Napiszcie, jak jest w Waszych miejscowościach,a Wasze teksty i zdjęcia opublikujemy w" Kronikarzu"
Od środy w Rudzie Śląskiej, nieustannie atakuje zima. Niby nic dziwnego o tej porze roku. Po głównych ulicach jeździ się po japońsku - jako tako. Za to na bocznych - horror! Wyjazd rano z parkingu, staje się problemem nie lada. Zawiezienie dziecka do przedszkola czy szkoły, nie mniejszym. Dotarcie na czas do pracy - szkoda gadać! Trudno się przebić przez grube warstwy śniegu, nie ruszanego żadnym pługiem.
Próbowałem dodzwonić się do rudzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Odebrała mila pani i powiedziała, że nie może przyjąć mojego zgłoszenia, gdyż takowe przyjmowane są wyłącznie z linii bezpłatnej. Telefonowałem pół dnia, linia była stale zajęta, czemu się specjalnie, w moim wieku, nie dziwiłem. Zatelefonowałem na inny numer telefonu stacjonarnego. Równie miły dyżurny o nazwisku B. którego prosiłem o pomoc w imieniu własnym i sąsiadów (naprawdę prosili mnie o interwencję) z ulicy, na której pług albo jakiś prywatny płużek pojawia się każdej zimy nie częściej niż raz albo dwa razy, zgłoszenie przyjął i obiecał sprawę załatwić. ak można się było spodziewać, moja ufność żarliwa, podobna do tej, z jaką dzieci oczekują teraz na świętego Mikołaja, została wystawiona na ciężką próbę. Niebawem minie doba, ulica jak była nieomal nieprzejezdna, tak jest nadal. Nie mam ochoty dzwonić ponownie do ludzi, którzy nie wypełniają obietnic składanych w imieniu urzędu. Mam natomiast pilną potrzebę dotarcia na umówione spotkanie. Nie wiem, czy mi się uda. Obywatele z bocznych ulic, są z samej definicji, na poboczu zainteresowań służb miejskich..
Barbara i Adam Podgórscy
Tekst publikowany w w24













