
Z pisarzem Adamem Mickiewiczem o sprawach ważnych i mniej poważnych
rozmawiała Agnieszka Żuk
- Panie Adamie, pragnę Panu gorąco podziękować za to, że zechciał Pan nawiedzić mnie we śnie… Jestem zaszczycona.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Nawiedziłem i nie żałuję. Bardzo mi się tutaj podoba. Pani jest uroczą blondynką! (śmiech). Uwielbiam blondynki…
- Z Pana to taki kot-bałamut!
- Proszę tego nie mówić! Mam zazdrosną żonę. Obłędnie...
- W takim razie już nie drążę dalej tematu i zapytam o Pana dom rodzinny. Proszę opowiedzieć o swoim dzieciństwie.
- Odpowiem Pani moim wierszem...
Niemnie, domowa rzeko moja! Gdzie są wody
Które niegdyś czerpałem w niemowlęce dłonie
Na których potem w dzikie pływałem ustronie
Serce niespokojnemu szukając ochłody?
- Zawsze cudownie Pan rymował!... Rozumiem, że skoro jest tęsknota to znaczy, że dzieciństwo było szczęśliwe…
- Tak. Najszczęśliwsze pod słońcem! Pod słońcem Litwy wśród wspaniałej przyrody, gdzie nóżki swoje moczyłem dla ochłody. W cudownej rzece Niemen..... Wśród przepięknych okoliczności przyrody szybko odkryłem swoje powołanie, jakim stało się pisanie!
- A teraz wołają na Pana Wieszcz!
- Pani Agnieszko, to akurat nie robi na mnie wrażenia. Mnie to bawi! Dzisiaj uważam, że nie należy zbyt poważnie traktować własnej osoby i swoich dokonań życiowych, bo traci się dystans…
- Zgadzam się z Panem. Nawet jest takie powiedzenie „Tu leży Wieszcz, przechodniu nie szcz ” Jednak to już inna epoka...
- Mało romantyczne, ale zabawne! Dawniej bym się obraził. Byłem strasznie zadufanym w sobie egocentrykiem…
- Uduchowionym, poważnym i buntowniczym romantykiem!
- Uduchowiony byłem na pewno. Poważny i romantyczny także, ale buntowniczy stałem się dopiero wówczas, gdy Ojciec mojej wielkiej młodzieńczej Miłości przyłapał mnie wraz z nią na miłosnych igraszkach…… Wiedział, że się spotykamy, ale był pewny, że to nic poważnego….Gdy odkrył, że jest inaczej, wtedy powiedział , że jak nie odczepię się od Maryli, to mimo sympatii jaką mnie darzy, będzie zmuszony poszczuć mnie psem. Ponieważ trudno było mi się od niej „odkleić” , zrobił to co zapowiedział. Bolało…..O Marylkę – nie zawalczyłem. Żałuję, bo jak zwykł był mawiać Lew Tołstoj „ Tchórzostwo jest największą ułomnością człowieka”. Buntowałem się w myślach…..Maryla wyszła za mąż za innego. Bogatego Hrabiego! Wielokrotnie krzyczałem - Precz z mego serca! Na próżno…..Ona pozostanie na zawsze w moim sercu, w mojej pamięci i w wierszach...
- Ciekawe czy żonao tym wie……..A propos wierszy, kiedyś na Szkolnej Akademii recytowałam wiersz „Do M”…. Śliczny!
- Bardzo dziękuję. Żona wie, lecz nadal kocha mnie. Obłędnie...
- Proszę opowiedzieć o czasach studenckich. Z tego co wiem był Pan „wywrotowcem” działającym w tajnej organizacji młodzieżowej. To prawda?
- Skąd Pani to wie?
- Z liceum. Przecież jest Pan Wieszczem!. Polskim dobrem narodowym! Polacy nigdy o Panu nie zapomną i kolejny pomnik Panu postawią. Jesteśmy Mistrzami w stawianiu pomników!….. Oczywiście jeśli Unia Europejska sypnie kasą...
- Pani Agnieszko, nie wiem o czym Pani teraz do mnie mówi, ale wcale mi to nie przeszkadza, bo robi to Pani z ogromnym wdziękiem…
- Jest Pan klasycznie szarmancki! No więc jak to było z tymi spiskami?
- Założyłem tajną organizację patriotyczno- narodową z przyjaciółmi ze studiów czyli z Tomkiem Zanem i Franciszkiem Malewskim. Miała za zadanie krzewić polską tradycję i stać w opozycji do Cara i jego ludzi…….. Działaliśmy pod nazwą „Związek Filomatów” . Byliśmy liderami grupy. Gardziliśmy caratem i tym łobuzem Nowosilcowem!. Ciemiężycielem polskiego narodu!
Czy mi się wydaje, czy znowu zawiał wiatr ze wschodu? Chłodno się zrobiło…
- Mi jest ciepło, ale mogę zamknąć okno jeśli Panu wieje...
