Wielu osobom podoba się, że porządkuję sprawy i nie ulegam naciskom
Jakie Pan ma sny?
- Raczej nic mi się nie śni. Budzę się już o 4 rano i nie mogę zmrużyć oczu. Okres jest wyjątkowo trudny, bo właśnie finalizujemy sprawy związane z projektem przyszłorocznego budżetu. Poza tym wydarzenia ostatnich miesięcy spędzają mi sen z powiek.
- A listy z podpisami pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Pana ze stanowiska też się Panu nie śniły?
- Nie. Nad kwestią referendum przeszedłem do porządku dziennego. Nie mam się czego wstydzić, nie mam nic do ukrycia. Jeśli będzie trzeba, poddam się weryfikacji. Ale całej otoczki związanej z wnioskiem o referendum, zachowań tych, którzy są pod nim podpisani, nie da się nazwać inaczej, jak tylko próbą dyskredytacji tego, co udało się nam wspólnie w Skale dokonać. Gmina idzie w dobrym kierunku, realizuje się sporo inwestycji, po raz pierwszy znalazła się w pierwszej \"setce\" gmin w rankingu dziennika \"Rzeczpospolita\". Za ostatnie trzy lata uzyskałem absolutorium, rada uchwaliła trzy budżety, przyjmuje sprawozdania roczne i półroczne, praca biegnie normalnym torem. Moim zdaniem na referendum ktoś chce po prostu zbijać kapitał polityczny przed zbliżającym się rokiem wyborczym.
- Ale tak z ręką na sercu, nie ma Pan sobie nic do zarzucenia?
- Nie. W tej sprawie nie. Te oskarżenia, które padają przy okazji spraw związanych z ośrodkiem zdrowia czy referendum, są nadmuchane jak bańka, która kiedyś pęknie. Toteż, gdy Robert Morawski przyszedł do mnie z propozycją korupcyjną; powiedział, że w zamian za podpisanie przeze mnie korzystnego kontraktu z kierownikiem ośrodka nie ruszy procedura związana z referendum. Nie uległem temu szantażowi. Złożyłem zawiadomienie do prokuratury na pełnomocnika grupy, która wnioskuje o referendum.
- Ostatnio w Skale popularne są takie określenia, jak szantaż, o którym Pan wspomniał; lincz, który pojawił się w Pana oświadczeniu skierowanym do mieszkańców, a teraz doniesienie do prokuratury. Z kolei ludzie określają Pana decyzje \"prawem Jakubka\". Tego typu sformułowania raczej zmierzają w kierunku zaostrzenia konfliktu, a nie jego pokojowego rozwiązania.
- Nie ma żadnego \"prawa Jakubka\". Jest po prostu prawo, które obowiązuje wszystkich bez wyjątku. Będąc burmistrzem przez ostatnie trzy lata starałem się, w sytuacjach trudnych, kiedy ktoś próbował mnie atakować, spokojnie czekać, nie zaogniać sytuacji. Ale oskarżenia urosły już do takich rozmiarów, że niedługo będę odpowiedzialny za każde gradobicie i wichurę, które nawiedzą gminę. Nie zamierzam dłużej być chłopcem do bicia i chcę się zdecydowanie przeciwstawić takiej gminnej rzeczywistości, w której niektórzy ludzie wyobrażają sobie, że można mówić wszystko, można robić wszystko i być bezkarnym. Na mnie, jako na urzędniku, ciąży odpowiedzialność i muszę na nie reagować.
- Nie ma Pan wrażenia, że niektóre słowa wypowiadane przez Pana, radnych czy mieszkańców sprawiły, iż przekroczone zostały granice dobrego smaku i przyzwoitości?
