Rozmowa z TADEUSZEM DURŁAKIEM, nowo wybranym burmistrzem gminy Skała
Wygrał Pan z burmistrzem Robertem Jakubkiem. 68,19 procent wyborców zagłosowało na Pana. Przeczuwał Pan taką wygraną?
- Nigdy nie można być pewnym zwycięstwa. Zawsze trzeba mieć w sobie dużo pokory i szacunek do wyborców. Jednak nie ukrywam, że w podświadomości czułem, że będę miał przewagę. Takie przekonanie dawali mi ludzie, którzy mnie wspierali, choćby na zebraniach i przy spotkaniach na ulicy.
Jednak były też głosy, że skalanie nie zechcą poprzeć osoby spoza miasta, a Pan jest rodem z Cianowic i nadal Pan mieszka w tej miejscowości.
- Skalanie wcale nie mają takich cech, jakie czasem się im przypisuje. Są bardzo rozsądni, życzliwi i tacy sami, jak mieszkańcy np. Krakowa, Zabierzowa czy Krzeszowic. Tak samo szanują ludzi ze wsi, jak i z miasta. Zresztą teraz te różnice mają zupełnie inny wymiar, bo nastąpiła migracja i ludzie z miasta chętniej osiedlają się w wioskach.
Od czego zacznie Pan swoje burmistrzowanie?
- Spraw jest wiele i równolegle trzeba będzie się nimi zajmować. Najpierw muszę się w nich rozeznać. Nie wiem, jak się zamknie tegoroczny budżet, trzeba będzie rozpocząć pracę nad projektem budżetu na rok 2011. Na pewno musi być kontynuowana budowa kanalizacji obszaru Szczodrkowic. Musimy przystąpić do modernizacji kanalizacji i wodociągu na ulicy Wolbromskiej w Skale, żeby móc ten odcinek włączyć do remontu całej drogi wojewódzkiej 794. Myślę, że emocje wyborcze niebawem opadną i uda się zasypywać rowy dzielące społeczeństwo. Wiem, że to proces długotrwały, ale już trzeba stawiać pierwsze kroki.
Nie lepiej było pozostać przedsiębiorcą?
- Na pewno to spokojniejsze zajęcie, jednak ja lubię wyzwania, a 16-letnie doświadczenie w Radzie Miejskiej, a wcześniej jako urzędnika, pozwoli mi na sprawne rozwiązywanie problemów i zadań stojących przed tym urzędem. Mam świadomość, że to niełatwa rola, ale niepokojąca sytuacja w gminie, ciągłe konflikty i zadrażnienia, skłoniły mnie do podjęcia decyzji o startowaniu w wyborach na urząd burmistrza, aby wprowadzić nową jakość w zarządzaniu gminą.
Nie dało się jej załagodzić?
- Było wiele prób ze strony radnych, ale do porozumienia potrzebne są dwie strony. Jednak nie chciałbym wracać do przeszłości i skupiać się na krytyce mojego poprzednika, ale na tym, co można zrobić, aby ludziom żyło się lepiej. Zrobię wszystko, aby naprawić zepsute rzeczy, bo teraz najważniejsza jest przyszłość naszej gminy. Musimy wykorzystać jej potencjał i zachęcić ludzi do inicjatywy tak w obszarze przedsiębiorczości, jak i w wymiarze społecznym, ściśle współpracując z Radą Miejską.
Przedsiębiorcy nie mają tu dużego pola, bo gmina leży na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego albo w jego otulinie.
- Te walory, pod kątem rozwijania turystyki, też można wykorzystać przy dobrej współpracy z dyrekcją OPN-u.
Ma Pan już kandydata na wiceburmistrza?
- Kandydaci są, lecz podjęcie tej decyzji wymaga dokładnej analizy w aktualnej sytuacji gminy.
Gdy przychodzi nowy szef, pracownicy boją się, że przyprowadzi swoich ludzi, a oni zostaną zwolnieni. Szykuje Pan jakieś zmiany w Urzędzie Miasta i Gminy?
- W urzędzie musi być ciągłość pracy i nie mam zamiaru straszyć pracowników rewolucją. Natomiast przewiduję pewne zmiany organizacyjne, które wpłyną na poprawę funkcjonowania urzędu i uczynienie go bardziej przyjaznym mieszkańcom.
Rozmawiała: Ewa Tyrpa
Link : http://www.dziennik.krakow.pl/pl/region/powiat-krakowski/1095182-wykorzystac-potencjal-gminy.html,0:pag:2,0:pag:1#nav0












