Zaatakowali tak jak obiecali - punktualnie i z hukiem! Impreza Pirates From Dumps 2010 wyszła tak fajnie, że z pewnością będą kolejne. Warto było się wybrać, bo można było się pośmiać, poszaleć na desce, ponurkować, a nawet pograć na bębnie.
Wszystko zaczęło się w piątek – drugiego kwietnia. Większość ekip przybyła na miejsce, po załatwieniu zakwaterowania (wynajęte były 3 duże domy niedaleko Castlegregory). Następnie wszyscy wybrali się na plażę, by zobaczyć "miejscówkę" do pływania. Była świetna!
Od początku uczestnikom towarzyszyło pewne fatum… - Wieczorem zatrzasnąłem sobie kluczyki w samochodzie, w którym miałem cały sprzęt - kite-deski i pianki. Na szczęście, dzięki Tomasowi i Darkowi otworzyliśmy auto bez rozbijania szyby. W sobotę rano ekipy kitesurfing (około 20 kitesurferów) udały się na plażę Dumps, natomiast nurkowie do bazy Waterworld. Niestety, nie wszystkim udało się wyjechać… Wojtek musiał jechać do Limerick (150 km) po drugie kluczyki, ponieważ jedne zatrzasnął we własnym samochodzie, do którego – mimo szczerych chęci – nie udało się włamać (solidna konstrukcja auta!) – opowiada o "kluczowych perypetiach" współorganizator Łukasz.
Na Dumps warunki były wspaniałe, wiatr z północy o sile 20 węzłów i trzymetrowa fala bez deszczu. Na wodzie nasi piraci spędzili blisko osiem godzin i naprawdę było rewelacyjnie!
Tymczasem ekipy nurków w składzie: Arko (Maciej Waldasso), Psyhol (Michał ze Sligo), wraz z ekipą także mieli super warunki do nurkowania. Woda na półwyspie Dingle jest bardzo czysta, co daje znakomitą widoczność i gwarantuje niezapomniane wrażenia.
Po południu wszyscy wrócili do obozu, gdzie wspólnie spędzili wieczór. Jego przebieg – a przynajmniej fragmenty - możecie zobaczyć na zdjęciach. Niedziela zaczęła się tak samo jak sobota, czyli: kiterzy na plażę, a nurkowie pod wode, z tą różnicą, że dla tych pierwszych wiatr był o wiele mocniejszy niż w sobotę. – Niedzielna pogoda to wiatr 20 + z południowego zachodu, w porywach dochodzący do 40 węzłów. W powietrzu latały same małe rozmiary kite'ów (5/6/7), większych nie było szans użyć. Trzech waveriderów (jeźdźców fal): Oskar, Wojtek i ja, udało się na Strandbally Beach, aby stamtąd rozpocząć „down wind” po falach aż do Dumas, czyli trasę o długości około 10 km. Warunki do tego były idealne i wyszło super – podkreśla organizator.
Ponadto udało się pomiędzy uczestnikami kitesurfingu zorganizować mały konkurs. Były skoki w powietrzu - Big air, „Maras” skoczył najwyższy wyładowany skok na kite aż 12 (!) metrów; konkurs na najlepszy trick- Best Trick, który wygrał Tomas (surf pass), i najlepszą kraksę - tu wygrał Damian (kite po lądowaniu skoku pękł na pół). Równie udanie było pod wodą, gdzie udało się uczestnikom odkryć kilka podmorskich tajemnic...
W poniedziałek mocno zmęczeni uczestnicy zebrali się, by wrócić do domów i... znów zatrzaśnięty został jeden z samochodów. Tym razem Aron (syn Mrówy) – a może jakiś towarzyszący całej imprezie złośliwy chochlik - zatrzasnął się w samochodzie Agnieszki.
Po godzinie udało się otworzyć auto bez zniszczeń i wszyscy szczęśliwi wrócili do domów.
Specjalne podziękowania należą się dla Ani, Oliwii, Moniki, Mrówy, Idy, Arka, Władka i Agnieszki, za inspirowanie na bębnie, a także całej reszcie uczestników. W imprezę bardzo zaangażowali się nurkowie z Nadajemytv.com oraz Offshore Watersports in Mullaghmore. Na imprezie pojawiła się także zwyciężczyni konkursu gazeta.ie Agnieszka Piwowarczyk i osobiście odebrała nagrodę -sesję kitesurf.
- Myślę, że ta impreza powtórzy się za rok i w większej grupie entuzjastów adrenaliny oraz sportów wodnych, lądowych i powietrznych spędzimy razem aktywny wypoczynek - podsumował „piratów” Łukasz. Więcej informacji na http://piratesfromdumps.blogspot.com/
Autor : DAS












