Chyba to prawda... skoro w kalendarzu luty, na zaokiennym termometrze wskaźnik poniżej zera ... a nad pięknymi okolicami Grodziska, tuż za Skałą płynie sobie z wolna w niedzielne popołudnie, na niewielkiej wysokości balon. W nim oczywiście pilot i dwuosobowa załoga.
Wszystko zaczęło się niespodziewanie. Piękne południowe słoneczko, brak opadów i wspaniała biała pokrywa śnieżna czyniąca krajobraz czystym i świeżym zachęcała do spaceru. Obrany kierunek okazał się przyczyną niebywałego spotkania z baloniarstwem. Tak właśnie, z przygodą, która wciągnęła mnie na prawie półtoragodzinne obserwacje i przygodą którą – nie wątpię – przeżyli uczestnicy przejażdżki balonem. Przygoda to być musiała jedyna w całym życiu, skoro Pan siedząc już w koszu przyznał się że „chyba ma lęk wysokości?!”
Przygotowanie balonu nie trwało zbyt długo, był więc czas na fotografowanie i kilka słów raczej wesołej rozmowy wśród obserwatorów. Jak to na mrozie! Ale można się było dowiedzieć – chociaż nie wiem ile w tym prawdy – że ów przelot balonem był prezentem dla rodziców z racji... oczywiście znanej obdarowanym. Jeżeli jest w tym ziarnko prawdy to i mnie jako obserwatorowi do serdecznych życzeń przyłączyć się należy, co niniejszym czynię. A gdy balon był gotowy, a załoga radosnymi gestami żegnała się z nami pozostającymi na ziemi, czuć było, że za chwilę kosz oderwie się w przestworza. I dodam, że zrobił to rewelacyjnie... pierwsze chwile to lekki poślizg, jakby sanie ruszały z miejsca... i oderwanie od ziemi. A potem to już tylko wyżej, wyżej, aż do nieba. Jak w niezapomnianej piosence dla naszych milusińskich: ... lecimy aż do nieba/ błękit nieba piękny jest/ chmurki uciekają gdzieś/ cały świat ucieka gdzieś/...
A gdzie wylądował nasz balon? gdzieś za Grodziskiem, Wielmożą , Ojcowem... zapewne gdzieś w „bajecznym miejscu, którego /uczestnicy przelotu/ nigdy nie zapomną”.
Tekst i foto Barbara Szwajcowska
http://www.kronikarz.org.pl/galerie/category/280-barbara-szwajcowska-podro-balonem-













