
O Habsburgach napisano wiele i nie sposób wszystko wyjaśnić i sprostować. - Byliśmy amoralni, ponieważ nie wierzyliśmy w bociany. Matka podkreślała swoją irlandzką i francuską krew i nigdy nie zgodziła się przyjąć narodowości niemieckiej - mówią polscy Habsburgowie
- Jestem przede wszystkim Europejczykiem - mówił o sobie zmarły niedawno Otto von Habsburg, najstarszy syn ostatniego cesarza i cesarzowej Zyty, ostatni następca tronu austriackiego, tzw. Głowa Domu Habsburgów Lotaryńskich, współtwórca Unii Paneuropy i jej wieloletni prezydent, członek Parlamentu Europejskiego przez 20 lat.
Tysiącletnia historia tej rodziny zaczęła się w szwajcarskim kantonie Aargau - Argowii w zamku Habsburg. Związany jest z nią nawet legendarny Wilhelm Tell, bo to on porwał Helwetów do powstania przeciw habsburskiej władzy. Habsburgowie przez wieki panowali w kilkunastu krajach Europy, w Ameryce Środkowej i Południowej oraz koloniach hiszpańskich i portugalskich, a także wżeniali się w królewskie rody. "Bella gerant alii, tu felix Austria nube". W 1740 roku wraz ze śmiercią Karola VI wygasła męska linia Habsburgów. Cesarz zdążył jednak wprowadzić sankcją pragmatyczną dziedziczność żeńską. Ostatnia z Habsburgów Maria Teresa wraz z mężem Franciszkiem Stefanem Lothringen założyła dynastię Habsburgów Lotaryńskich.
Polska linia Habsburgów zaczyna się od Karola Stefana, który przymierzał się do polskiego tronu. Był pierwszym żywieckim Habsburgiem. Ten prawnuk cesarza Leopolda II Habsburga, wnuk pierwszego księcia cieszyńskiego, dziadek moich rozmówców, otrzymał żywiecki majątek zakupiony od rodziny Wielopolskich (a wcześniej Komorowskich). Miał trzech synów: Karola Olbrachta, Leona Karola i Wilhelma, wobec których miał monarchiczne plany.
Rozmawiam z Leonem Habsburgiem i Elżbietą Habsburg, ostatnimi żyjącymi z pięciorga dzieci Leona Karola Habsburga, ostatniego właściciela Bestwiny, majątku wydzielonego z dóbr żywieckich. Habsburgowie ponad 65 lat temu wyjechali z Polski, uciekając przed zbliżającym się frontem sowieckim.
Barbara Romer-Kukulska: Zdumiewające, że możemy prowadzić rozmowę po polsku.
Leon Habsburg: Urodziłem się w Żywcu w 1928 roku, gdzie mieszkaliśmy do śmierci dziadka, a wychowałem w Bestwinie, gdzie się przenieśliśmy zgodnie z testamentem. Rodzice posyłali nas do polskich szkół i mieliśmy polskich nauczycieli w domu. Wspominam ciepło Witoldę Zabłocką i H. Wieczorek, nasze nauczycielki. Do dziś bywam w rodzinnej Bestwinie u moich kolegów i przyjaciół z czasów wspólnych zabaw z dzieciństwa.
Elżbieta Habsburg: Byłam dzisiaj w Bielsku-Białej, w mojej szkole, odnalazłam obie moje siostry na tablicy roku szkolnego 1939. To było bardzo wzruszające. Niestety, nie spotkałam już nikogo, kto by mnie pamiętał. Mój polski jest już dziś słaby, ponieważ wiele lat spędziłam w USA, a studia medyczne przyczyniły się do zaniedbania języka polskiego. Leon i siostry mieli przez te lata ciągle kontakty i podtrzymywali polskie więzi.
BRK - Dlaczego przyjeżdżacie do Polski?
