Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Człowiek z krzemienia

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Pamięci Ireny Sandeckiej

W_H Jak co roku w Krzemieńcu odbyło się spotkanie: „Dialog dwóch kultur". W tym roku impreza miała jednak akcent szczególny – było to uczczenie pamięci Ireny Sandeckiej, osoby krzewiącej polskość w Krzemieńcu przez długie powojenne lata. „Bez niej Krzemieniec nie jest już taki sam" – mówili uczestnicy spotkania.

 Już od ponad 10 lat na początku września w Krzemieńcu organizowane są spotkania naukowców, literatów, ludzi sztuki, poświecone naszemu wielkiemu wieszczowi, synowi Ziemi Wołyńskiej – Juliuszowi Słowackiemu.

 

Irena Sandecka była stałą czytelniczką Kuriera Galicyjskiego

 

 

 

 

 

 Niezmiennym koordynatorem tych imprez jest Mariusz Olbromski z Przemyśla. On to właśnie stara się aby każdego roku, było to wydarzenie niepowtarzalne, aby impreza literacka była też imprezą kulturalną, dającą możliwość prezentacji dorobku twórców: poetów, fotografików, malarzy, pisarzy, natchnionych duchem Słowackiego i jego Krzemieńca.

 

Tegoroczna impreza przebiegała pod hasłem „Dialog dwóch kultur" i tradycyjnie złożyły się na nią liczne prelekcje, fachowe dyskusje o literaturze, okresie romantyzmu, o przekładach na ukraiński twórczości Słowackiego. Były też prezentacje twórczości autorów polskich i ukraińskich. Organizatorami imprezy byli: Towarzystwo Miłośników Krzemieńca i Ziemi Krzemienieckiej im. J.Słowackiego, Mariusz Olbromski i Muzeum J. Słowackiego w Krzemieńcu. Wsparcie finansowe imprezy okazała Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie" i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP. Prezes Fundacji – Olga Iwaniak i przedstawiciel Ministerstwa Kultury – Marek Maluchnik (były konsul RP we Lwowie) byli honorowymi gośćmi tegorocznych obchodów.

 

W tym roku impreza miała jednak akcent szczególny – było to uczczenie pamięci Ireny Sandeckiej, osoby krzewiącej wiarę i polskość w Krzemieńcu przez długie powojenne lata. „Bez niej Krzemieniec nie jest już taki sam" – jak wypowiadało się wiele osób, którzy ją znali. Na uroczystości złożyły się dwie okazje: było to poświęcenie nowego nagrobka rodzinnego grobu Sandeckich i związana z Ireną Sandecką wystawa jej poświęcona, oraz wystawa fotografii dawnego Krzemieńca. Stało się to możliwe dzięki ogromnemu zaangażowaniu Polskiego Towarzystwa Miłośników Krzemieńca i Ziemi Krzemienieckiej im. J. Słowackiego, a w szczególności Hanny Gronowskiej-Szaniawskiej. Z jej inicjatywy zbudowano nowy nagrobek rodziny Sandeckich. Spoczywają w nim rodzice pani Ireny. W 2010 roku także i ona sama spoczęła u ich boku. Krótkimi słowy panią Irenę scharakteryzował Mariusz Olbromski, jako „...osobę, która swoją postawą głębokiego patriotyzmu, mądrości i wiedzy zasłużyła sobie na wiekopomną cześć i wielki szacunek. Kontynuowała ten ciąg kultury, który tu wykwitał i miał swój ciąg przez wielki". Swoje wspomnienia o panie Irenie i swój stosunek do niej wypowiedzieli też Hanna Zbirohowska-Kościa z Londynu, Hanna Gronowska-Szaniawska, która w szczególny sposób dziękowała Oldze Iwaniak i Markowi Maluchnikowi za zaangażowanie w sprawę ustawienia nagrobka rodziny Sandeckich. Dyrektor muzeum Juliusza Słowackiego Tamara Sienina, wyraziła swoją wdzięczność za pomoc w swej pracy naukowej i kształtowaniu muzeum.

