Group, dziennikarkę "Kuriera Polskiego" i wielu innych, pozornie niezwiązanych ze sobą ludzi, połączył wspólny cel. – Jesteśmy tu dzisiaj ponad podziałami i różnicami. Jesteśmy tu, bo chcemy zrobić coś wspólnie, w smutnym czasie, który takich działań potrzebuje. Chcemy razem oddać hołd wyjątkowym ludziom, w sposób, który zostanie dostrzeżony i doceniony. Nasz projekt został bardzo przychylnie przyjęty przez władzę irlandzkie, nie było najmniejszych problemów z potrzebnymi pozwoleniami, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni – podkreślali. Szkoda, że więcej trudności sprawiały niektóre organizacje polonijne. Plan imprezy został wysłany do wszystkich, ale odzew był niewielki.
– To straszne, że nawet w takim dniu, pewne organizacje nie mogą się dogadać. Tym smutniejsze, że imprezę próbowała początkowo zablokować również Ambasada Polska. Pytano, po co to, dlaczego w niedzielę, dlaczego przy O’Connellu i przekonywano, że to niepotrzebne obnoszenie się z tragedią. Działanie na pokaz. Tymczasem ilość ludzi potwierdziła, że najwyraźniej była taka potrzeba pożegnania ofiar i nikt ze strony irlandzkiej nie miał z tym żadnego problemu – przyznaje pomysłodawca akcji Bogdan Węgrzynek. Co ciekawe, kilka z osób, które odradzały naszej gazecie udział w akcji, twierdząc, że to prywatna inicjatywa "pewnych osób", ostatecznie pojawiło się na marszu. Chyba sprawa była za duża, żeby ją zignorować.
Polski O’Connell
Rosnący pod Pocztą Główną tłum obserwowali przechodnie. Wielu zatrzymywało się i rozmawiało z zebranymi o tragedii, niektórzy przyłączali się na stałe do masy ludzkiej, powoli wylewającej się spod gmachu poczty w kierunku Ambasadora i Liffey River. Kiedy kilka minut po dwunastej rozpoczęto wyczytywanie nazwisk, na głównej ulicy Dublina było już ponad 1000 osób. Na czele stały dzieci z dublińskich szkół. Na szczególną uwagę zasługują te ze szkoły w Blackrock i z "Polskiej Szkoły Sen". Dyrektor SNU, Tomasz Bastkowski, na specjalną prośbę gazety znalazł uczniów, którzy zrobili wspaniałe prace plastyczne.Po kilkudziesięciu minutach wszyscy ruszyli w kierunku Ogrodów Pamięci. Tysiąc osób, dziesiątki biało-czerwonych flag, to naprawdę robiło wrażenie! Samochody zatrzymywały się, ludzie wyglądali zaciekawieni z autobusów. Polski, poprzeplatany irlandzkim akcentami tłum, przemaszerował O’Connell Street, a całe miasto zdawało się czekać na jego przejście…
Pierwsi w historii
Jeszcze nikt z obcokrajowców w historii Irlandii nie dostał pozwolenia na zorganizowanie czegokolwiek w Ogrodach Pamięci, a tym bardziej wydarzenia na ponad 1000 osób. Jednak władze irlandzkie po raz kolejny pokazały, że polonijna społeczność jest dla nich ważna. Potwierdziło się to w wypowiedziach ludzi: – Nie, nie jesteśmy zaskoczeni, że Irlandczycy pozwolili nam wejść dzisiaj tu, do Ogrodów Pamięci. To tylko po raz kolejny potwierdza, że oni faktycznie chcą nas w Irlandii i nasza sytuacja tutaj nie jest im obojętna – podkreślali pytani Polacy. W Ogrodach Pamięci Polacy złożyli kwiaty i zapalili znicze. Dzieci położyły swoje prace, a każdy zostawił trochę siebie. I wtedy ludzie zaczęli śpiewać hymn... Brzmi to może nieco patetycznie, ale w tamtej chwili nie było to "nie na miejscu". Śpiewał każdy, a polski hymn w tak wyjątkowym dla Irlandczyków miejscu, miał szczególną symbolikę.
Szczególne podziękowania
Organizatorom dziękowali zebrani, dziękował wzruszony ambasador, dziękowali dziennikarze. Było to wydarzenie, które z pewnością przejdzie do historii relacji polsko- irlandzkich. Szkoda, że nie było tam wszystkich, szkoda, że wielu zdecydowało się marsz zbojkotować. – Jestem rozczarowany postawą wielu, ale nie czas i nie miejsce na formułowanie zarzutów. Na to jeszcze przyjdzie czas, na spokojnie i z chłodną głową. Teraz należy się cieszyć, że w wyjątkowy, piękny sposób, pożegnaliśmy prezydenta i ofiary tragedii pod Smoleńskiem. Nie sposób nie podziękować tu ludziom, bez których pracy, zaangażowania i chęci działania, nic by się nie udało. Ania Pospieszyńska, Kasia Sudak, Grzegorz Dawidowski, Agata Szczerbowska, Bartek Marczyński, Tomasz Bugała, to ludzie, bez których nie byłoby tego marszu. Wielkie podziękowania należą się również ojcu Markowi za pomoc i wsparcie – podkreślił Bogdan Węgrzynek.
Jako gazeta jesteśmy dumni i zaszczyceni, że mogliśmy wziąć udział w akcji i wspomóc przygotowania. Warto było. Naprawdę...
DAS
Dziękujemy wszystkim autorom za udostępnienie zdjęć.













