Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Reklama

Partnerzy:
Reklama

Film jak rycina

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Marcin Wrona
Marcin Wrona
Marcin Wrona (ur. 1973) reżyser teatralny, telewizyjny i filmowy. Jest absolwentem filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, a także reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ukończył Mistrzowską Szkołę Reżyserii Andrzeja Wajdy oraz Binger Film Institute w Amsterdamie. Jego studencki film Człowiek magnes pokazywany był na stu międzynarodowych festiwalach. Zrealizowany w 2004 r. krótkometrażowy film Telefono dołączony został do hiszpańskiej kolekcji DVD Pedro Almodovara. W 2007 roku za scenariusz Mojej krwi zdobył Grand Prix polskiej edycji konkursu scenariuszowego Hartley-Merrill, a także zajął trzecie miejsce w międzynarodowym finale tego konkursu w Cannes. Debiutancka Moja krew (2009 r.) uhonorowana została Nagrodą Dziennikarzy oraz Nagrodą za Scenariusz na Festiwalu Debiutów Młodzi i Film w Koszalinie. Zrealizowany rok później Chrzest zdobył Srebrne Lwy na 35. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2010, nagrody za najlepsze główne role męskie dla Wojciecha Zielińskiego i debiutanta Tomasza Schuchardta oraz nagrodę za montaż dla Piotra Kmiecika, a także Nagrodę Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych Don Kichot.

Z reżyserem Marcinem Wroną rozmawia Tomasz Nowak

Pana film "Chrzest" zdobył Srebrne Lwy w Gdyni. Otrzymał też bardzo dobre recenzje i spodobał się widzom. Czy jest to opowieść gangsterska, czy też moralitet?

Są w Chrzcie elementy kina gangsterskiego, ale z pewnością nie jest to klasyczny przykład tego nurtu. Rozrachunki mafijne nie interesowały mnie jako temat filmu. Chodziło mi o ukazanie konsekwencji ludzkich działań i stąd być może określenie moralitet jest uprawnione. Chciałem opowiedzieć o przyjaźni dwóch gangsterów Michała i Janka, którzy do pewnego stopnia ze sobą rywalizują. Interesował mnie proces ich przemiany - przechodzenie na stronę zła. Musiałem pokazać, czym jest zło i dlaczego niektórzy się nim fascynują.

W filmie jest sporo odniesień do archetypów. Już na początku widzimy ryciny przedstawiające Kaina i Abla.

Chciałem oderwać się od stereotypowych wyobrażeń gatunkowych. Z drugiej strony, zamierzałem poprzez symbole narzucić widzowi pewne skojarzenia. Ryciny Kaina i Abla naprowadzają widza na pewien trop, który odsłoni się w zakończeniu...

Kain i Abel rywalizują o względy Boga. O co rywalizują Michał i Janek?

O lepsze życie. Ich pobudki są czysto materialne. Łączy ich natomiast specjalna więź - przed laty Janek uratował Michałowi życie. W finale nastąpi swoista spłata zaciągniętego długu. Będzie to miało jednak bardzo przewrotną formę. Historia ta wydarzyła się zresztą naprawdę - oczywiście nie w stu procentach. Większość pokazanych w filmie wydarzeń miała jednak miejsce w rzeczywistości. Zaskoczyło mnie, że tego rodzaju poświęcenie zaistniało w przestępczym środowisku. Właśnie aspekt poświęcenia wydawał mi się - jako temat - bardzo kuszący.

W oczy rzuca się brak statystów, Warszawa jest odrealniona...

Chciałem, aby cały mój film wyglądał jak rycina. Ten świat miał być wypreparowany i pozbawiony wyrazistych kolorów. Film ma rodzaj zimnej emanacji, jest surowy i pozbawiony ozdobników - prawie zrezygnowaliśmy z muzyki. Niedostatki budżetowe wykorzystaliśmy jako wartość artystyczną. Poprzez minimalizację widz bardziej koncentruje się na losach czterech głównych postaciach. Ograniczenie się do kluczowych elementów nadaje filmowi charakter przypowieści.

