Świeże jaja chłopa, pardon!, ekologiczne jajka z ojcowskiego kurnika, ekologiczne serki i jogurty z Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Spale, ekologiczne , przepyszne, rumiane jabłka w miejscowego sadu...Hanny i Andrzeja Adamków
... puszyste bułeczki z lokalnej piekarni"Skalanka", ekologiczne pstrągi pieczone w liściach pora na grillu w piwnicy"Pod nietoperzem"- Ryszarda Piotra Bosaka, to tylko niektóre z przyjemności podniebienia, którymi raczyli sie uczestnicy odbytego tydzień temu spotkania – zlotu dziennikarzy Obywatelskich w Ojcowie.
Przyjechali z Wielkopolski, Warszawy, Śląska, Podbeskidzia i innych stron Polski, na zaproszenie Lesława Adamczyka, aby korzystając gościny Rudolfa Suchanka, dyrektora Ojcowskiego Parku Narodowego, podziwiać piękno rozkwitającej przyrody. Z wilii pod kazimierzowskim zamkiem, wyruszali na szlaki w głąb parku, do jaskiń, na Pieskową Skałę. Ale o tym napisali przecie sami.
Nas zachwyciły dawne relacje o Ojcowie i okolicach, zmieszczone w wydanym w 1860 roku „Przewodniku po Ojcowskiej Dolinie”. Dziełko owe, sprzedawano po kopiejek 20, czyli złp. 1 gr. 10 „przy kasie Drogi Żelaznej w Warszawie, w Dąbrowie, w Cukierni Jordana w Ojcowie i w Hotelu pod Łokietkiem”.
Kiedyś był to uznany kurort, który na dobrą sprawę nigdy za uzdrowisko nie powinien być uznawany, bowiem dolina Ojcowska jest zimna, wilgotna i mało słoneczna. A jednak powstały tu i zachowały się dwa pensjonaty kuracyjne, a i w kwaterach prywatnych panował stale tłok. Przyjeżdżali tu i podążali do grot Chopin, Staszic, Niemcewicz, Karpiński. Wężyk, Gołębiowski, Deotyma i Klementyna Tańska. Ba, grotę Łokietkową zwiedził sam król Stanisław August.
Oddajmy wiec głos dawnym podróżnikom, tylko nieznacznie uwspółcześniając ortografię.
„W odległości dwóch mil od Krakowa, w północnej stronie, leżą wdzięczne Ojcowa, Grodziska i Pieskowej-Skały okolice, słusznie Szwajcaryą polską zwane. Natura w cudach niewyczerpana, miejscom tym hojnie udzieliła piękności, którymi słynie kraina Helwetów; a łaskawsza na ziemię naszą, oszczędziła im przepaści okropnych, przepraw niebezpiecznych i urwisk nad głową podróżnego wiszących, które życiu jego zagładą grożą. Tu wspaniała i miła, wabi do siebie i przywiązuje tak silnie, że doliny te, choćby sto razy widziane, z nowym się coraz ogląda wdziękiem” – pisał Ambroży Grabowski – autor dzieła „Kraków i jego okolice”, wydanego w roku 1836. – „Gdziekolwiek wzrok się obróci, wszędzie piękne nawijają się obrazy: tu skały dziwacznych kształtów w górę wznoszące się, naśladują wysmukłością swą wieże; owdzie mur z litej opoki pionowo ścięty, zdaje się być facyatą przez olbrzymy zamieszkanego pałacu; tu na pochyłości góry zwalone w nieładzie odłamy głazów, tworzą ruiny dawnego amfiteatru; a inne przyjęły na siebie postać bram i wież obronnego zamku; tam krzyż, godło zbawienia, utkwiony na szczycie skały, uroczystość na tę okolicę rozlewa. Zawieszone w powietrzu drzewa i krzewy kołyszą się nad przepaściami, przyczepione do skał, z których łona skąpą żyzność otrzymują”.
