Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Powroty do polskich korzeni

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Zofia i Shirley
Zofia i Shirley
Shirley, moja mała Shirley, ja już od rana na was czekam! Ja już kilka razy do głównej drogi wychodziłam i was wypatrywałam! - wzruszona Zofia bierze Shirley w objęcia. W Stanach Zjednoczonych mieszka około dziesięciu milionów Polaków i ich potomków.

 

O przodkach wiedzą z opowiadań dziadków lub rodziców. Nie znają polskiego, w Polsce nigdy nie byli. "Mała ojczyzna" polskich emigrantów jest dla ich amerykańskich dzieci tylko dalekim krajem na dalekim kontynencie. Krajem, do którego coraz częściej przyjeżdżają, aby odnaleźć korzenie. W spotkaniu z zaginioną rodziną pomagają im przewodnicy.

Kiedy Wincenty Żurek z żoną i półroczną Klementyną opuścili Zawoję i wyjechali do USA, był rok 1923. Niewielki bagaż, trochę jedzenia i pieniędzy - tylko tyle można było zabrać na statek, który miał ich zawieść do lepszego świata. Jechali za chlebem - jak wszyscy. Podróż przez morza i oceany trwała kilka miesięcy i była to podróż w jedną stronę. Żurkowie nie mieli już nigdy powrócić do Zawoi. Przez całe życie Wincenty pisał listy do brata Stanisława, który pozostał w rodzinnej wsi. Niemal trzydzieści lat po wyjeździe Wincentego z rodziną do USA, w Zawoi przyszła na świat Zofia - córka Stanisława i cioteczna siostra Klementyny. Kuzynki wiedziały o sobie tylko z listów, które przychodziły do Zawoi coraz rzadziej, a kiedy bracia zmarli, przestały przychodzić zupełnie.

Dwa lata temu do Zawoi przyjechał młody chłopak z dziewczyną. Amerykanie. Wieś bardzo się rozbudowała, ale babiogórskie łąki były tak samo zielone, jak wtedy, kiedy Wincenty z żoną i małą Klementyną opuszczali te strony.

Amerykanie chodzili od domu do domu, pokazując jakieś zdjęcia, ale nikt nie rozumiał, co mówią. Dopiero na poczcie spotkali chłopaka, który znał język angielski. To on pomógł im odnaleźć rodzinę ze zdjęcia. Nie było to łatwe. Osób na zdjęciach nikt nie rozpoznawał, poza panią Zofią Żywicą, której nazwisko panieńskie brzmiało Żurek - tak samo jak panieńskie nazwisko Klementyny.

Pani Zofia - córka nieżyjącego już Stanisława, brata Wincentego, który prawie dziewięćdziesiąt lat temu wyemigrował do Stanów Zjednoczonych - do dziś nie może uwierzyć w to, co się stało. Amerykanin John okazał się wnukiem Klementyny - siostry ciotecznej pani Zofii.

- Mój Boże, mój Boże, jak ten John nas tu szukał, jak chodził od domu do domu, na pocztę! Jak on tu przyszedł, z tą swoją dziewczyną Adrą, ja mam to ciągle przed oczami! O Klimcię pytał, czy ja znam Klimcię (Klementynę - przyp. red.) - a ja mówię - przecież to moja kuzynka! Ja mam listy z Ameryki, zdjęcia, oni przecież nam paczki po wojnie przysyłali! - wspomina wzruszające chwile.

W ten sposób kontakt z rodziną został odnowiony. Klementyna i Zofia zaczęły do siebie pisać.

***

Dwa lata po wizycie w Zawoi Johna, we wrześniu 2010 r., Shirley Rasmussen, córka Klementyny, wraz z mężem po raz pierwszy odwiedzają kraj, w którym urodziła się mama Shirley.

O pomoc w spotkaniu i w rozmowie z rodziną proszą przewodnika, który dowozi ich na miejsce i pełni rolę tłumacza. Shirley chce odnowić kontakt z cioteczną siostrą mamy i poznać swoją rodzinę.

Cioci Zofii kupiła bukiet herbacianych róż.

- Jak tu ślicznie, jaki to piękny kraj - mówi, pstrykając z samochodu zdjęcia górskim pejzażom i drewnianym chałupom krytym gontem. Po drodze opowiada o mamie, która skończyła 87 lat i nigdy - od czasu wyjazdu z kraju w 1923 r. - nie była w Polsce.

