W listopada 2010 roku w znajdujących się nieopodal Nasielska lasach, odbył się I Hubertus „Farmy Krzyczki”. Miałem szczęście gościć na tym świetnie zorganizowanym spotkaniu. Jadąc na miejsce, byłem pełen wątpliwości, co do sensu uczestniczenia w tej plenerowej imprezie. Od rana było zimno i cały czas padało, a co najgorsze dla miłośnika fotografii, światła było jak na lekarstwo. Teraz się cieszę, że aura mnie nie zniechęciła.
Organizatorzy zadbali o ciepłą strawę, wielkie ognisko, grzane wino i inne rozgrzewające napoje oraz, co najważniejsze, o wspaniałe widowisko. W oczekiwaniu na rozpoczęcie najważniejszego, tytułowego wydarzenia – gonitwy za lisem – zaproszeni goście mogli obejrzeć pokazy: "dżygitówki” w wykonaniu grupy Włodzimierza Zabielskiego i Eulalii Wojnicz wraz z jeźdźcami ze swojej fundacji „Zwierzęta Eulalii” oraz ujeżdżania w wykonaniu Marty Sobierajskiej z barokowej szkoły jeździeckiej Karoliny Wajdy. Po występach każdy z zaproszonych gości mógł osobiście spróbować swoich sił, dosiadając konia. Wiele osób skorzystało z oferty, dobrze się przy tym bawiąc. Najwięcej emocji wzbudził jednak tytułowy Hubertus, czyli gonitwa za lisem. Na czym to polega? Zwycięzca poprzedniej edycji ma przywieszoną na ramieniu lisią kitę. Wygrywa jeździec, który go dogoni i zdobędzie to trofeum. Tę edycję wygrała sympatyczna i utalentowana Marysia Suskiewicz. Miłośnicy jazdy konnej mogli jeszcze obejrzeć konkursy skoków przez przeszkody organizowanych i sędziowanych przez Marka Guza, które odbyły się w dwóch kategoriach. W tej konkurencji triumfowały:
1) I konkurs 50/60 cm - klasa M
I miejsce Nina Januszkiewicz na koniu Eslandia’s Thea
II miejsce Maria Suskiewicz na koniu Tornado
III miejsce Agata Świerczyńska na koniu Chaber
2) II konkurs 90/100cm – Klasa L
I miejsce Anna Kossek na Tornado
II miejsce Agata Świerczyńska na koniu Chaber
III miejsce Maria Suskiewicz na koniu Tornado
Atrakcją były chrzciny ogierka należącego do gospodarzy imprezy, którego dumnym ojcem chrzestnym został Tomasz Stockinger. Do późnych godzin nocnych goście świetnie się bawili na biesiadzie, przy suto zastawionych stołach, gdzie można było spróbować krzyczkowskich specjałów, a punktem kulminacyjnym był faszerowany łosoś, który przypłynął łódką z pochodniami i w asyście sztucznych ogni. Wszyscy zaproszeni goście zgodnie stwierdzili, że nie będą czekać na przyszłego Hubertusa, tylko powrócą tu już wkrótce.