Nieodmienny podziw każdego z podróżnych budziła skalna warownia, do niedawna w ruinie, dziś podnoszona do dawnego wyglądu. „Zamek ten, niegdyś siedlisko starostwa niegrodowego (capitaneatus sine jurisdictione), stojący na niedostępnej skale, był zapewne znakomitą warownią w czasach, gdy samo przepaściste położenie stanowiło obronę; lecz teraz przy wydoskonalonym użyciu palnej broni, otoczony do tego wierzchami skał, które nad nim górują i na chwilę oprzećby się nie zdołał. Jedynie tylko wysoka ośmiokątna wieżyca z ciosowego kamienia, najpodobniej, że jeszcze przez Kazimierza Wielkiego stawiana, jak dotąd pięć wieków bez uszkodzenia przetrwała, tak jeszcze długo utrzyma się, jeżeli zniszczenia jej ręka człowieka nie przyspieszy; ale gmach zamkowy w gruzy rozsypujący się, który czas z pomocą niedbalstwa przodków naszych pożarł (doszczętnie rozebrany w r. 1829), zdawał się powtarzać: Pobrał wszystkie wielmoże, Pan z pośrodka mnie, i przyzwał przeciwko mnie czas (Jerem. tr. I, w. 15), i razem niósł niestarte świadectwo, że bywał w posiadaniu starostów”.
Ksiądz Stanisław Staszic w pracy „O ziemiorództwie gór” zawarł pełne zachwytu opisy: „Niespodzianie odkrywa się wielka i rzadka dolina, właśnie gdyby w ziemi ukryta, na całą milę, coraz zmienna, coraz przyjemniejsza kraina. I ten ponik, co z początku ledwo sączył się pomału, co jeszcze niechrzczony bez nazwiska bieżał i tylko rolniczych osad imiona przywłaszczał, już i on, ledwo dwie góry obiegł: tu bystry prąd mruczy, po opokach warczy, a dobrze znane w dawnej królów naszych stolicy, przybrawszy sobie Promnik (Prądnik) za imię, pieniąc się, hucząc, rwie, rozwala „. (...)
"Wszędzie w tej dolinie zakoleniom odpowiadają wybrzeża: znak w którym czasie i przez co udziałaną była. Wszędzie po tych cyplach, po tych skał oberwiskach, które chociaż wody odłączyły, przecie do szczętu rozburzyć nie zmogły, zajmują rozmaite widoki: tu małego kościołka wieże, tam stare Wielopolskich grodu szczyty; daleko, w ostatnim aż dole głębokość nawet zraża oko, dostrzegać Ojcowe zamcze. Wszędzie i po jednym i po drugim tej schowanej doliny licu ciągną się prawie równe, rzędem stawione, rolników zagrody. Przy każdego domku sad pełen drzew owocowych, pastewniki zielone, stebniki (pszczelniki) porządne, liczne pasącego się bydła trzody, i wszędzie igrających dzieci gromady: zdają się świadczyć, że w tej przyjemnej dolinie szczęśliwymi być muszą i ludzie."
Niemcewicz zwiedzając w lecie 1811 roku ziemię krakowską nie mógł nie zwiedzić Ojcowa: "... w tym miejscu wędrownik zdaje się być nagle przeniesionym wpośród Alp lub w Szwajcarską krainę. Na potężnej skale stoi ogromny zamek Ojcowski, przez dzisiejszych starostów rzadko kiedy zamieszkiwany; most śmiało z góry na górę rzucony prowadzi do niego. O pół mili ku zachodowi znajduje się sławna grota Ojcowska, od ludu w tern miejscu Ciemną Jamą zwana. Wyniosłe skały okryte jodłami i dębami, okropne przepaści, w których huk szumnych potoków do rznięcia tarcic, młynów. papierni, prochowni służących, przeraża głuchą miejsca tego samotność: tam przemysł i praca nieurodzajność opoki nagradza. Spuszczając się ku Ciemnej Jamie z krawędzi skały jednej, ukrywające się w przepaścistej głębi: wesoła dolina, papiernia, kilka domów, łąki i pola, ożywiają dziką zewsząd naturę. Naprzeciw skała wynosi się nad skałą; jedna z nich przedstawia kształt potężnego zamku o dwóch czworograniastych dziedzińcach, z dwiema naprzeciw siebie bramami, jak gdyby w igrzyskach swoich dzika natura sztukę czasem naśladować chciała”. (...)
"Przez niski otwór wchodzi się do Ojcowskiej groty. Wraz płomień z rozpalonego kagańca odkrywa potężną salę z wypukłe m sklepieniem na 60 stóp wysokości i szerokości, więcej nierównie długości mającą. Dalej, jak gdyby ręką ludzką zakrzywione łęki, oparte na niskim pilastrze prowadzą do drugiej sali: w tej niski przetwór wiedzie do dalszych lochów, gdzie już tylko schyliwszy się iść można. Podróżni daleko się tam zapędzali, lecz nikt do końca groty tej nie doszedł”.