- Rzeczywiście, pewne sformułowania czasami zaostrzają konflikt. Chcę jednak podkreślić, że i w swoich wypowiedziach, i w działaniach staram się być merytoryczny i nie przekraczać granic prawa. Mimo że bywa to czasami trudne. Tak było, gdy doktor Jacek Piekarz otrzymał protokół i miał przysłać na piśmie propozycje uzdrowienia sytuacji w ośrodku. Zamiast tego dostałem odpowiedź niezgodną z obowiązującym prawem. W dodatku i lekarz, i popierająca go grupa osób rzuciła kilka populistycznych haseł, które wywołały negatywne reakcje. Na zebraniu w Minodze jeden z mieszkańców zapytał, czy prawdą jest to, co mówią pielęgniarki, że burmistrz chce od 1 stycznia zlikwidować działającą tam filię ośrodka. Tymczasem do rady sołeckiej wpłynął wniosek o przekazanie tysiąca złotych na zakup biurka do rejestracji w tej filii. I został on zaakceptowany. A przecież nie kupowalibyśmy biurka do filii, która miałaby być zlikwidowana.
- Jak Pan myśli, co ma na celu rozpowszechnianie informacji typu: \"Burmistrz chce zlikwidować ośrodek\"?
- Po pierwsze, pragmę wyraźnie powiedzieć, że nie będzie likwidacji. Po drugie, rozpowszechnianie cytowanych przez panią informacji, to moim zdaniem, jest już początek kampanii wyborczej. Na sesji padają nawet nazwiska kandydatów na stanowisko burmistrza, na przykład Robert Morawski, inicjator referendum, oficjalnie mówi, że będzie kandydował. Jedna z osób z jego otoczenia twierdzi natomiast, że burmistrzem powinien być doktor Piekarz. Niektórym zależy tylko na tym, by sobie pokrzyczeć, wywołać szum medialny i zaistnieć na szerszym forum.
- Nie obawia się Pan, że część społeczeństwa miasta i gminy pójdzie za tymi populistami i krzykaczami - jak ich Pan nazywa - i zostanie Pan odwołany ze stanowiska?
- Nie wiem, czy zbierze się odpowiednia liczba osób,żeby taki scenariusz zrealizować. Nie ulega jednak kwestii, że dezinformowanie mieszkańców na temat rutynowej kontroli w ośrodku wywołało falę nienawiści nie tylko do mnie, ale i do urzędu.
- Z Pana wypowiedzi wynika, że grupa osób manipuluje społeczeństwem gminy...
- Tak uważam. Jest to nie tylko manipulacja, ale też wprowadzanie społeczności lokalnej w błąd. No, bo jaki sens ma ogłaszanie referendum, skoro wiadomo, że kalendarz wyborczy już nie przewiduje przedterminowych wyborów. I nawet w przypadku odwołania mnie ze stanowiska, na końcówkę kadencji do gminy wkroczy komisarz.
- W wydaniu internetowym \"Dziennika Polskiego\", pod artykułami dotyczącymi zarówno konfliktu Pana z kierownictwem i personelem ośrodka, jak i sprawy referendum pojawiło się wiele komentarzy. Spora grupa internautów ocenia Pana jako osobę niekulturalną, źle odnoszącą się do mieszkańców, nie sprzyjającą ani im, ani nawet urzędnikom. Nie są to pochlebne opinie?
- Jestem niepopularny w niektórych kręgach. Jeśli konsekwentnie dążyłem, by mieszkańcy, w tym niektórzy radni, podpisywali umowy na wywóz śmieci czy szamba, to według tych osób jestem niemiły. Również i dla tych, którzy nie podpisali umów i są narażeni na mandaty. Dotychczas było tanio, szambo wylewało się gdzie się chciało. Zmieniłem to, więc jestem niepopularny. W relacjach z urzędnikami cenię lojalność i nie miałem żadnego konfliktu z pracownikami. A nawet w dwóch przypadkach obroniłem ich przed radnymi. Ale, owszem, zdarzyło się i tak, że pierwszy raz w historii gminy udzieliłem komuś nagany, ale za ewidentne niewywiązanie się z obowiązków. Zwolniłem dwóch pracowników fizycznych za picie alkoholu w godzinach pracy. I pewnie te komentarze są wynikiem tego typu sytuacji.
- Jak, z perspektywy czasu, ocenia Pan to, że chciano wywieźć Pana na taczkach, a także pomysł wieszania oświadczeń różnej treści tak przez niektórych mieszkańców, jak i przez Pana. Czy to było potrzebne?
- W sprawie ośrodka pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji. Uważam, że moje oświadczenie było jedynym sensownym sposobem pokazania jaka jest prawda. Oświadczenie uspokoiło sytuację. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej.