- Mama z niecierpliwością oczekuje zdjęć i opowieści ze spotkania z Zofią. A ja tak się cieszę, że poznam swoją rodzinę. Wcześniej o tym nie myślałam, ale od kiedy mój bratanek John odnalazł Zofię, postanowiłam tu przyjechać. Napisałam do Zofii po angielsku, a list przetłumaczyłam na język polski w specjalnym programie komputerowym - mówi.

Jest godzina trzynasta, kiedy państwo Rasmussen wraz z przewodnikiem dojeżdżają do Zawoi. Przed zielonym domem państwa Żywiców chodzą małe, rude kocięta. Na oknach kwitną pelargonie. Pani Zofia wybiega z domu.

- Shirley, moja mała Shirley, ja już od rana na was czekam! Ja już kilka razy do głównej drogi wychodziłam i was wypatrywałam! Shirley, moja kochana, mój Boże, czy ja kiedyś myślałam, że mnie takie szczęście spotka? - pani Zofia bierze Shirley w objęcia. Przewodnik tłumaczy zdanie po zdaniu, ale takich emocji nie trzeba tłumaczyć.

Shirley i jej mąż Ray siadają przy suto zastawionym stole. To się nazywa polska gościnność! Są śledzie, ryby w panierce, twaróg własnej roboty, ogórki kiszone, sernik, ptasie mleczko. Shirley i Ray próbują wszystkiego po trochu.

- Jaki cudowny placek, przepyszny - Shirley zachwyca się sernikiem z rodzynkami. Zofia opowiada o rodzinie - o córce, która właśnie wyszła za mąż, synu, który jest w Afganistanie, i o drugim synu, który wyemigrował z Polski za lepszą pracą.

Oglądają zdjęcia. - O, to zdjęcie Klimci ze ślubu, przysłała nam jak wychodziła za mąż. A to Klimcia z mężem i małą Elizabeth - opowiada Zofia.

Potem pokazuje Shirley dom i zagrodę. - Ojej, wy macie kury i krowę! - Shirley wpada w zachwyt. - Muszę je koniecznie zobaczyć! - mówi.

- Shirley, chcesz wchodzić do obory? Ale ja się na krowę nie przygotowałam! To mnie dopiero zaskoczyłaś! - dziwi się pani Zofia.

- Popatrz, Ray, tu są jeszcze świnki i króliki! Jakie cudowne! Muszę koniecznie zrobić zdjęcia i pokazać mamie, będzie zachwycona! - śmieje się Shirley.

Zbigniew Żywica, mąż Zofii, proponuje pokazać państwu Rasmussen dom, w którym urodziła się Klementyna. W drewnianej chałupie od wielu lat nikt nie mieszka. Jest trochę zniszczona. Nieopodal szumi rzeka. Shirley robi zdjęcia. - To dla mamy. Bardzo chciałaby tu przyjechać, ale zdrowie jej na to nie pozwala. Zupełnie nie pamięta tego domu, a Zawoję zna tylko z opowiadań - mówi.

Kiedy Shirley, jej mąż Ray i pan Zbigniew wracają z przechadzki, do ich uszu dobiega ludowa przyśpiewka.

"Nie lyj dyscu, nie lyj, bo cie tam nie trzeba,/ Łobejdź góry lasy, łobejdź lasy góry, łobejdź góry lasy,/ Zawróć się do nieba"!

To pani Zofia śpiewa jedną z pieśni, których nauczyła się w ludowym zespole w Zawoi. Śpiewa w nim od kilkudziesięciu lat.

- Zofia, śpiewaj, śpiewaj, ja to nagram! Poczekaj chwilę, jeszcze nie teraz, najpierw muszę włączyć nagrywanie! - śmieje się Shirley. - Brawo, brawo Zofia! Cudownie! - mówi zadowolona.

Późnym popołudniem Amerykanie wracają do Krakowa. Tam czekają na nich rodacy, z którymi będą zwiedzać Europę. Polska to jeden z przystanków.

Shirley i Zofia padają sobie w objęcia. - Zofia, jestem taka szczęśliwa, że się spotkałyśmy... Ojej, ty masz łzy w oczach!- wzrusza się Shirley.

