Pierwsze honorarium jakie dostaliśmy to... butelka wódki Vistula, której nie dało się wypić, bo ten alkohol człowieka truł - wspomina Krzysztof Hanke, aktor znany z serialu „Święta Wojna" oraz założyciel kabaretu Rak.
Paweł Kiliański: W jaki sposób rozpoczął pan swoją przygodę z kabaretem?
Krzysztof Hanke: Wszystko zaczęło się w stanie wojennym w 1981 roku, kiedy byłem instruktorem teatru w domu kultury. Jak nietrudno policzyć, w przyszłym roku będziemy obchodzić 30-lecie powstania kabaretu. Człowiek patrzył na tą szarą, smutną rzeczywistość, dlatego postanowiliśmy ją trochę rozweselić. I tak z Ryszardem Siwkiem i Andrzejem Stefaniukiem założyliśmy kabaret Rak.
P.K: Jak pan wspomina pierwsze występy na scenie?
K.H: Pierwsze honorarium jakie dostaliśmy to... butelka wódki Vistula, której nie dało się wypić, bo ten alkohol po prostu człowieka truł. To była pierwsza rzecz jaka pamiętam z początków. Na służbie wojskowej w Żaganiu również mieliśmy taki mały kabaret, więc tam też mogłem robić to, co lubiłem. Tak wyglądały moje początki.
P.K: Jest pan znany z roli Bercika z serialu „Święta Wojna". Kto wpadł na pomysł stworzenia tak charakterystycznej postaci?
K.H: Wszystko zaczęło się w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu, gdzie odbywała się gala piosenki biesiadnej, którą organizował Zbigniew Górny i Krzysztof Jaślar. Marek Bielecki poszedł do Telewizji Katowice i tam ten pomysł się nie spodobał. Postanowił więc przedstawić go agencji Zum . Agencji zaniosła go do warszawskiej „dwójki", którą zarządzała pani Nina Terientjew i dalej to już się samo potoczyło.
P.K..: I jak później czas pokazał, „Święta Wojna" był strzałem w dziesiątkę, ponieważ serial trafił do serc widzów!
K.H: Tak, zgadza się. Pięć pierwszych odcinków to była masakra, wtedy role Zbyszka grał Marek Bielecki. Pani Nina Terientjew wymyśliła, że jeśli to ma być konflikt pomiędzy Śląskiem, a resztą świata, to do roli „Zbyszka" trzeba zaangażować typowego przedstawiciela Warszawy. Wybór padł na Zbigniewa Buczkowskiego, bo chyba nie ma większego „Warszawiaka" od niego .
P.K:Jak przebiegała pana współpraca właśnie ze Zbyszkiem Buczkowskim oraz Joanną Bartel?
K.H.: Wyśmienicie. Wspominam te dziesięć lat jako coś niezwykłego. Był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu artystycznym. Żyliśmy w takim transie, gdzie wszystko się udawało i wszystko „szło jak po maśle". Teraz pozostały mi tylko wspomnienia.
P.K: Ile procent jest „Bercika" w Krzysztofie Hanke?
K.H: Jedyną rzeczą, którą mamy wspólną to... całkowita niezdolność do naprawiania czegokolwiek. Przeważnie jak się za coś biorę, kończy się to straszliwą masakrą. Lubię „Bercika", ale nie utożsamiam się z nim i mam nadzieję, że nie mam jego cech.
P.K: Jakie są plany plany kabaretu Rak na najbliższe miesiące?
K.H: W październiku jedziemy na dwa tygodnie do Niemiec, a na wiosnę do Ameryki Północnej. W przerwach pomiędzy występami, staramy się znaleźć jak najwięcej czasu na sport. Mam taką 14-latkę, która „gromi" mnie za każdym razem w meczach tenisa. Jeszcze trochę i znienawidzę ten sport .
P.K: Mówił pan o wyjeździe zagranicę. Czy kabaret Rak ma swoich fanów zagranicą?
K.H: Wyjeżdżamy cztery razy do roku na trasy dwu, trzy tygodniowe i wówczas niemal codziennie gramy przed publicznością. Występujemy w Kanadzie oraz w Stanach Zjednoczonych. Ludzie przede wszystkim słuchają co do nich mówimy mówimy, choć mówimy nieco inaczej, niż reszta świata. Mimo tego jesteśmy przyjmowani bardzo dobrze. Naszych rodaków zagranicą śmieszy śląski humor.
P.K Występował pan w jednej z edycji Jak Oni Śpiewają. Jak wspomina Pan przygodę ze śpiewaniem?
K.H: Jest to świetna przygoda, której nie zapomnę do końca życia. Kto tego nie przeżył, to nie ma pojęcia jakie to uczucie, kiedy stoisz w „tunelu" i czekasz na swój występ, oglądalność sięga 3,5 miliona telewidzów, a wszystko idzie na żywo. Tam liczy się show. Na dodatek, dopiero dzień wcześniej słyszało się aranżacje, a tekst piosenki kilka razy przeczytało się w hotelu i nagle orkiestra gra, a ty pokaż co potrafisz. Stres jest wówczas niesamowity a emocje nie do opisania.
Rozmawiał: Paweł Kiliański













