Jedną z najstarszych profesji cygańskich, to tresura niedźwiedzi. Niewątpliwie wymaga to dużej znajomości zwierząt, ale dla Romów jest to sposób na zarabianie pieniędzy, tym bardziej, że pokazywanie tańczących niedźwiedzi w rytm muzyki to znana umiejętność Romów w całej Europie .Do takich miejsc zaliczają się kraje bałkańskie. Wrażeniami z wyprawy na Bałkany podzielą się Ania Czapek oraz Piotrek Mojżyszek.
Co mówią o sobie:
- Kim jesteśmy? Jesteśmy etnologami i kilka lat temu utworzyliśmy projekt „Opowiadamy o świecie”. Prowadzimy warsztaty etnologiczne i prezentacje multimedialne dla dzieci, młodzieży i dorosłych. A wszystko to na podstawie naszego doświadczenia – naszych podróży. W ciągu kilkunastu lat byliśmy na wielu wyprawach – bliższych i dalszych. Z każdej wyprawy przywozimy mnóstwo ciekawych fotografii, filmów i oczywiście muzykę. Również z tej ostatniej, o której chcemy czytelnikom opowiedzieć.
Po raz kolejny wyruszyliśmy na Bałkany. Przejechaliśmy przez Serbię, Kosowo, Czarnogórę, Albanię potem jeszcze Grecja i powrót przez Bułgarię i Rumunię. Na swojej drodze spotkaliśmy wielu ciekawych ludzi, sfotografowaliśmy wiele ciekawych miejsc... Ale niezapomniana przygoda spotkała nas w Albanii.
Byliśmy w Korczy, mieście blisko granicy greckiej. To było ostatnie miasto albańskie na naszej trasie. Przyjechaliśmy tu wcześnie rano, bo chcieliśmy poczuć jeszcze przez chwilę albańską atmosferę. Niby wczesny ranek a miasto już tętniło życiem. Ulice pełne samochodów, targowisko pełne ludzi, a my szukaliśmy śniadania. I znaleźliśmy całkiem coś innego. Nagle, na głównym placu miasta zobaczyliśmy... NIEDŹWIEDZIA! Stanęliśmy jak wryci! Nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić – uciekać czy stać w miejscu? Ale okazało się, że niedźwiedź jest przywiązany łańcuchem do latarni. A kto go przywiązał? Młody Rom, który siedział sobie obok na kawie. Podszedł do nas i chciał nam zrobić zdjęcie swoim polaroidem, który miał ze sobą. Podziękowaliśmy. Ani nie mieliśmy tyle pieniędzy, a co najważniejsze, to nie mieliśmy ochoty na zdjęcia z okaleczonym niedźwiedziem - nie miał zębów, pazurów, a w nozdrzach, czyli najczulszym miejscu, łańcuch. Straszny widok.
Niestety nie udało się nam porozmawiać z młodym niedźwiednikiem. My po albańsku umiemy powiedzieć tylko „dzień dobry” i „dziękuję”, on po angielsku też nie mówił, nawet nie miał ochoty na rozmowę. Wziął niedźwiedzia i poszedł w swoją stronę. Żałowaliśmy, że nie naciskaliśmy bardziej na rozmowę i ciągle mieliśmy przed oczami widok tego niedźwiedzia.
Po kilkunastu dniach pojechaliśmy do Bułgarii. W przewodniku przeczytaliśmy o Parku Tańczących Niedźwiedzi w Belicy. Oczywiście musieliśmy tam pojechać! Mimo tego, że przez 11 km nie było miejsca bez dziury (raj dla posiadaczy jeepa!), mimo ulewnego deszczu, po dwugodzinnej jeździe w końcu dotarliśmy. Nie myśląc (albo raczej starając się nie myśleć) o drodze powrotnej poszliśmy zwiedzać park.
Park został założony przy współpracy Fundacji Vier Pfoten (Cztery Łapy) i Fundacji Brigitte Bardot w 2000 roku. Kilkanaście lat obrońcy praw zwierząt walczyli o ochronę niedźwiedzia brunatnego, o zakaz polowania na te zwierzęta, łapania i więzienia, czy przeszkadzania im w ich naturalnym środowisku. W końcu udało się stworzyć miejsce dla niedźwiedzi, które przez całe swoje życie były traktowane bardzo okrutnie przez ludzi. Łapane jako kilkumiesięczne niedźwiadki były „uczone tańczenia”. Była to tradycja Cyganów żyjących na Bałkanach – już w czasach średniowiecza, wędrując po wioskach i miastach zabawiali mieszkańców pokazem dzikich zwierząt. A jak odbywał się trening? Małe niedźwiadki stawiano na gorących blachach, te dźwigały swoje łapy, żeby uniknąć bólu. W czasie tej tortury „opiekun” grał najczęściej na skrzypcach. Później niedźwiedź słysząc daną melodię podnosił łapy, wstawał na tylnie łapy (w naturze robią tak tylko wtedy, gdy coś je zainteresuje) i podnosił raz jedną, raz drugą łapę, co mogło kojarzyć się z tańcem. Żeby mieć władzę nad zwierzęciem bardzo często wybijano mu zęby, obcinano pazury, a w nos – najczulsze miejsce w ciele niedźwiedzia - wkłuwano metalowe koło, do którego doczepiano łańcuch.
Zwierzęta przez całe swoje życie były traktowane bardzo okrutnie, dla nas jest to szokujące, ale dawniej ludzie myśleli o tym jak o niezłej rozrywce. Każdy chciał zobaczyć niedźwiedzia z bliska, który do tego wszystkiego tańczył! Nie myślało się o prawach zwierząt, o tym co one czują – ważna była rozrywka, którą Romowie mogli zapewnić. A dla Cyganów była to praca, dzięki której mogli utrzymać całą swoją rodzinę. W niektórych krajach na Bałkanach można jeszcze spotkać niedźwiedników, ale to już rzadkość.
W Parku Tańczących Niedźwiedzi mówiono nam, że wiedzą jeszcze o jednym niedźwiedziu w Serbii. W Bułgarii do roku 2002 spotkać niedźwiednika nie było trudno. Ale od czasu gdy zaczęła funkcjonować ustawa o ochronie niedźwiedzia brunatnego rozrywka ta prawie kompletnie zanikła. W parku jest obecnie około 20 niedźwiedzi. Dobrą robotę robią ludzie pracujący w Fundacji Vier Pfoten – chcą otoczyć niedźwiedzie opieką, ale starają się też zapewnić pracę czy opiekę rodzinom, którym odebrano zwierzęta. Fundacja nie zostawia tych ludzi bez żadnych środków do życia, mimo, że mogliby trafić do więzienia na kilka lat!
Dla tych wszystkich czytelników, którzy są zainteresowani każdą wyprawą w miejsca ciekawe, interesujące, Ania i Piotrek zapraszają na www.opowiadamyoswiecie.pl
Zdjęcia: Ania Czapek oraz Piotrek Mojżyszek. Tekst: Jolanta Budniak