Matka pani Ireny była nauczycielką w Liceum Krzemienieckim w okresie międzywojennym. Irena Sandecka, po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, również podjęła trud nauczycielski w różnych miastach, w tym i w Krzemieńcu. O jej miłości do tego miasta świadczy fakt, że gdy wojna zastaje ją w Belgii nie pozostaje na emigracji. Młoda dziewczyna – Irena Sandecka, harcerka, przedziera pod prąd fali uchodźców z Polski by przez Francję, Włochy, Szwajcarię i Rumunię dotrzeć do Krzemieńca. Po wojnie również nie opuszcza swego ukochanego miasta. Wspomaga matkę w tajnym nauczaniu i katechizacji dzieci. Po jej śmierci prowadzi nauczanie sama, narażając się na represje ze strony władz sowieckich. Podejmuje pracę laborantki w szpitalu, ale jej pasją jest Krzemieniec, jego historia, Słowacki i nauczanie. Na własne potrzeby tworzy „Elementarz Krzemieniecki" – ręcznie pisany i ilustrowany podręcznik do nauki polskiego, w którym nauka pisania splotła się z realiami i historią Krzemieńca. Jej mieszkanie – w dawnym dworku botanika Liceum Willibalda Bessera – stało się pierwszą klasą szkolną dla wielu Polaków w Krzemieńcu. Jej styl opowieści, przejrzysty, dokładny, ale z humorem, zapamiętało wielu rodaków, odwiedzających Krzemieniec, którzy mieli to szczęście, gdy pani Irena osobiście oprowadzała ich po swoim kochanym mieście. Dla wielu to miasto stało się odkryciem, właśnie dzięki jej opowieściom.

To jej życiu poświęcona była wystawa fotogramów, ustawiona na dziedzińcu muzeum-dworku Juliusza Słowackiego. Złożyły się na nią fotografie pani Ireny, fragmenty jej wierszy i wypowiedzi. Autorką koncepcji jest Hanna Gronowska-Szaniawska. To ona zebrała materiały, fotografie, włączyła do współpracy Mariusza Olbromskiego, który napisał przedmowę-życiorys pani Ireny i ustaliła koncepcję całości. Dzięki Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie" udało się w krótkim czasie zrealizować projekt. Plansze będą częścią stałej ekspozycji w Krzemieńcu i z czasem zostaną przeniesione do jej dworku, gdzie ma powstać muzeum.

Krzemienieckie korzenie Hanny Gronowskiej-Szaniawskiej nie pozwoliły spocząć na laurach. Postanowiła to święto Krzemieńca uczcić jeszcze jedną wystawą – fotografii. Na ekspozycję złożyły się fotografie przedwojennych artystów-fotografików z Krzemieńca (w tym i jej ojca). Wystawa miała być stałą ekspozycją w gmachu liceum. Niestety, z przyczyn niezależnych, nie udało się ukończyć remontu pomieszczeń. Ale odbyła się multimedialna prezentacja eksponatów (fotografii, aparatów fotograficznych) planowanej wystawy.

o Irenie Sandeckiej mówi Hanna Zbirohowska-Kościa

Krzemienieckie harcerki. Siedzi pierwsza od lewej, z pieskiem, Irena Sandecka

Panią Irenę znam z okresu wojny. To ona ratowała moją matkę wioząc ją do szpitala. Po wojnie przyjechałam do Krzemieńca w 1992 roku i od razu ją odwiedziłam. Była w stałym kontakcie z mają matką. Stąd wiedziałam jaką działalność prowadziła i podziwiałam ją. Jej opowieści miały charakter prawdziwy i ciekawy. Zawsze były to jej refleksje z jakiejś sytuacji, Nigdy nie dramatyzowała swego położenia, chociaż w czasach sowieckich poważnie ryzykowała. Swoją postawa wzbudzała ogólny szacunek i ludzie ją szanowali. Miała niesamowitą wiedzę. W wieku 85 lat poprowadziła nas z córkami na Górę Bony i czasami szła tyłem, żeby nam lepiej opowiedzieć. Potem na przełaj poprowadziła nas na Dziewicze Skałki. Przez cały czas cytowała nam Słowackiego, wplatała w to inne opowieści i legendy. Wszystko to opowiadała z humorem, niezwykle ciekawie i naturalnie.

