
Od lewej: Jan Wernik (syn mieszkańca Wołynia zamordowanego przez nacjonalistów ukraińskich), jego żona Stefania Wernik (urodzona w KL Auschwitz II-Birkenau) - sekretarz Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych (Koło nr 1) w Olkuszu.
Uroczystość w Olkuszu 12 czerwca 2005 r.

Urodzona w KL Auschwitz
Stefania Wernik (z domu Piekarz), obecnie mieszkająca w Osieku koło Olkusza, urodziła się 8 listopada 1944 r. w KL Auschwitz II-Birkenau. Według matki Anny dziecko otrzymało nr obozowy 89136 (numer wytatuowany na nodze jest całkowicie nieczytelny), wraz z matką przeżyła pobyt w obozie, obecnie społecznie pełni funkcję sekretarza Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olkuszu.
Jej matka, Anna Piekarz, urodziła się 13 lipca 1918 r. w Czubrowicach i mieszkała w Osieku koło Olkusza. Przywieziono ją do KL Auschwitz, za nielegalne przekroczenie granicy, z aresztu w Olkuszu 13 maja 1944 r. i oznaczono numerem 79414. Wkrótce urodziła w obozie 8 listopada 1944 r. córkę Stefanię.
W styczniu 1945 r. zbliżało się wyzwolenie. Kiedy esesmani uciekli przed żołnierzami Armii Czerwonej, wcześniej podpalając część obozowych baraków, Anna Piekarz zawinęła dziecko w koc, znalazła jakiś taboret, włożyła tam córkę i uciekła. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżała córka.
Tak doszła, pokonując kilkanaście kilometrów, do Libiąża. Tam zatrzymała się u gospodarzy, którzy się nią zaopiekowali. To byli zamożni ludzie, mieli sklep w tej miejscowości. Dla dziecka przygotowali kołyskę. Mogła u nich być dłużej, ale ona chciała dostać się jak najszybciej do rodzinnego domu. Mieszkała u nich tylko tydzień.
Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie mieszkał jej brat. Tam przenocowała, a jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża do Czubrowic, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał uwierzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje. W końcu to jednak do niego jakoś dotarło i 8 lutego 1945 r. przywiózł ocalone z obozu Auschwitz do domu swojej teściowej w Osieku.
Kiedy później już powróciła do Czubrowic, mąż poszedł do urzędu stanu cywilnego zgłosić fakt narodzin dziecka, ale nie powiedział, że córka urodziła się w obozie Auschwitz. Podał jako miejsce urodzenia Czubrowice. Bał się, żeby nie było jakichś kłopotów. Córka Stefania dopiero po ślubie przeprowadziła sądownie zmianę miejsca urodzenia w swojej metryce.
Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz. miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Miewa jednak do dzisiaj męczące sny, w których ciągle przed czymś ucieka. Po przebudzeniu jest szczęśliwa, że to był tylko koszmar senny.
Koszmarne wspomnienia z dzieciństwa posiada również mąż Stefanii – Jan Wernik, pocho-dzący z okolic Kowla na Wołyniu, któremu ojca zamordowali ukraińscy nacjonaliści w 1944 r. W tym roku obydwoje będą uczestniczyć w uroczystościach w Oświęcimiu, związanych z 67. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 r.
Adam Cyra
Stefania Wernik (z domu Piekarz), obecnie mieszkająca w Osieku koło Olkusza, urodziła się 8 listopada 1944 r. w KL Auschwitz II-Birkenau. Według matki Anny dziecko otrzymało nr obozowy 89136 (numer wytatuowany na nodze jest całkowicie nieczytelny), wraz z matką przeżyła pobyt w obozie, obecnie społecznie pełni funkcję sekretarza Związku Byłych Więź-niów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych – Koło Nr 1 w Olku-szu.
Jej matka, Anna Piekarz, urodziła się 13 lipca 1918 r. w Czubrowicach i mieszkała w Osieku koło Olkusza. Przywieziono ją do KL Auschwitz za nielegalne przekroczenie granicy z aresztu w Olkuszu 13 maja 1944 r. i oznaczono numerem 79414. Wkrótce urodziła w obozie 8 listopada 1944 r. córkę Stefanię.
W styczniu 1945 r. zbliżało się wyzwolenie. Kiedy esesmani uciekli przed żołnierzami Armii Czerwonej, wcześniej podpalając część obozowych baraków, Anna Piekarz zawinęła dziecko w koc, znalazła jakiś taboret, włożyła tam córkę i uciekła. Szła pieszo i ciągnęła na sznurku obozowy taboret, w którym leżała córka.
Tak doszła, pokonując kilkanaście kilometrów, do Libiąża. Tam zatrzymała się u gospodarzy, którzy ją przygarnęli. To byli zamożni ludzie, mieli sklep w tej miejscowości. Dla dziecka przygotowali kołyskę. Mogła u nich być dłużej, ale ona chciała dostać się jak najszybciej do rodzinnego domu. Mieszkała u nich tylko tydzień.
Potem dotarła do Krzeszowic, gdzie mieszkał jej brat. Tam przenocowała, a jedna z kobiet pojechała powiadomić jej męża do Czubrowic, żeby po nią przyjechał. Mąż nie chciał uwie-rzyć, że to prawda, bo myślał, że ona już nie żyje. W końcu to jednak do niego jakoś dotarło i 8 lutego 1945 r. przywiózł ocalone z obozu Auschwitz do domu swojej teściowej w Osieku.
Kiedy później już powróciła do Czubrowic, mąż poszedł do urzędu stanu cywilnego zgłosić fakt narodzin dziecka, ale nie powiedział, że córka urodziła się w obozie Auschwitz. Podał jako miejsce urodzenia Czubrowice. Bał się, żeby nie było jakichś kłopotów. Córka Stefania dopiero po ślubie przeprowadziła sądownie zmianę miejsca urodzenia w swojej metryce.
Stefania Wernik nie może pamiętać tragicznych wydarzeń, których świadkiem była jej matka, wszak w momencie wyzwolenia KL Auschwitz. miała zaledwie niecałe trzy miesiące. Miewa jednak do dzisiaj męczące sny, w których ciągle przed czymś ucieka. Po przebudzeniu jest szczęśliwa, że to był tylko koszmar senny.
Koszmarne wspomnienia z dzieciństwa posiada również mąż Stefanii – Jan Wernik, pocho-dzący z okolic Kowla na Wołyniu, któremu ojca zamordowali ukraińscy nacjonaliści w 1944 r. W tym roku obydwoje będą uczestniczyć w uroczystościach w Oświęcimiu, związanych z 67. rocznicą wyzwolenia KL Auschwitz przez żołnierzy Armii Czerwonej w dniu 27 stycznia 1945 r.
Adam Cyra