Franciszek Karpiński w „Podróży do Krakowa” (Warszawa, 1788) używa słów nie mnie egzaltowanych, ale przecież prawdziwych: „Dolina Promnik, tak nazwana od potoka, który środkiem jej płynie, jest rzadko widzianą pięknością, kto by ją uczuć umiał. Brzeg najczystszego tego potoku i obszerniejsze ubocze zieloną murawą usłane; wzdłuż zaś ciągną się najwyższe różnego składu i farby skały, po których wieczne drzewa na uproszonym gdzieniegdzie kawałku ziemi wieszając się, świętość jakąś i uszanowanie bojaźliwe dla miejsca tego wrażają; gdyby zamek Ojcowski, który w dalekości daje się widzieć, położenia tego nie ośmielał, że to dla ludzi, nie dla wyższego jakiegoś stworzenia piękność sporządzona".
Niezmordowana Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, poczytna swego czasu prozatorka, pierwsza polska pisarka dla dzieci, nad pięknością doliny rozwodzi się szeroko, wspominając także o pustelni błogosławionej Salomei.
Przewodnik: „w kaganiec suchych drzazg nakładł, skrzesał ogień, i weszliśmy do tego ponurego mieszkania, ręką przyrodzenia sporządzonego, które kolejno bywało schronieniem nieszczęścia, niewinności, zbrodni, a nareszcie tajemnicy i smutku. Te godła nosiła ostatnia z ofiar, szukających w tej ciemnej jaskini przytułku i ukrycia. Jeszcze żyją w dolinie ojcowskiej tacy, którzy ją pamiętają; z tej liczby był nasz przewodnik; pokazywał nam też skwapliwie miejsce, gdzie było jej łóżko, czyli z suchych liści posłanie, kamień, który składał sprzęt jej cały; i w podobnych wyrazach opowiedział nam jej dziwną historyą”.
W najbardziej spektakularny sposób zwiedził jaskinię Łokietka, nazywaną także Królewską król Stanisław August udający się w 1787 roku z Krakowa do Warszawy, dokąd wracał z podróży kaniowskiej. 4 lipca zanocował w zamku w Pieskowej Skale, podejmowany przez Jana Prospera z Łasku, kasztelana buskiego wraz z małżonką. Od Skały tylko pół mili dzieliło władcę do Ojcowa, który zapragnął obejrzeć.
Wycieczkę monarsza opisał biskup Adam Naruszewicz: "Powitany Najjaś. Pan około zamku biciem z armat, udał naprzód do owej sławnej groty o 1/4 mili od Ojcowa leżącej, na jej oglądanie. Wydrążyła natura w pośrodku skalistej góry wielką jaskinię, do której się wchodzi między łomami kamieni i zaroślami chrustów, przez mały otwór ledwo półtora łokcia mający. Na samym jej wstępie daje się widzieć loch na kształt obszernej sklepionej sali, sto kilkadziesiąt łokci dłużyzny, 33 szerzyzny, a do 10-ciu lub więcej wysokości mającej. W tym lochu zwężającym się nieznacznie, ciągnie się z boku inna pieczara wąska na kształt kurytarza (oryg. p. BAP) z niższym sklepieniem, która jak daleko w skałę zachodzi, mieszkańcom nie wiadomo. Jego król. Mość przyjechawszy na górę konno, znalazł dla siebie ułatwione wszystkie trudności dla wygodniejszego rzeczonej groty oglądania. Kazali dziedzice uprzątnąć krzaki i kamienie: skopać ziemię na kształt wschodów i wszystkie ścieżki obwarować poręczami. Wszedłszy Najjaś. Pan do owego lochu, zastał całe to podziemne mieszkanie tysiącem lamp oświecone. Na środku stała brama lampami także iluminowana z cyfrą (monogramem – p. BAP) królewską, za którą muzyka na dętych instrumentach odezwała się. Oglądał Najjaśniejszy Pan z ukontentowaniem i podziwieniem całe to miejsce, chodząc wszędy po usłanych tarcicach dla uchylenia od upadku ze ślizgoty miejsca, od ściekającej ustawicznie kroplami ze sklepienia wody”.
Zachęcamy do nabycia reprintu cytowanego obszernie dziełka, który za jedyne 10 złotych można nabyć w kiosku Hotelu pod Łokietkiem, gdzie dzisiaj mieści się centrum edukacyjno-muzealne im Władysława Szafera. Wydatek zaprawdę marny, i na cel szczytny, bo na Ojcowski Park Narodowy przeznaczony, a lektura, zapewniamy, przednia!