- Tak bardzo proszę. Nie chcę się przeziębić. Nieustannie odczuwam chłód……. Pewnie dlatego, że zesłali mnie w głąb Rosji, po tym jak ten drań Nowosilcow nasłał na mnie swoich agentów…..Muszę jednak dodać , że paradoksalnie, to właśnie w Rosji stałem się sławny. Tam powstał „Konrad Wallenrod” . Na Krymie „Sonety Krymskie”. Tam również poznałem Puszkina, z którym nie jedną wódkę razem wypiliśmy.
- Podobno bratał się z caratem...
- Podobno….. Jednak pisarzem był świetnym!
- Panie Adamie, porozmawiajmy o „Dziadach”... Jest Pan dumny z tego dzieła?
- Powiedzmy, że jestem z niego zadowolony……. Przy pisaniu „Dziadów” mój mózg pracował na najwyższych obrotach. Wtedy czułem się jak w niebie! Niektórzy złośliwcy mówili, że w tym czasie wspomagałem się tajemniczym specyfikiem i popijałem alkoholem.
- Jasne. Rozumiem... Oto mój ulubiony fragment:
„Bo słuchajcie i zważcie u siebie
Że według Bożego rozkazu
Kto za życia, choć raz był w niebie
Ten po śmierci nie trafi od razu”
- Tak właśnie jest ze mną. Wieczna pokuta!. Może to kara za tchórzostwo?.......Nie walczyłem o Marylę, nie walczyłem w Powstaniu…… Jestem tchórzem!
-Proszę nie oceniać się tak surowo! Nikt nie jest doskonały. Mogę dać sobie rękę uciąć, że Marylka też nie była taka doskonała, tylko świetnie się kreowała......A swoją drogą, to Pana żona musi być Aniołem!….. Życie w wiecznym cieniu Maryli zapewne do łatwych nie należy. Ja w każdym razie nie byłabym zdolna do takich poświęceń……
Co się działo po Pana wyjeździe z Rosji?
- Po opuszczeniu Rosji podróżowałem po Europie. Berlin, Praga, Rzym, Drezno, to szlak moich podróży.
- W Dreźnie napisał Pan „Dziady” część III. Uważam, że to arcydzieło! Kalejdoskopowe, powiązane ze sobą sceny przenoszą niejednolitą akcję z miejsca na miejsce. Realizm splata się z fantastyką, z demoniczną ludową mitologią, z nadrealistycznym światem snów, widzeń, wizji. „Dziady” porażają plastyczną kompozycją scen o wymowie symbolicznej. To polityczna satyra i jednocześnie polityczny protest oraz „faustowski” dramat metafizyczny!
- Po co Pani „uderza” w takie podniosłe tony?!.... I w ogóle co się tak Pani przyczepiła do tych „Dziadów”?! ……. Napisałem dużo ponadczasowych utworów, ale czy Pani zdaje sobie sprawę z tego, ile mnie to kosztowało?! W jakim dziadostwie skończyłem?! W brudzie, biedzie i poniżeniu! Nie miałem nigdy stałych dochodów, żona mi zwariowała, trafiłem w szpony sekty, a moje liczne potomstwo znienawidziło mnie!.
Ech, szkoda gadać i lepiej odejść…
- Jak to?. Już Pan chce odchodzić?! Mam jeszcze tyle pytań! O Niepewność , o Ballady i Romanse, o Pana Tadeusza i pobyt w Paryżu! W ogóle o tą CAŁĄ Pana ROMANTYCZNOŚĆ!!
- Muszę odejść. Sen się kończy…
- Czy jeszcze kiedyś się spotkamy?
- Nie! Mam żelazną zasadę i jej konsekwentnie przestrzegam, że nie wchodzę dwa razy do czyjegoś snu………Trzymam się tego jak pijany brzozy! Mogę obiecać, że szepnę o Pani słówko Słowackiemu. Jeśli tylko jego Matka się zgodzi, to na pewno będzie Pani miała wywiad z kolejnym Wieszczem. Może tym razem będzie to rozmowa na dłuższy sen...
- W takim razie trzymam Pana za słowo.
Dziękuję, że Pan był...
Rozmowa przeprowadzona dnia 24. 12. 2010 roku w leśniczówce „Porąbana brzoza” pod Warszawą.
____________________________________________________
Adam Bernard Mickiewicz - polski poeta, działacz i publicysta polityczny. Obok Juliusza Słowackiego i Zygmunta Krasińskiego uważany za największego poetę polskiego romantyzmu (grono tzw. Trzech Wieszczów) oraz literatury polskiej w ogóle, a nawet za jednego z największych na skalę europejską. Określany też przez innych, jako poeta przeobrażeń oraz bard słowiański. Członek Stowarzyszenia Filomatów, mesjanista związany z Kołem Sprawy Bożej Andrzeja Towiańskiego. Jeden z najwybitniejszych twórców dramatu romantycznego w Polsce, zarówno w ojczyźnie jak i w Europie.