SAMORZĄD. Jak radzą sobie dawni szefowie gmin, którym wyborcy podziękowali? Opuszczenie burmistrzowskich gabinetów było niezwykle przykre. Zostały marzenia o samorządzie. Bez zajęcia na razie pozostaje Robert Jakubek, który minionej kadencji był burmistrzem Skały. - Wcześniej pracowałem jako agent ubezpieczeniowy, ale nie wracam do tego - mówi Jakubek. - Rozmawiam w kilku firmach na temat zatrudnienia. Za wcześnie, żeby zdradzać jaka to będzie praca - mówi były burmistrz. Ma też 2 ha pola. Mówi, że uprawia tam koniczynę, bo ma konia, na którym jeździ głównie jego córka.
Z Robertem Jakubkiem prace traci jego zastępca Dawid Żuchowicz. - Jestem na trzymiesięcznym wypowiedzeniu, ale jaką prace podejmę to moja sprawa. Nie mam zamiaru o tym opowiadać - ucina krótko.
Z najwyższych stanowisk w gminach powiatu krakowskiego trafili w niebyt. Żaden z byłych wójtów i burmistrzów, którzy przegrali wybory nie podjął jeszcze pracy. Jedni zaszyli się i nie chcą nikogo znać, inni odpoczywają lub usilnie szukają zajęcia. Nie chcą wracać do rolnictwa, ciągnie ich samorząd. Skórzane fotele w gabinetach, pierwsze miejsca podczas uroczystości, powitania, uściski rąk, kierowanie zespołami ludzi, natłok spraw. I nagle pustka. Sprawdzamy, czym dziś się zajmują dawne władze gmin. Zbigniew Tomaszek 12 lat był wójtem Iwanowic. Wcześniej pracował we własnym gospodarstwie ogrodniczym, ale z dawnych upraw kwiatów nie zostało nic. Dziś nie interesuje go to zajęcie. Myśli o pracy w samorządzie. - Jestem w trakcie rozmów z władzami jednego z samorządów w Małopolsce, ale nie mówię gdzie, bo nie chcę zapeszać - mówi Zbigniew Tomaszek.- Były wójt na "wolnym" jest traktowany jak trędowaty. Można wykorzystać jego doświadczenie, ale szefowie gmin obawiają się chyba, że w następnej kadencji taka osoba będzie dla nich zagrożeniem - twierdzi. Zbigniew Tomaszek nie miał zastępcy i nikt wraz z nim nie stracił pracy. W Mogilanach Małgorzata Mardyła była wójtem przez 10 lat. Planuje wrócić do poprzedniej pracy w Małopolskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Karniowicach. - Mam tam obiecaną pracę. Dyrektor zastanawia się, na jakim stanowisku będę najbardziej potrzebna - mówi Mardyła. Jednak nim wróci do pracy chce podratować zdrowie. Czeka ją pobyt w szpitalu. Wraz z nią pracę straciła wicewójt Anata Nędza. Obecnie jest on na trzymiesięcznym wypowiedzeniu i szuka nowej pracy.
O swoich planach nie chce też mówić Jerzy Leszek Batko, który był 16 lat burmistrzem Świątnik Górnych. - Nie mamy, o czym rozmawiać - rzuca słuchawką. Kiedyś był rolnikiem. Niektórzy mówią, że hodował byki. Ostatnio jednak nie pokazuje się publicznie. Nawet jego niedawni, bliscy współpracownicy twierdzą, że nic o nim nie wiedzą. Jego zastępca Witold Słomka został burmistrzem, ale kontaktu z byłym szefem nie ma.
Z samorządem pożegnał się również wicestarosta krakowski Andrzej Furmanik. - Nie mam dziś problemu, bo ukończyłem 60 lat i czekam na decyzję o emeryturze. Jednak myślę, że jeśli ją dostanę, to zaraz zawieszę i wrócę do poprzedniej pracy czyli Kopalni Wapienia w Czatkowicach. Rozmawiałem o tym z dyrektorem i jest gotowy mnie przyjąć. Na razie wykorzystuję urlop - mówi Furmanik.
Barbara Ciryt
barbara.ciryt@dziennik.krakow.pl