E.H.: W Bestwinie jest pochowany nasz ojciec [Leon Karol - przyp. red.], a w Żywcu nasi dziadkowie. Wracamy do korzeni, do miejsc z dzieciństwa. Odwiedzamy znajomych i przyjaciół, którzy byli i są nam bliscy jak rodzina; mimo że to już druga generacja, różnica pokoleń nie ma znaczenia.
Jakie były emocje przy wjazdach do Polski?
L.H.: Za każdym razem, gdy przekraczałem granicę, kontrola odbywała się z wielką uprzejmością ze strony służb granicznych, czasem z żartem i humorem. Gdy przyjeżdżam tutaj, czuję się dobrze i wcale nie obco. Formalnie jestem ciągle obywatelem polskim. Nigdy nie wyrzekliśmy się obywatelstwa polskiego.
BRK -Wiosną ubiegłego roku ukazała się w polskim tłumaczeniu książka amerykańskiego historyka, profesora Uniwersytetu w Yale Timothy'ego Snydera "Czerwony Książę". Książka opisuje dzieje arcyksięcia Wilhelma Habsburga z Żywca, waszego stryja, niedoszłego króla Ukrainy**. Nadają się one na scenariusz filmu sensacyjnego.
L.H: Książka jest rzeczywiście napisana sensacyjnie i nieco fikcyjnie, niestety, pan profesor wielokrotnie w niej mija się z prawdą. Wydaje mi się, że źródła, z których korzystał, nie mają podstaw historycznych. Szkoda, że podczas wieczoru autorskiego w Wiedniu nie znalazł chwili, aby zamienić z nami kilka zdań. Można było sprostować wiele nieścisłości i pomyłek zawartych w książce. Szczególnie krzywdzące są stwierdzenia dotyczące tożsamości mojej matki - Mii Montjoye.
BRK-Autor książki pomylił jej imię i popełnia błąd w nazwisku?
L.H.: Tak, autor wręcz myli moją matkę z jej siostrą, ciotką Mają. To jedna z wielu nieścisłości.
BRK- Do dziś krążą opowieści, że arcyksiężna z Żywca, Alicja Ankarcrona, primo voto Badeni, żona Karola Olbrachta oraz wasza matka, Maria K. Montjoye, nie miały dla siebie zbyt wiele sympatii.
E.H.: Tak, to prawda, panie nie lubiły się. Obie miały bardzo różne, a nawet całkiem inne wyobrażenie o życiu. Chcąc nie chcąc, odczuwaliśmy tę antypatię naszych matek, nawet guwernantki miały odpowiednie instrukcje, abyśmy się nie bawili razem i nie zaprzyjaźnili ze sobą. Ciotka Alicja uważała nas za amoralne dzieci, ponieważ my nie wierzyliśmy w bajkę o bocianach przynoszących dzieci. Tymczasem kontakty na linii Bestwina - Żywiec i odwrotnie były bardzo bliskie, mimo że obie damy niespecjalnie miały na to ochotę. Nasz ojciec i stryj często się widywali, byli nie tylko braćmi, ale także bliskimi przyjaciółmi, zarządzali majątkiem wspólnie, mimo podziału według testamentu ich ojca. Razem decydowali o ważnych sprawach.
BRK - Czy fakt, że Leon Karol zawarł małżeństwo morganatyczne z Marią (zwana Mii) de Thuilliéres Montjoye Vaufrey et de la Roche, arystokratką pochodzenia francuskiego wychowaną na ziemi austriackiej, mogło mieć jakiś wpływ na te antypatie?
L.H.: Nie, w żadnym przypadku. Ciotka Alicja była także morganatyczną małżonką stryja. Myślę, że przyczyną były różnice kulturowe obu dam wychowanych w różnej mentalności. Mama była bardzo otwartą osobą, jej matka była z irlandzkiego rodu O'Donnell. Nie używaliśmy tytułu arcyksiążęcego i nie mieliśmy pretensji dynastycznych.