- Tak Pan Bóg dał, że oni przyjechali, że mnie odwiedzili... Moja mała Shirley, moja kochana Shirley. Ucałuj mamę, o, tak ją ucałuj i uściskaj jak ja ciebie teraz! Ray, ciebie też muszę uścisnąć! Mój Boże, kto by się spodziewał, nigdy nie wiesz, co cię może w życiu spotkać! - pani Zofii łamie się głos.

***

Amerykanie, których przodkowie wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych, coraz częściej przyjeżdżają do Polski w poszukiwaniu korzeni.

Anna Gęga, od ponad dziesięciu lat przewodniczka krakowska i pilot wycieczek, pomogła odnaleźć korzenie czterem Amerykanom.

- Odszukanie rodziny wymaga czasu. Jeździmy od urzędu do urzędu, od kościoła do kościoła, pytamy ludzi we wsi. Kiedyś szukałam polskich korzeni pewnego Amerykanina. Okazało się, że jego przodkowie byli Łemkami, ale on nic o tym nie wiedział. Był zaskoczony, nie znał kultury i historii Łemków. Jego rodzina została wysiedlona ze wsi, do której przyjechaliśmy, ale na szczęście mieszkało tam trochę Łemków, którzy pamiętali jego dziadków. Mieszkańcy wsi poczęstowali nas palinką, opowiadali o akcji Wisła, śpiewali łemkowskie pieśni - opowiada.

***

Sylwia Zięba przyjechała do Krakowa z Kanady. Chciała odnaleźć rodzinę ojca. Wspólnie z przewodniczką Anną Gęgą pojechała do Zawarży, gdzie urodził się Jan Zięba, ojciec Sylwii.

- Podczas drugiej wojny światowej tata walczył z Niemcami, potem przez długi czas był więziony w Niemczech. Zaraz po kapitulacji Niemiec, wspólnie z moją mamą, wyemigrował do Kanady. Już nigdy nie wrócił do Polski. Po jego śmierci postanowiłam odnaleźć naszą rodzinę. Czułam, że powinnam to dla niego zrobić. Było mi tak przykro, że przez tyle lat ojcu nie wolno było zobaczyć własnej ojczyzny - opowiada Sylwia.

Wkrótce po przekroczeniu tabliczki z nazwą miejscowości Anna zapytała przypadkowych przechodniów o rodzinę Ziębów. Okazało się, że dom, w którym urodził się Jan Zięba wciąż stoi, a mieszka w nim córka brata Jana, czyli siostra cioteczna Sylwii.

- Byłyśmy w szoku, to było niesamowite! Okazało się, że moja kuzynka też nas szukała. Wysyłała listy do Ameryki, ale przeprowadziliśmy się i listy wracały bez odpowiedzi. Dzięki tej podróży poznałam całą moją polską rodzinę, z której część nadal mieszka w Zawarży, a część przeprowadziła się do Krakowa. Mamy ze sobą stały kontakt - opowiada.

***

Polacy emigrowali do Stanów Zjednoczonych głównie z powodów zarobkowych. Ci, którzy zdecydowali się wyjechać, zaraz po przybyciu do Nowego Jorku byli poddawani badaniom lekarskim. Jeżeli byli zdrowi, mogli udać się do wybranego przez siebie miasta. Większość imigrantów rozpoczynała pracę w zakładach mięsnych, przemysłowych i włókienniczych w Chicago lub w Filadelfii.

Po drugiej wojnie światowej falę emigracji tworzyli przede wszystkim żołnierze, którzy walczyli na Zachodzie i w kraju (najpierw z Niemcami, a potem z próbą narzucenia Polsce ustroju komunistycznego). Żołnierze m.in. Armii Krajowej byli wtrącani do wiezienia, torturowani i skazywani na śmierć. Ówczesny system polityczny nie pozwalał też na swobodne wyrażanie myśli, dlatego po wojnie do Ameryki wyemigrowało około 300 000 osób. Ostania fala emigracji do USA przypadła na lata osiemdziesiąte - i była związana z ruchem solidarnościowym i wprowadzeniem stanu wojennego.

W tej chwili w USA mieszka około 10 milionów Polaków i ich potomków.

                               JUSTYNA RYCHLICKA

Czytaj dziennik polski
Czytaj dziennik polski

http://www.dziennik.krakow.pl/pl/aktualnosci/kraj/1060625-powroty-do-polskich-korzeni.html,0:pag:3,0:pag:4#nav0

Jesteś tutaj: Wydarzenia Polonia Powroty do polskich korzeni