Z jednej strony mamy umowność scenerii, a z drugiej - dużą brutalność.

Zwłaszcza jedna scena uważana jest za wyjątkowo brutalną. Niektórzy twierdzą, że tak drastycznej sceny w polskim filmie jeszcze nie widzieli, choć prawdę mówiąc niewiele w niej widać. Działa w sposób emocjonalny, ponieważ jako widzowie znajdujemy się w sytuacji głównego bohatera, który jest zmuszony do przyglądania się teatrowi okrucieństwa. Janek nie ma możliwości ucieczki, musi obserwować maltretowanie dłużnika - wszystko jest tworzone specjalnie dla niego. Ja tego widzowi nie pokazuję, nie podchodzę z kamerą...

Uważam tę scenę za bardzo brutalną. Co nie znaczy, że była ona niepotrzebna w tego rodzaju filmie.

Na pewno nie jest to epatowanie okrucieństwem, jakie widuje się w horrorach. Nie sugerowałem się też kinem azjatyckim, chociaż je lubię. Jednym z moich ulubionych filmów jest Rikszarz. To opowieść o młodym Wietnamczyku, który gdy skradziono mu rikszę, wchodzi w struktury przestępcze. Jest świadkiem okrucieństw i to, co początkowo go przerażało, zaczyna go fascynować. W moim filmie pojawiają się podobne elementy, ale ważniejsze jest przesłanie. W Chrzcie Michał, kiedy był chłopakiem należał do przestępczych struktur. Po aresztowaniu, w obawie przed długoletnim więzieniem, decyduje się na współpracę i sypie swoich kompanów. Teraz obawia się zemsty. Chciałem stworzyć portret człowieka zdesperowanego, który dostał od życia drugą szansę. Świat, który stworzył sobie Michał, jest w moim filmie nieco zbyt idealny: cudowna żona, piękne widoki z balkonu - trochę jak w niebie. Wojtek Zieliński zagrał człowieka zachłyśniętego swoim szczęściem. Michał spróbował normalnego życia, ale dosięgła go przeszłość.

Wspomniał pan, że to historia z życia wzięta.

Tak, scenariusz jest odzwierciedleniem historii, która się wydarzyła. Oprócz tego pomogły nam rozmowy z więźniami na Rakowieckiej. Wielu z nich mówiło nam o swoim życiu, a jeden z nich nawet przerabiał sceny ze scenariusza. Opowiedział, że po pierwszej odsiadce poszedł do pracy w hurtowni. Odwiedzali go tam koledzy, którzy kpili z niego. Oni gardzą normalną pracą. Najgorzej zachował się właściciel hurtowni. Gdy zorientował się, że ma do czynienia z byłym więźniem, zaczął go oszukiwać.

W moim filmie bohater znajduje się w sytuacji bez wyjścia - widz ma świadomość, że nawet jeśli Michał odpokutuje za swoje winy, to i tak skonfrontowany zostanie z przeszłością. Chciałem, aby mój film przypominał grecką tragedię.

W życiu Michała pojawia się nagle przyjaciel z młodości. Czy Janek musi wybrać swoją drogę i opowiedzieć się po jednej ze stron?

Przez długi czas to na Janku zbudowana jest dramaturgia filmu. Po pierwszej lekturze scenariusza wydawało się, że głównym bohaterem jest Michał. Doszedłem do wniosku, że ciekawsze będzie skupienie się na Janku - to postać bardziej dynamiczna. Chciałem, aby Chrzest ukazywał walkę o duszę mojego bohatera, aby widz zastanawiał się, którą drogę wybierze Janek.

Chciałbym zapytać o rolę kobiet w pana filmach. Pojawia się zarzut, że przekazywane są z rąk do rąk jak przedmioty.

