Drugi listopad coraz liczniej gromadzi nas wiernych na cmentarzach. Przychodzimy, by w tym dniu szczególnym swoją modlitwą i ofiarą w intencji dusz czyśćcowych wspomagać je w drodze do wieczności. Być przy swoich najbliższych, wspominać ich, rozmyślać... w ciszy i spokoju dawać świadectwo wiary w życie wieczne. Okazać wdzięczność za przeżyte wspólne piękne chwile, a może i złe... za pozostawione nam przykłady zachowań ... za przekazane doświadczenia... za miłość. Tak było również w Skale.
Uroczystości Dnia Zadusznego rozpoczęły się popołudniową procesją wokół skalskiego cmentarza. Szczera gorliwa, modlitwa towarzyszyła wypominanym z nazwiska i imienia zmarłym. Może wielu jeszcze w ubiegłym roku szło w podobnej procesji. Może zerkali na usiane gęsto przy alei pomniki wiecznego spoczynku. Na płonące na nich znicze. Za żywe kwiaty. Może rozmyślali i wspominali życie tych spoglądających z nagrobnych fotografii zmarłych. Czasem dobrych znajomych, członków rodzin czy sąsiadów. W tym roku w dzień zaduszny nie było ich już wśród nas żywych. Już miedzy innymi, za nich zanosililiśmy modlitwy wspomagając ich czyśćcowy czas pokutowania.
Po zakończonej procesji, trzech księży skalskiej parafii odprawiło przy polowym ołtarzu przy cmentarnej Kaplicy Miłosierdzia Bożego mszę świętą. Czas wspólnej modlitwy dobiegał końca. Mgła, która unosiła się nad miastem w ciągu całego dnia z różnym nasileniem opadała coraz bardziej. Dawała znak, że należy zakończyć ten dzień. Zakrywała pejzaż jesiennego cmentarza... groby te dalsze i te bliskie... Zasnute mgłą błyszczały jedynie mocno rozświetlone znicze. Stawało się coraz smutniej. Czas było rozstać się z najbliższymi. I chociaż na krótko... stawało się coraz smutniej.
Tekst i foto Barbara Szwajcowska