- Jest Pan wrogiem doktora Jacka Piekarza?
- Nigdy nim nie byłem. Wręcz przeciwnie: za dobrą pracę nawet nagrodziłem go laurem.
- Ale on tę nagrodę Panu oddał...
- Taka była jego wola.
- Zakończyła się już kontrola Regionalnej Izby Obrachunkowej w ośrodku zdrowia?
- Z tego, co wiem - tak. Będziemy czekać na jej wyniki.
- Poprzestał Pan na tej kontroli?
- Tak, ale prawo wymagało jednak, abym złożył zawiadomienie do rzecznika dyscypliny finansów publicznych o złamaniu ustawy o finansach publicznych przez kierownictwo ośrodka. I zrobiłem to.
- Podobno zaproponował Pan dr Piekarzowi nowe warunki kontraktu?
- Owszem. Moja propozycja nie krzywdzi kierownika. W projekcie umowy zawarte zostały dwie kwoty: za prowadzenie działalności menedżerskiej na tych samych warunkach płacowych co dotychczas oraz za świadczenie usług medycznych. Pojawia się też zapis uprawniający go do pobierania delegacji za wykorzystywanie prywatnego samochodu do celów służbowych. Zaproponowałem również inny, ale zgodny z logiką, harmonogram pracy, w którym przez 3 dni będzie mógł on wykonywać obowiązki jako lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, a przez 2 jako menedżer.
- Czy w związku z tym, że zmniejszy się liczba dni przyjęć pacjentów, kwota za wykonywanie usług medycznych będzie niższa niż dotychczas?
- Tak.
- Dr Jacek Piekarz przyjął te warunki?
- Omówiliśmy wstępnie projekt. Pan Jacek Piekarz odebrał pisemną propozycję kontraktu i do dziś ma czas, by wnieść swoje uwagi.
- Zatem zmieńmy temat. Jak wygląda Pana współpraca z radą?
- Oddzielmy dwie kwestie: polityki, którą uprawiają niektórzy radni, i zarządzania gminą. Tam gdzie wkracza polityka, współpraca jest trudniejsza. Ale ważne jest to, że wszystkie istotne uchwały rada jednak podejmuje i razem udało nam się zrealizować wiele cennych projektów.
- Jaka polityka wkracza do rady? Ta przedwyborcza?
- Zdecydowanie, bo są w radzie nawet zdeklarowani kandydaci na stanowisko burmistrza.
- Czy, jeśli dojdzie do referendum, będzie się Pan ubiegał o kolejną kadencję? I czy uzależnia Pan swoją decyzję od jego wyniku?
- Bez względu na wynik referendum będę kandydował. W ostatnich tygodniach usłyszałem sporo przychylnych opinii. Wielu osobom podoba się, że porządkuję pewne sprawy i nie ulegam naciskom.
- Jaki jest dziś wizerunek bądź co bądź, jednej z najbardziej atrakcyjnych turystycznie gmin?
- Mam nadzieję, że ten turystyczny w całym zamieszaniu nie ucierpiał.
- A wizerunek urzędu, Pana, rady?
- Bardziej mnie martwi wizerunek urzędu, który próbuje się zniszczyć. Ale myślę, że gmina się obroni. W wielu gminach w naszym powiecie przychodził okres, kiedy były one medialnie źle postrzegane, ale funkcjonują nadal. Widocznie teraz jest czas na nas. Może jest to spowodowane tym, że przyszedł nowy, trochę młodszy burmistrz, inaczej myślący, reprezentujący inne pokolenie. I doszło do starcia z tym starszym, bardziej zachowawczym pokoleniem. Niektórzy sądzili, że uda im się mnie urobić, zmienić i dopasować do ich punktu widzenia. Nie udało się i nastąpił - powiedziałbym - brak porozumienia międzypokoleniowego.
- A, Pana zdaniem, powinno być tak jak w tej piosence: \"każde pokolenie ma własny czas\".
- Dokładnie tak.
ROZMAWIAŁA: MAGDALENA UCHTO
Kontrakt niezgody?