Faktycznie tak jest, że bohaterowie moich dwóch pierwszych filmów w przedmiotowy sposób traktują nie tylko kobiety, ale całe swoje otoczenie. To świadomy zabieg, mający ukazać ludzi, którzy dopiero muszą nauczyć się wrażliwości i otworzyć na drugiego człowieka. Wydawało mi się, że będzie mi to łatwiej pokazać na przykładzie skrajnych bohaterów. Pierwszy z nich - w Mojej krwi - jest pięściarzem, który komunikuje się ze światem bardziej siłą niż intelektem, a drugi - w Chrzcie - jest przestępcą. Ale nie są to historie wyssane z palca, opierają się na faktach. W jednym z moich ulubionych filmów, w La Stradzie Felliniego, mamy nieokrzesanego brutala, który nie dostrzega wartości, które wnosi do jego życia kobieta.

Mam wrażenie, że Michał nie walczy, poddaje się swojemu losowi.

To prawda, Michał ma w sobie coś ze straceńca, co akurat w naszej kulturze jest dość popularnym modelem. Nie ma złudzeń, jest też zadowolony z tego, co osiągnął. Jego celem było założenie rodziny. Wcześniej chciał spróbować przeżyć własne życie na skróty. Teraz wie, że go dopadną. Nie chciałem, aby był to taki bohater amerykański, który cało wychodzi z każdej opresji. Z moich rozmów wynika, że nasze przedstawienie tej sytuacji jest bliższe rzeczywistości. Współczujemy Michałowi i rozumiemy, iż nie ma możliwości ucieczki. Jednocześnie szlachetne jest, co chce po sobie pozostawić. Wynosi na piedestał rodzinę.

Ale nie mówi żonie o swoich kłopotach...

Bo nie chce jej ubrudzić. Nie chce, by uczestniczyła w jego ciemnych sprawkach. Film kończy się ceremonią chrztu, a on nie zamierza psuć tego święta.

Bardzo ciekawa "Moja krew" nie zdobyła uznania jurorów w Gdyni w 2009 r. Mimo to przystąpił pan natychmiast do pracy nad kolejnym filmem - czym różniła się ich realizacja?

Rozpoczynając pracę nad Chrztem nie znaliśmy jeszcze wyników festiwalu w Gdyni. Chrzest robiliśmy dużo swobodniej, bez napięcia, które towarzyszyło debiutowi. Do pierwszego filmu podchodzi się zazwyczaj bardzo emocjonalnie. Chciałem, żeby znalazło się w nim dużo ze mnie. Miało być jasne, że Moja krew to historia bliska mojego życia. Praca nad Chrztem była prostsza, ale decyzja o nadaniu mu formy przypowieści mogła nie znaleźć uznania widzów.

W obu filmach aktorzy grają bardzo przekonująco. Jak dobierał pan obsadę?

Lubię aktorów, którzy mogą poświęcić mi dużo czasu. Eryk Lubos, Wojciech Zieliński czy Tomasz Schuchardt - oni wiedzieli, że dostali pewną szansę - tak jak ja dostałem szansę zrobienia filmu. Wiedziałem, że się zaangażują. Na planie jestem skupiony i wymagam tego od innych. Bardzo lubię aktorów i oni chyba to czują, a aktor pokaże swoje emocje, jeśli będzie czuł akceptację.

Z reżyserką obsady Małgosią Adamską, która ma świetne rozeznanie, zawsze staramy się szukać aktorów z charakterystycznym rysem.

"Moja krew" przekonuje już pierwszą sceną. Słyszałem, że sam stoczył pan walkę sparingową z Erykiem Lubosem.

Słyszałem o aktorze, który trenuje boks. Generalnie lubię sport. Trenowałem koszykówkę i przez chwilę byłem w kadrze narodowej. Przed złożeniem propozycji aktorskiej chciałem prywatnie poznać Eryka, aby zobaczyć, jaki będziemy mieli kontakt. Poznaliśmy się na sali bokserskiej. Zapisałem się na treningi i kilka razy walczyliśmy. Nawet polała się krew.

W filmie wystąpiła też zjawiskowa Luu De Ly.

