Eliasz Gramont - szelma o twarzy niewiniątka, aktor teatru Terminus A Quo, skrzypek i bębniarz, a także początkujący filmowiec.
Twoje wspomnienie z dzieciństwa?
Reflektory rozświetlające teatralną ciemność, wycieczki piesze i rowerowe do lasu, Tatry oraz stłumiony odgłos instrumentów zza ścian w szkole muzycznej.
Największe szaleństwo, które zrobiłeś ?
Chyba to, że uciekłem od szaleństwa. Albo tak mi się wydaje.
Błąd, którego nie popełnisz ?
Nie zdejmę hełmu w próżni.
Twoje największe życiowe i zawodowe osiągnięcie?
Wejście na Przełęcz Zawrat w wieku 5 lat, umiejętność gry na skrzypcach, w miarę wyrobiona dykcja i to, że mogę współtworzyć różne rzeczy z rodziną i bliskimi znajomymi.
„SOLANIN” to …
Niedoskonały pomnik na cześć naszych inspiracji i pomysłów, wyjątkowa pamiątka i częściowe odzwierciedlenie specyficznego nastroju jaki lubię. Mówiąc mniej poważnie - "Zje**ny klasyk!" - taką rekomendację chciałbym ujrzeć na okładce "Solanina" od jakiegoś filmowca uchodzącego za autorytet.
Muzyka, film … teatr, co jeszcze?
Fundamenty mojego zainteresowania światem - od planet po chmury i wulkany czyli astronomia i geografia, które były przed wszystkim innym.
Skąd pomysł na turystykę i rekreację?
Z powyższego, które stało się alternatywą dla przesytu muzyką klasyczną.
Cenieni przez Ciebie ludzie, to …?
Ludzie wszechstronni i tacy, którzy mi imponują i w dodatku mogę z nimi pracować.
Omijam ludzi takich jak …?
Nudziarze, osoby natrętne, zarozumiałe i bez poczucia humoru.
Nie znoszę w życiu?
Gdy nie mogę robić tego co chcę!
Film, do którego wracasz?
Strasznie ich dużo i są z różnych beczek.
Książka, z którą trudno się rozstać?
Prawie każdy tytuł Stanisława Lema.
Najchętniej słucham …?
Experymentalnej elektroniki, gitar z amerykańskich bezdroży, trip hopu i połamanych rytmów jak jungle.
Nie lubię …?
Smaku wódki i konfliktów rodzinnych.
Co najchętniej robisz ?
Chodzę do lasu w każdą pogodę.
Twoje credo życiowe?
Być odważnym dyplomatą!
Gdzie obecnie można Cię „zobaczyć” … posłuchać?
Artystycznie to najczęściej z Terminusem, którego działania zapowiedziane są na stronie teatru. Z muzyką ostatnio trochę rzadziej - ewentualnie skrzypce na ślubach lub bębny w plenerze albo niezapowiedziana Dźwiękodajnia tudzież Schizoteka.
Pomysł na jutro?
Wygospodarować ciut czasu na drobne przyjemności.
***
Bardzo spodobał inny opis zamieszczony przez ELIASZA, a brzmi on tak:
Testowany: od dnia produkcji przez Kre-Aktorów na Czarnej Sali teatru Terminus A Quo, a potem wyposażony w uzbrojenie smyczkowo-violinowe i elastyczną pięciolinię oraz w błogosławieństwo nadodrzańskich lasów [tłumaczenie: urodzony prawie że w teatrze, a na pewno prawie w muzeum! szkoła muzyczna 1989-2001, Turystyka i Rekreacja na UAM w Poznaniu 2001-2006]
Testujący: sQrę pękającego bębna towarzyszącego wystrzeliwanym pociskom dźwiękowym o zabarwieniu minimal-dub-electro [aktualnie wraz z Punkt Kollektiv - Wrocław]
Studiujący: przede wszystkim niszową muzykę, abstrakcyjny teatr, odważną poezję, filmy science-fiction [i takie, w których się strzelają, ale najlepiej z lat '70 i '80 PIF! PAF!].
PraktyQjący: absurdalny humor, hedonizm, nieznośne natręctwo wystukiwania rytmów [zdiagnozowana "rytmoza"].
eas











