W ostatnią niedzielę maja w Minodze odbył się piknik dla najmłodszych zorganizowany przez Kierownika i pracowników Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Skale, Dyrektora i pracowników Szkoły Podstawowej w Minodze. Impreza, której celem była integracja społeczności lokalnej, odbyła się w ramach projektu systemowego „Gminy Wielka Wieś i Skała szansą dla wszystkich” i była współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Na pikniku bawiło się ponad trzysta osób. Obecni byli między innymi burmistrz Tadeusz Durłak, sekretarz Tadeusz Boroń, przewodnicząca Rady Jolanta Penkala, Kierownik MGOPS Beata Bednarczyk, Dyrektor Szkoły Podstawowej w Minodze Maria Gajewska oraz DZIECI. Ponieważ impreza cieszyła się dużym powodzeniem, organizatorzy przewidują zorganizowanie kolejnego spotkania dla dzieci na przełomie listopada i grudnia tego roku.
KRAINA DZIECI PRZENIESIONA DO MINOGI
Krzysiu po powrocie do domu spał jak zabity a mama dwa razy podchodziła do niego i mierzyła mu gorączkę. Nie wierzyła, że nie jest chory. Spał kamiennym snem, a nie jak co wieczór o tej porze ślęczał przed komputerem. To wszystko stało się za sprawą niedzielnego pikniku w Minodze.
W ostatnie, niedzielne, majowe popołudnie Minoga zamieniła się w krainę dzieci i wcale to nie żart. Jedenastoletni Krzysiu przyjechał tu z mamą specjalnie ze Skały. Chciał sprawdzić czy to prawda, że od popołudnia dzieci będą mogły bawić się za darmo na specjalnych zabawkach przygotowanych właśnie dla dzieciaków. Wszystko sprawdził na własną rękę. Nie tylko mógł do woli najeść się waty cukrowej ale i zrobić tatuaż z farby w kształcie Indianina , pobawić się na dmuchanej zjeżdżalni, trampolinie i innych atrakcjach.
Nie musiał też pytać mamy czy kupi mu watę cukrową, dla niego nieziemski przysmak i lepszy rarytas niż wszystkie rodzaje chipsów i czekolady. Na minodzkim pikniku stał aż trzy razy w kolejce po watę. Cukrowy przysmak zmieszany z kiełbasą z grilla smakował mu najbardziej. Nie znał dzieci z Minogi oprócz Wiktora ze starszej klasy, którego zapamiętał z widzenia. Do Minogi zaprosił więc swojego najlepszego kumpla Kubę. Obydwaj chłopcy byli wniebowzięci gdy miła pani ubrana w ładną białą bluzkę i elegancką spódnicę poprosiła właśnie jego i Kubę o autografy! Po podpisaniu się na specjalnej liście dostał od miłej pani pomarańczowy bloczek, a jego kolega Krzysiu fioletowy. Napisane było na nich coś bardzo mądrego, czego ani on, ani Kuba nie rozumieli. Od miłej pani dowiedzieli się, że skomplikowanie brzmiące słowa oznaczają, że dziś wszystkie dzieci mogą bawić się na przeróżnych, specjalnie przygotowanych dla nich atrakcjach, a nawet przejechać się bryczką zaprzężoną w dwa prawdziwe kucyki : Łatka i Malinę.
Nim chłopcy poszli się bawić zostali zaproszeni do szkoły na przedstawienie, które ich rówieśnicy przygotowali dla wszystkich dorosłych. Chłopcy spóźnili się trochę i nie chcieli już przedzierać się przez tłum aby zająć miejsca w pierwszych rzędach. Kuba jednak nie wytrzymał i pobiegł zbadać trasę do pierwszego rzędu widzów. Po kilku minutach przybiegł zdyszany i powiedział koledze, że tam na początku siedzą sami ważni dorośli a miejsca tam i tak są zajęte Był tam pan burmistrz Skały w przepięknym, jasnym garniturze, pani Przewodnicząca Rady Miasta , pani Kierownik Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Skale i inni ważni dorośli, których nazwisk po prostu Krzysiu nie pamięta. Mama powiedziała mu, że to właśnie urzędnicy ze skalskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i włodarze gminy przygotowali piknik dla dzieci. Przedstawienie chłopcom bardzo się podobało. Wydawało im się, że w sali gimnastycznej w, której oglądali przedstawienie jest coraz bardziej duszno. Prawie tak samo jakby ktoś przeniósł budynek szkoły na Saharę. Krzysiu zaczął się wiercić i nagle stwierdził, że ława jest bardzo nie wygodna. I wtedy właśnie stał się cud. Dorośli zamienili się rolami z dziećmi ! To oni nagle zaczęli śpiewać dla swoich pociech.
Po tej oficjalnej części chłopcy ustawiali się w kolejkach do różnych atrakcji. Czasem widzieli jak niegrzeczni dorośli wpychali się do kolejki przed nimi, aby zająć ją dla swoich pociech. Ani Kuba, ani Krzyś nie chcieli się jednak kłócić. Ci dorośli zachowywali się przecież zupełnie jak dzieci !
Ponieważ żaden z chłopców nie podrapał kolana, nie załapał siniaka, nie uderzył kolegi, nie wpychał się poza kolejnością do kolejek na zjeżdżalnię, nie bekał i nie robił brzydkich kawałów mama obiecała im, że zabierze ich na kolejny piknik. Tym razem będą musieli poczekać do jesieni.
Krzyś nie może się już doczekać i zaczął odliczać dni do końca lata. Pokłócił się przy tym z Kubą bo żaden z nich nie wiedział od kiedy właściwie zaczyna się , a potem kończy lato.
Pomyślał , że było by przyzwoicie podziękować dorosłym za tak piękną zabawę ale zżarła go trema. Nie wiedział czy dziękując jednej osobie nie obrazi się inny ważny urzędnik, którego po prostu Krzysiu nie zna z widzenia.
Po powrocie do rodzinnej Skały obaj chłopcy zapomnieli o strachu, jaki towarzyszył im tuż przed nadchodzącym poniedziałkiem-najgorszym dniem w tygodniu. Zasnęli smacznie w swoich domach i śniło im się, że cała Skała zamieniła się w królestwo dzieci. Wszystkie domy były z waty cukrowej i żaden dorosły nie mówił już, że nie kupi waty cukrowej bo jest za droga. Na skalskim rynku stała zjeżdżalnia do samego nieba i trampolina, na którą można było wchodzić w butach! Zamiast busów i samochodów stały bryczki z kucykami i osiołkami dla grzecznych dzieci, a w piekarni zamiast chleba była czekolada, którą można było dostać za darmo !
Krzyś długo nie chciał otworzyć oczu bo właśnie śniło mu się, że zjada największą czekoladę z piekarnianej półki. Do jesieni na kolejny piknik już niedaleko. Jak to dobrze, że dorośli myślą o dzieciach.