Mój ojciec do 1936 roku był tu starostą. Był społecznikiem, organizował liczne stowarzyszenia i organizacje społeczne, łączył różne środowiska. Wybudował kilkaset szkół, drogi. Moja matka zakładała liczne stacje opieki nad matką i dzieckiem. Potem ojciec został tu kuratorem i wspomagał rozwój liceum. Ojciec w 1939 roku miał organizować uroczystości, poświęcone J. Słowackiemu. Na początku wojny, gdy przyszli do niego z pytaniem co z uroczystościami, powiedział – odłożymy. I dopiero po latach odbyły się kolejne uroczystości. Bodaj w 1999 roku. Będąc już w sowieckim więzieniu, skazany na śmierć, jeszcze z współwięźniami dzielił się wizją odbudowy Liceum.
Irenę Sandecką wspomina Aneta Strzelińska, z kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP

 

Znałam panią Irenę. To ona pierwsza pokazywała mi Krzemieniec i pomagała mi szukać moich korzeni – z Krzemieńca pochodzili moi dziadkowie. Ona tu uczyła moje kuzynki polskiego i historii Polski. Dobrze pamiętam ich opowieści. To jej zawdzięczają, że dostały się na studia w Polsce. Jest to osoba, której tu bardzo brakuje, szczególnie w polskim środowisku. Dobrze by było znaleźć tu taką osobę, która by kontynuowała jej dzieło, ale to nie będzie łatwe.

Płyta nagrobna Ireny Sandeckiej

Byłam tu przed 10 laty. Wtedy moi krewni pokazywali mi nagrobki rodziny. Teraz, niestety, już nie żyją i trudno będzie odnaleźć te ślady.

 

Reprezentuję też Fundację Młodej Polonii. Organizujemy pomoc młodzieży polonijnej ze Wschodu i Zachodu w utrzymaniu tradycji i kultury polskiej. Organizujemy konkursy, warsztaty literackie, kursy języka polskiego. Przy dobrych wynikach ich uczestnicy otrzymują indeksy na wyższe studia w Polsce.

Olga Iwaniak, prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie" o „Dialogu dwóch kultur"

W jednym z opracowań przeczytałam, że nauka – to życie. Ufundowanie Liceum na tej ziemi było podarowaniem jej nowego życia. Kontynuowanie tej działalności jest ze wszech miar godne i pożyteczne

Cała ta impreza funkcjonuje dzięki społecznemu zaangażowaniu bardzo wielu osób. Uważam, że jest to bardzo istotne i ważne przedsięwzięcie, bo ta polska tradycja tutaj żyje i ma szansę uzyskać kontynuację, nową formę i coś pożytecznego tutaj przynieść.

Rozmowa z Hanną Gronowską-Szaniawską z Polskiego Towarzystwa Miłośników Krzemieńca i Ziemi Krzemienieckiej im. J. Słowackiego, Koło w Warszawie.

W jaki sposób narodziła się koncepcja wystawy o Pani Sandeckiej?

 

Wszystko było robione z marszu, szalenie szybko, bo w ciągu trzech tygodni. Będąc w siedzibie Wspólnoty Polskiej w Warszawie zaproponowano mi organizację wystawy o pani Irenie Sandeckiej w celu umieszczenia jej w Krzemieńcu. Czasu było niewiele. Początkowo nawet nie miałam koncepcji co należałoby pokazać, jak przedstawić tą Wielką Polkę – jak napisano na jej płycie nagrobnej, którą dziś poświęciliśmy. Po zastanowieniu postanowiłam zacząć od kompletacji zdjęć. Wiedziałam, że bardzo dobre zdjęcia z Krzemieńca miał profesor Piórecki. Zgodził się bez wahania udostępnić swoje fotogramy z panią Ireną. Waldemar Sosnowski z Krakowa też kilkakrotnie był w Krzemieńcu i widziałam wystawę jego prac. On też mi nie odmówił. Kilka swoich zdjęć z panią Ireną udostępniła mi Walentyna Tomczuk z Krzemieńca i Małgorzata Wdowczyk z Tomaszowa Kujawskiego, dyrektor szkoły im. Marii Danielewicz-Zielińskeij. Zdjęć miałam już pod dostatkiem. Zaczęłam zastanawiać się nad tekstem i tytułem. Uznałam, że najbardziej odpowiedni będzie: W hołdzie Irenie Sandeckiej. Teksty, które umieściłam na planszach są autorstwa samej Ireny Sandeckiej – fragmenty jej wierszy, a teksty prozą są autorstwa Anny Młynik, kustosza Muzeum Niepodległości w Warszawie, Jana Słodowskiego, który znał panią Sandecką osobiście i Mariusza Olbromskiego, który napisał wstęp-życiorys.