SKAŁA. Jacek Piekarz nie zaprzecza, że myśli o utworzeniu niepublicznego ZOZ-u.
Nadal nie wiadomo, jak i czy w ogóle zakończy się konflikt między burmistrzem Robertem Jakubkiem a dr. Jackiem Piekarzem, kierownikiem SP ZOZ w Skale. Mieszkańcy są zaniepokojeni. Tym bardziej że, jak mówi ich przedstawiciel Krzysztof Madej, szef ośrodka zamierza odejść i otworzyć własną placówkę medyczną. Jacek Piekarz nie zaprzecza, ale zapewnia, że nie zdecyduje się na taki krok w najbliższym czasie.
Przypomnijmy, że kilka dni temu burmistrz przedstawił kierownikowi ośrodka nowe warunki kontraktu. Zaproponował, by ten przez 3 dni pracował jako lekarz, a przez 2 - jako menedżer. Dla Jacka Piekarza umowa w tej wersji jest nie do przyjęcia. - Wynika z niej, że lekarzem mógłbym być przez 11,5 godziny tygodniowo i niewiele ponad 40 godzin miesięcznie. Takiego wyroku na siebie nie podpiszę. Ciekawe jest również to, że burmistrz zamierza zawrzeć ze mną kontrakt, ale tylko na pół roku - mówi w rozmowie z \"Dziennikiem Polskim\" dr Jacek Piekarz. Nie zgadza się również na zapis, że będzie ponosił pełną odpowiedzialność za działalność osób trzecich.
Burmistrz Robert Jakubek pytany przez nas, czy będzie twardo trzymał się swojej oferty, czy może zgodzi się na ustępstwa, odpowiada: \"Będę negocjował\". Przyznaje, że jest w stanie zmienić czas trwania kontraktu. - Dopiero, jak otrzymam od doktora Piekarza jego propozycje, będę mógł się do nich odnieść - zaznacza. Dodaje jednak, że raczej nie zmieni stanowiska dotyczącego liczby godzin przyjmowania pacjentów. - To właśnie przez to, że dotychczas było ich sporo, doszło do nieprawidłowości finansowych w tym ośrodku - podkreśla burmistrz.
Krzysztof Madej, mieszkaniec Skały, a jednocześnie członek grupy społecznej powołanej ds. referendum dotyczącego odwołania burmistrza, jest zbulwersowany działaniami Roberta Jakubka. - Jak można ograniczać lekarzowi czas jego pracy? Przecież on przyjmuje pacjentów. To doprowadzi do tego, że w końcu odejdzie z gminnego ośrodka, a założy własny. Z moich informacji wynika, że to już raczej pewne - informuje \"Dziennik Polski\".
Dr Jacek Piekarz przyznaje, że konflikt z burmistrzem sporo go kosztuje. - Muszę myśleć o jakiejś alternatywie. Owszem, mam pomysł utworzenia Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej, ale na razie jest to tylko koncepcja. Na razie nie odchodzę z ośrodka zdrowia - zapewnia kierownik SP ZOZ. Tylko do niego zdeklarowanych jest 4 tysiące 300 pacjentów. Z pomocy ośrodka korzysta ich ponad 10 tysięcy. - Do czego burmistrz, poprzez kontrole i nagonkę na kierownika, chce doprowadzić? Jak odejdzie on, to razem z nim odejdą specjaliści. U kogo ludzie będą się leczyć? - pyta Krzysztof Madej.
Burmistrz Robert Jakubek nie chce na razie komentować tej sprawy. Przyznaje, że byłby zaskoczony, gdyby kierownik zrezygnował ze swojej funkcji w ośrodku gminnym. - To by oznaczało, że może bardziej chce być menedżerem - komentuje.
Ale sam dr Jacek Piekarz uspokaja, że SP ZOZ-u nie opuszcza. Obecnie czeka na zalecenia pokontrolne Regionalnej Izby Obrachunkowej. Zdradza, że ze wstępnego protokołu, który otrzymał, nic złego nie wynika. Do sprawy wrócimy w najbliższych wydaniach \"Dziennika Polskiego\".
MAGDALENA UCHTO
magdalena.uchto@dziennik.krakow.pl













