Promocja ludzi fajnych – rozmowa z Anną Wolf, reżyserem
„Zapachu czekolady”
Anna Wolf jest absolwentką Wiedzy o Teatrze na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od wielu lat zainteresowana jest specyfiką teatru irlandzkiego. Tłumaczy również z języka polskiego na język angielski („Wieczność” pióra Sylwestra Woronieckiego, festiwal Prix Europa 2007). W 2010 roku podjęła współpracę z Radosławem Paczochą - przetłumaczyła „Zapach czekolady”. Anna mieszka w Dublinie od ponad dwóch lat, jest jedną z pomysłodawczyń i założycielek Polskiego Teatru Irlandia. Tworząc „Zapach czekolady”, pierwszy raz podjęła się reżyserii profesjonalnego spektaklu.
Gazeta Polska : Droga Aniu, zanim zaczniemy rozmawiać o Twoim przedstawieniu i Twoim spojrzeniu na teatr w ogóle, chcę zapytać o Polski Teatr – Irlandia. Czym konkretnie jest to zjawisko w naszej przestrzeni kulturalnej?
Anna Wolf: Teatr Polski Irlandia - Polish Theatre Ireland, jest niekomercyjną grupą teatralną, która rozpoczęła swoją działalność w Dublinie na początku 2010 roku. Głównym celem TPI-PTI jest tworzenie spektakli teatralnych na wysokim poziomie artystycznym, zarówno dla szerokiej polskiej publicznosci mieszkającej w Dublinie, jak i dla irlandzkich miłośników sztuki. Spektakle mają opierać się na nowych, badź klasycznych, polskich tekstach teatralnych. Zamierzamy umożliwić polskiej i irlandzkiej publiczności spojrzenie na polską kulturę, język i tradycję poprzez pryzmat teatru. Wpisując się w irlandzki system teatralny, pragniemy podtrzymać nasz sposób tworzenia teatru i myślenia o teatrze. Poprzez naszą działalność pragniemy, za pomocą treści przekazywanych przez polskich autorów, zmieniać stereotypy o Polakach i wyznaczać nowe kierunki myślenia o nas jako o narodzie. Za pomocą polskich tekstów i ich scenicznego kształtu chcemy wywoływać szerszą dyskusję na temat wielu problemów społecznych, skupiać młodych i kreatywnych Polaków mieszkających w Dublinie oraz pobudzać ich do działania i szerzenia dorobku artystycznego. TPI-PTI powstał z inicjatywy mojej oraz Helen McNulty, irlandzkiej promotorki i animatorki kultury.
G.P. : Jesteśmy dziś już po Twoim przedstawieniu „Zapach czekolady”, na którym miałem przyjemność być. Pamiętam, że sala była pełna, więc sztuka chyba cieszyła się ogromnym powodzeniem?
A.W.: Zgadza się, na wszystkich odsłonach mieliśmy pełną salę. Zainteresowanie sztuką było do tego stopnia ogromne, że przed ostatnim przedstawieniem czekały przed wejściem tłumy ludzi. Niestety, w zwiąku z tym, że teatr Focus może pomieścić niespełna 50 osób, dużą część oczekujących na przedstawienie musieliśmy odesłać do domu. Teatr po prostu wszystkich by nie pomieścił. To była mocno niezręczna sytuacja. Ciekawe jest to, że większym powodzeniem cieszyła się wersja angielska przedstawienia.
G.P.: Nie ulega więc wątpliwości, że „Zapach czekolady” cieszył się ogromnym powodzeniem. Ludzie po prostu „zagłosowali nogami”, bo tłumnie przybyli na Twoje przedstawienie. Jakie natomiast były recenzje Twojego przedstawienia tak zwanej krytyki tetralnej?
A.W.: Dostaliśmy bardzo dobrą recenzję w „Irish Theatre Magazine”. Była ona bardzo konstruktywna, ujmująca nie tylko samą sztukę, ale i jej kontekst, jak się ona wpisuje w zastaną rzeczywistość.
G.P.: Zaproszenie przyjął także Radosław Paczocha, autor „Zapachu czekolady”. Jaki był odbiór Twojej inscenizacji, nie tyle przez autora, co przez tak różnorodną publiczność?
A.W.: Rzeczywiście autor był na dwóch spotkaniach, bo po premierze wersji polskiej i angielskiej. Oba spotkania były zupełnie inne. Zgromadzeni Polacy i Irlandczycy poruszali zupełnie inne tematy, mieli oni zupełnie inne punkty widzenia. Polaków interesowało zagadnienie emigracji z naszego, polskiego punktu widzenia. Wyrażali też swoje zadowolenie, że, mimo iż chodzą do teatrów w Irlandii, mogli w końcu zobaczyć polski repertuar. I to grany po polsku! Zachęcali nas do pokazania tej sztuki także w Polsce. Irlandczycy natomiast odbierali sztukę bardzo uniwersalnie, odnosząc jej kontekst do aktualnej sytuacji gospodarczej w Irlandii i na świecie. Już bowiem rozpoczęła się i trwa szeroka fala emigracji Irlandczyków za pracą. Wpisuje się zatem „Zapach czekolady” w starszy kontekst, kiedy Irlandczycy „za chlebem” wyjeżdżali głównie do Ameryki, ale i w obecny, kiedy w dobie recesji młodzi Irlandczycy opuszczają Irlandię dla pracy. Zauważano także wyraźnie kontekst „sieroctwa emigracyjnego”, które ma miejsce nie jedynie w Polsce, bo przecież w całej niemal Europie. Poruszyliśmy również temat euro-sieroctwa.
G.P.: Zapytam teraz przewrotnie, który Tobie osobiście, jako twórcy przedstawienia, fragment sztuki podoba się najbardziej?
A.W.: Mój ulubiony fragment, to scena snu, kiedy Misza chodzi po krawędzi i jakby balansuje na granicy dwóch światów. To jest ten moment, który pokazuje, gdzie tak naprawdę jest Misza, że jest on właśnie na krawędzi, zawieszony między rzeczywistością a snem i nie jest do końca ani tu, ani tam. To jest dla mnie punkt przełomowy w przedstawieniu, zwłaszcza, że sztuka nie ma punktu kulminacyjnego w klasycznym rozumieniu. Niektórzy Irlandczycy właśnie głównie
Z Annną Wolf rozmawiał Przemek Kolasiński
Czytaj więcej na łamach :













