
Długoletni mieszkaniec miasta Skarżysko- Kamienna Krzysztof Juszczyk, zafascynowany jest dalekimi podróżami oraz wspinaniem skałkowym.

- Po raz pierwszy ze wspinaniem skałkowym zetknąłem się w Warszawie, gdy byłem studentem SGH. Spodobał mi się ten rodzaj sportu, zatem szybko zapisałem się na odpowiedni kurs, aby zgłębić wszystkie jego tajniki. Od tej pory, wraz z żoną lub przyjaciółmi, którzy posiadają takie jakie jak ja zamiłowania, wyjeżdżamy w okolice Jury Krakowsko- Częstochowskiej, by tam zażywać pełni wspinaczkowego szczęścia - relacjonuje pan Krzysztof.
- Oprócz Jury Krakowsko-Częstochowskiej, w Polsce wspinam się w okolicach Kamieńca koło Krosna, czy też w Stokówce leżącej blisko Kielc. Ale w tym celu, wyjeżdżam też do Włoch, Hiszpanii, Czech, czy też Niemiec, aby tam zwiedzać zabytkowe miejsca, a przy okazji korzystać z drobnych terenów skałkowych- wtrąca pan Juszczyk.
- Najczęściej do Włoch jadę nad jezioro Garda, do miejscowości Arco, gdzie są świetnie usytuowane tereny wspinaczkowe. Ale już jeżeli znajdę się w tym kraju, nie omieszkam nie zajrzeć na Forum Romanum – mówi rozmówca.
- Oprócz Włoch, często wyjeżdżam też do Niemiec, do tak zwanej Frankenjury, której tereny podobne są do naszych, tych leżących na Szlaku Orlich Gniazd. Cieszę się zawsze, gdy tam się wspinam na skałkach, gdyż muszę się zawsze wykazać ogromną siłą palców i mięśni rąk – dopowiada pan Krzysztof.
Wyjeżdżając do Czech zwiedza pan Teplitz, a oprócz tego korzysta pan z terenów wspinaczkowych.
- Tak oczywiście. Ale jak już wcześniej wspomniałem, w Czechach także delektuję się pradawnymi zabytkami, które naprawdę warto jest zobaczyć.
Wiemy, że pan w ubiegłym roku zdobył pierwszą nagrodę we wspinaniu skałkowym.
- W roku 2010, otrzymałem pierwszą nagrodę w zawodach bulderingowych, to znaczy takich, w których nie używa się liny. Zawody te miały miejsce w Rzeszowie, a są one dla mnie kolejną inspiracją do tego co robię- kończy rozmówca.
Ewa Michałowska - Walkiewicz