Poznaliśmy ją na castingu w Hanoi. Wcześniej szukaliśmy odpowiedniej aktorki w Polsce i Paryżu. W Wietnamie byliśmy przez dwa tygodnie. Luu miała wtedy zaledwie 17 lat i grała epizodyczne role w wietnamskich serialach młodzieżowych. Jest modelką, pięknie śpiewa i cechuje ją wyjątkową wrażliwość i mimiczność - szczególni jak na Azjatkę. Gra instynktownie, a na twarzy wyraźnie widać emocje. Nie było jej łatwo - nie znała polskiego, więc nauczyła się dialogów w formie fonetycznej. Nie mówi też po angielsku i konieczna była tłumaczka. Momentami Luu z pewnością czuła się samotna - dopiero później przyjechała jej matka. Było to dla Luu duże wyzwanie, ale świetnie dała sobie radę.

Jako pierwszy reżyser pokazał pan wspólnotę wietnamską w Polsce.

Tego świata już nie ma. Na miejscu bazaru powstaje dziś Stadion Narodowy. Wietnamczycy zostali przeniesieni na obrzeża Białołęki pod Warszawą. Chociaż Moja krew jest filmem ubiegłorocznym, to już ma pewną wartość historyczną. Cieszę się, że zdążyliśmy pokazać to imigracyjne środowisko.

Realizując "Chrzest" musiał pan z kolei poznać środowisko przestępcze.

Pomagała nam więzienna psycholog. Nie interesował mnie portret tego środowiska - nie zamierzałem poświęcać czasu na opowieść o tych ludziach. Ciekawiło mnie natomiast emocjonalne dojrzewanie moich bohaterów. Nie chciałem też, aby zło ukazane w filmie miało postać obwieszonych łańcuchami osiłków. Herszta bandy zagrał Adam Woronowicz. Towarzysząca mu zgraja jest bardziej śmieszna niż straszna. Ale również w Mistrzu i Małgorzacie Bułhakowa kompania Wolanda nie wzbudza respektu. Do momentu, aż zaczynają działać. Podobnie jest z moją grupą.

Z aktorami byliśmy w więzieniu. Zetknięcie się z tym światkiem przybliżyło nam emocje przestępców. Początkowo więźniowie trochę się popisywali i udawali bardzo groźnych. Nam chodziło o to, aby zastanowili się, jak potoczyłoby się ich życie, gdyby w wieku kilkunastu lat podjęli inne decyzje. Otworzyli się i mówili o swoich emocjach.

Czy w tym środowisku obowiązują jakieś zasady?

Więźniowie mówili, że coś takiego jak moralność u nich nie istnieje. Boją się tylko siebie nawzajem. Przyjaźń jest możliwa, jeśli zawiązała się przed wejściem w struktury przestępcze.

Otwierającej film sceny pierwotnie nie było w scenariuszu, ale właśnie to zdarzenie opowiedział nam jeden z młodych więźniów. Uratował życie topiącemu się koledze z gangu. Teraz uratowany, który również trafił na Rakowiecką, stara się go chronić. W tym więziennym świecie obowiązują pewne normy, których nie wolno łamać. Przede wszystkim nie wolno okazać strachu. Zachowanie postawy twardziela jest ważniejsze niż samo życie.

Muszę zapytać o zakończenie pana filmu. Motywy Janka nie są jednoznaczne.

Interpretacja zakończenia zależy od osobowości widza. Mamy tu do czynienia z gestem przyjaźni albo z wykonaniem zlecenia mafii. Oba zakończenia są prawdopodobne i publiczność jest w tej kwestii podzielona. Realiści wybiorą wariant negatywny. Myślałem wprawdzie przez chwilę o optymistycznym zakończeniu, ale chyba dobrze się stało, iż nasz film działa jak rodzaj ostrzeżenia.

"Moją krew" i "Chrzest" można odczytywać jako fragmenty większej całości - planuje pan trylogię?

Chciałbym nakręcić kolejny film z podobnym motywem. Tym razem będzie to film o kobietach. Żartem opowiadam, że główne role zagrają Lubos, Schuchardt i Zieliński.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.

Czytaj nowy-dziennik :http://www.dziennik.com/articles/przeglad/16792
Czytaj nowy-dziennik :http://www.dziennik.com/articles/przeglad/16792
 

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Wywiady Inni autorzy Film jak rycina