BRK -Jak wojskowa przeszłość ojca wpłynęła na wasze życie?
L.H.: Ojciec nasz umarł w 1939 roku, prawie pięć miesięcy przed wybuchem wojny, jako rezerwista. Będąc oficerem 11. Pułku Ułanów, brał udział w wojnie ukraińskiej w 1919 r. i bolszewickiej w 1920 r. Był ciężko ranny. Otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi i stopień rotmistrza w 17. Pułku Ułanów. Był też w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Potem był w Garnizonie Leszno, gdzie urodziły się dwie moje siostry.
Ciężka gruźlica, niestety, przyćmiła jego karierę i spowodowała przejście do rezerwy oraz przedwczesną śmierć. Ojciec miał wielu przyjaciół z wojska, przyjaźnił się z właścicielami majątków w okolicy, aż po Wadowice. Odwiedzaliśmy ich często. Nasz dom był otwarty.
Z chwilą śmierci ojca mama została sama w majątku w Bestwinie z piątką nieletnich dzieci. Zgodnie z testamentem ojca mieliśmy opiekuna prawnego i pełnomocnika, którym był przyjaciel ojca Rodryg Romer. Mama formalno-prawnie nie mogła o niczym decydować tak w sprawach majątkowych, jak i innych.
BRK - Arcyksiążę* z Żywca Karol Olbracht, wasz stryj, znany jako patriota polski, przywitał okupanta w mundurze oficera polskiego i znalazł się w więzieniu cieszyńskim za odmowę zadeklarowania obywatelstwa niemieckiego.
L.H.: Tak, te tereny włączono do Reichu. W celi obok siedział aresztowany za to samo nasz prawny opiekun Rodryg Romer, którego wkrótce wywieziono do Dachau. Prawdopodobnie dlatego nasz majątek przeszedł pod zarząd niemiecki, jednak nie musieliśmy opuścić domu jak inni. Podczas wojny matka podkreślała swoją irlandzką i francuską krew i nigdy nie zgodziła się przyjąć volkslisty.
Kontaktowała się z żołnierzem AK "Lisem". W naszych piwnicach AK miało schowek na broń i żywność, bo mama dała im klucz do drzwi piwnicznych, takich prosto z ogrodu-parku. Pamiętam, jak słuchała pod pierzyną radia, a ja z bratem przekazywaliśmy kolegom wiadomości o klęskach armii niemieckiej na froncie wschodnim, a oni informowali swoich rodziców i całą okolicę. Pomagała wielu rodzinom polskim, wysyłała paczki Rodrygowi Romerowi do Dachau, a potem do Auschwitz. Zapisała się dobrze w pamięci mieszkańców Bestwiny.
E.H.: O Habsburgach napisano tak wiele i tyle różnych informacji krąży, że nie sposób w kilku słowach wszystko wyjaśnić i sprostować. Zastanawiam się tylko, czy to w ogóle jeszcze kogoś interesuje. Świat żyje innymi problemami dnia dzisiejszego. A historia? Oby się tylko nigdy nie powtórzyła.
BRK - Czy jest już zaplanowana następna wizyta w Polsce?
L.H.: Zawsze z przyjemnością i nostalgią tu przyjeżdżam.
BRK - Dziękuje za rozmowę i do następnego razu.
E.H.: To my bardzo dziękujemy i pozdrawiamy czytelników.
*W Austrii, gdzie zniesiono używanie szlacheckiego "von", potomkowie rodu używają nazwiska Habsburg-Lothringen, a mieszkający w Niemczech posługują się tytułem arcyksiążęcym.
**Losy Wilhelma, niedoszłego króla Ukrainy, uprowadzonego już po wojnie przez Sowietów z Wiednia i zamordowanego gdzieś na Syberii. T. Snyder przypisuje mu m.in. skłonności homoseksualne.
Przedruk za zgodą Barbary Romer Kukulskiej za Naszymi Beskidami













