Europa zastanawia się, jakie zająć stanowisko wobec Białorusi. Ustalając politykę w stosunku do ostatniego autorytarnego rządu w Europie nie należy zapominać, że prezydent Aleksander Łukaszenka jest człowiekiem przebiegłym.
Kiedy przed laty okazało się, że po przejęciu władzy na Kremlu przez Władimira Putina Łukaszenka musiał pożegnać się z mrzonkami o prezydenturze mającego powstać Związku Białorusi i Rosji, jego stosunek do wielkiego sąsiada znacznie się ochłodził. Sprawiła to także postawa Moskwy, która w relacjach z Mińskiem przestała się kierować wyłącznie ideologicznymi względami, ale opiera ją na rachunku ekonomicznym. Ani też myśli świadczyć charytatywne usługi. Na początku roku przykręciła kurek z dostawami ropy dla Białorusi, kiedy obydwa kraje nie doszły do porozumienia w sprawie opłat. Później Rosjanie zredukowali ilość przekazywanego sąsiadowi paliwa po zniżonych cenach tak, że starcza tylko na jego potrzeby. Nie może natomiast przerabiać ropy w swych rafineriach i z zyskiem sprzedawać.
CICHE SANKCJE
Jak podkreślił podczas wizyty w "Nowym Dzienniku" przebywający niedawno w Nowym Jorku deputowany Parlamentu Europejskiego, a zarazem poseł Platformy Europejskiej, Jacek Protasiewicz, Kreml stosuje też ciche sankcje. Nie wpuszcza na swój rynek białoruskiego nabiału. Nałożył cło na sprowadzane z Rosji samochody. Mińsk nie przeoczył zarazem buńczucznej wypowiedzi Putina, że "czas najwyższy przepędzić białoruską muchę znad rosyjskiego kotleta".
Łukaszenka – widząc, że nie może bezkrytycznie liczyć na Moskwę – zaczyna się oglądać na Zachód. Potwierdził to poseł Protasiewicz. Jak przypomniał, jeszcze dwa lata temu zarówno UE, jak też Stany Zjednoczone prowadziły politykę izolacji wobec Białorusi. Ostatnio sytuacja uległa zmianie. Spowodował to sygnał od Łukaszenki z zapewnieniem, że jego kraj pragnie się bardziej otworzyć na współpracę. Zastanawiając się nad ofertą Unia Europejska postanowiła zapytać o opinię Polskę. Ponieważ zaś Warszawa widzi w znormalizowaniu kontaktów z Mińskiem szansę na utorowanie tam drogi do demokratyzacji, odpowiedź władz RP była pozytywna.
Mińsk zdradza intencje zliberalizowania gospodarki. Przygotowuje między innymi dekrety o prywatyzacji niektórych przedsiębiorstw. Łukaszenka byłby prawdopodobnie gotów także na eksperymenty z wolnym rynkiem. Odmawia natomiast ustępstw politycznych.
Dla Zachodu stwarza to dylemat. Według Protasiewicza białoruska opozycja ma niewielkie wpływy i jest zbyt słaba, aby doprowadzić do przeobrażeń kraju. Dlatego, mimo znanych faktów o fałszowaniu wyborów i dyktatorskich zapędach Łukaszenki, postanowiono zaryzykować współdziałanie z reżimem. Nie rezygnując oczywiście ze wspierania demokratycznych przemian. Protasiewicz rozmawiał na ten temat w Ameryce z przedstawicielami administracji, ustawodawcami i organizacjami pozarządowymi, jak National Democratic Institute, International Republican Institute i Freedom House. Jak powiedział, otrzymał zapewnienie Departamentu Stanu, że pomoc na ten cel nie będzie w tym roku zmniejszona, a w przyszłym roku może się zwiększyć.
ZMIENIA ZDANIE
Polityka obłaskawiania Łukaszenki musi uwzględniać to, że zależnie od okoliczności zmienia on zdanie. Niedawno najpierw zrezygnował ze Związku Celnego z Rosją i Kazachstanem oraz domagał się zniesienia ceł eksportowych na ropę i gaz. Kiedy tego nie osiągnął – wycofał żądanie i znów chce przystąpić do tej instytucji.
Jak zatem widać, mimo urazu do Moskwy Łukaszenka nie chce z nią na dobre zrywać, jeśli tylko dyktują mu to korzyści. Wniosek zaś dla Zachodu to stosować wobec Białorusi politykę kija i marchewki. W przemyślany sposób.
Autor: ANDRZEJ DOBROWOLSKI