Potem nastąpiła intensywna praca z grafikiem, w wyniku której powstało osiem plansz o wymiarach 1,5x1 metr. Plansze te wykonano w taki sposób, że mogą stać na wolnym powietrzu. Chcemy, aby na razie stały tu, przed dworkiem J. Słowackiego w Krzemieńcu. Na zimę będą schowane, a z początkiem nowego sezonu turystycznego znów można będzie je oglądać. W przyszłości może będą umieszczone w wyremontowanym dworku-muzeum, gdzie mieszkała pani Irena. Chciałabym, aby ta wystawa może na jakiś czas trafiła do Lwowa, aby tam mieszkańcy tego miasta poznali lepiej Irenę Sandecką – „siłaczkę" z Krzemieńca.

Była też Pani inicjatorką wykonania nagrobka rodziny Sandeckich.

Była to inicjatywa Koła Krzemieńczan. Wiele trudu w realizację tego projektu włożył Marek Maluchnik z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP. Trzy miesiące trwały przygotowania. Trzeba było uzgodnić kształt nagrobka. Teren na Cmentarzu Polskim jest bardzo trudny – spadzisty. Nie mogliśmy zrobić dużej jednej płyty. Kamieniarz z Lublina, który wykonywał elementy nagrobka, podpowiedział schodkową konstrukcję, z dwu lżejszych płyt. Tekst na płycie wybrał też Mariusz Olbromski – jest to fragment wiersza pani Ireny. Mieliśmy kłopoty z uzyskaniem odpowiedniej kwoty. Gdy zwróciłam się w tej sprawie do Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie", to jej prezes, Olga Iwaniak, bez chwili wahania przyznała nam część kwoty, resztę uzyskałam we Wspólnocie Polskiej. W taki sposób zrealizowaliśmy ten nagrobek. Nie został on jeszcze ukończony. Ma jeszcze powstać obramowanie dookoła z brył krzemienia, wzmocnienie uskoku i zasadzone iglaki. Na wiosnę będzie już ostatecznie gotowe. Bez wybitnej pomocy tych osób nie udało by nam się zrealizować tego projektu. Za to jesteśmy wszystkim bardzo wdzięczni.

Co łączy panią z Krzemieńcem?

Urodziłam się tu w Krzemieńcu na terenie Liceum. Nie pamiętam tego okresu, gdyż byłam mała. Mój ojciec, Ludwik Gronowski, od 1930 uczył w Liceum matematyki. Był nie tylko nauczycielem, ale i zapalonym sportowcem, fotografikiem, szybownikiem. To on wyszukał tu tereny pod lotnisko. Opodal Krzemieńca, na Sokolej Górze, w 1933 roku znaleźli odpowiedni teren, a w 1934 roku już wybudowano tu hangar. Tu zbudowano pierwszy szybowiec „Wrona". Budował go też mój ojciec, który był zapalonym modelarzem i w Liceum stworzył kółko modelarskie. Ze swoimi modelami uczniowie Liceum niejednokrotnie zdobywali nagrody na różnych zawodach w Stanisławowie, Lwowie, Fordonie. W latach 1937-38 roku na kurs szybowcowy przyjeżdżała tu Jadwiga Piłsudska, córka marszałka, i ukończyła tu kurs pilotażu.

Największą pasją ojca była jednak fotografia. Tu w Liceum w 1928 roku została założona przez Stanisława Szejbala pracownia fotograficzna i ojciec był członkiem Krzemienieckiego Towarzystwa Fotograficznego. To tu, razem z Szejbalem i Hermanowiczem, robili wystawy swoich zdjęć z Krzemieńca i okolic. Wystawy organizowali w Polsce i za granicą – w Nowym Jorku, Chicago, Filadelfii, Paryżu Mediolanie, Pradze. Wiele zdjęć ojca zachowało się i po wojnie gdy przyjechaliśmy do Warszawy, przywieźliśmy je. Po raz pierwszy po wojnie fotografie ojca były eksponowane w 1999 roku w Przemyślu. To właśnie zdjęcia tych fotografików – Gronowskiego, Szejbala i Hermanowicza, będą stałą ekspozycją w wyremontowanych salach Licealnych. Sale mają być przygotowane przez rektora Instytutu Humanistyczni-Pedagogicznego i tam będą umieszczone fotografie przedwojennego Krzemieńca. Chciałabym, żeby te fotogramy zobaczono również we Lwowie. Mam to już omówione z fundacją „Pomoc Polakom na Wschodzie".

Dziękuję za rozmowę.

Czytaj Kurier galicyjski

http://www.dziennikpolski24.pl/pl/warto-wiedziec/kurier-galicyjski/1173056-czlowiek-z-krzemienia.html,0:pag:3,0:pag:4#nav0


Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Wydarzenia Świat Człowiek z krzemienia