ROZMOWA. Z dyrektorem RUDOLFEM SUCHANKIEM o Ojcowskim Parku Narodowym.
Za Panem dwadzieścia lat dyrektorowania Ojcowskim Parkiem Narodowym. Czy to był trudny czas?
- Być dyrektorem Parku Narodowego to zawsze trudne zadanie, szczególnie trudne w Ojcowskim PN. Po pierwsze, OPN ma maleńką powierzchnię, niewiele ponad 2000 ha z czego ponad 30 proc. gruntów to grunty prywatne, zamieszkane przez ludzi. Rozumiem, że mają oni inne oczekiwania niż my, bo Park przecież pewne ograniczenia im narzuca. Stąd konflikty. Bo jeśli ktoś ma hektarową działkę w atrakcyjnym miejscu, chciałby podzielić ją na pięć dwudziestoarowych działek budowlanych i sprzedać - potem cała rodzina mogłaby za to żyć, w pobliżu Krakowa ceny są przecież wysokie. Ale ponieważ to Park Narodowy, nie można tu budować; to potężne ograniczenie. Po drugie, bliskość aglomeracji krakowskiej i śląskiej sprawia, że przy tej małej powierzchni olbrzymia ilość odwiedzających czasami nie ma się gdzie pomieścić. A musimy pamiętać, że głównym zadaniem Parku jest ochrona przyrody. I bardzo trudno to wszystko pogodzić.
- Ale ostatnie 20 lat to jednak również sukcesy...
- Wydaje mi się, że sukcesem jest m.in. oddanie do użytku w 1992 r. ośrodka edukacyjnego w "Hotelu Pod Kazimierzem". Chodziło nam o to, żeby wycieczki szkolne, których cała masa odwiedza OPN, wychodziły stąd z kroplą wiedzy. Chcieliśmy wykorzystać walory Parku do nauki o przyrodzie. Stąd zaczęły się kontakty z nauczycielami, zacieśnienie więzi ze szkołami, przede wszystkim lokalnymi. Bo dla nas niesłychanie ważna jest młodzież miejscowa, która dorośnie i będzie miała wpływ na to, co się tu dzieje. A od tego zależy przyszłość Parku, tego maleńkiego Parku. Ale jednocześnie staraliśmy się nawiązać współpracę z innymi nauczycielami, bo chcieliśmy także zmienić sposób zwiedzania OPN przez młodzież. Przyjeżdża ona z całej Polski, ma w programie wycieczki Kraków, Wieliczkę i Ojców, i na końcu, w Ojcowie, jest już tak zmęczona, że najchętniej nie wysiadałaby z autobusu. Zwykle więc odbywa się przepędzanie po szlakach, z którego młodzież nic nie wynosi. A wolelibyśmy, żeby uczyli się u nas emocjonalnego podejścia do przyrody.
- Ale budowa ośrodka edukacyjnego to nie wszystko. Co więcej zrobiono na rzecz turystycznego uatrakcyjnienia Parku?
- Sukces to również m.in. powstanie nowych szlaków, oddanie do użytku Jaskini Ciemnej. Chodzi nam o to, żeby "skanalizować" ruch turystyczny. Żeby było tyle atrakcji, by szlaki, po których chodzą turyści, były tak ciekawe, że nie będą wchodzić w obszary ochrony, nie będą szkodzić przyrodzie. Powstały również prywatne parkingi na obrzeżach OPN - i w Czajowicach, i w Wielmoży, i w Prądniku Korzkiewskim. Gdyby powstawały kolejne, moglibyśmy sukcesywnie eliminować ruch samochodowy z Parku.
- Jak wiele przez te lata zmieniło się w samym Parku, w jego otoczeniu, co przyniosło korzyść przyrodzie?
- Cieszę się, że teren Parku został zgazyfikowany, choć przy obecnych cenach gazu ludzie znów zaczynają przechodzić na ogrzewanie węglowe, co da się odczuć. Cieszę się też, że powstały oczyszczalnie ścieków - w samy Ojcowie, w gminach Skała i Sułoszowa, że ścieki nie są już zrzucane do Prądnika, przez co zdecydowanie poprawiła się jakość wody.
- A plany na najbliższe pięć lat - tyle bowiem trwa kadencja dyrektora Parku Narodowego, na którego nominację ponownie otrzymał Pan na początku marca z rąk ministra Andrzeja Kraszewskiego?
- Mamy nowe Centrum Edukacyjno-Muzealne, które powstało dzięki wsparciu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Ekofunduszu, mamy nową ekspozycję przyrodniczą w "Hotelu pod Łokietkiem". Ale Park prócz przyrody ma za zadanie również chronić dobra kultury. Dlatego chciałbym, żeby w ruinach zamku w Ojcowie, oczywiście, po zabezpieczeniu ich, po powstrzymaniu murów przez rozsypywaniem się, powstała ekspozycja historyczna. Mamy przecież na terenie OPN zabytki zarówno sprzed 120 tysięcy lat, jak i z XX w. I one powinny być w ruinach pokazywane, nie mówiąc już o tym, że dzięki ekspozycji historycznej osoby odwiedzające Park miałby następną atrakcję, dzięki czemu mogłyby tu spędzić więcej czasu.
- Są też przed Panem inne zadania...
- Koniecznie trzeba opracować nowy plan ochrony dla Parku, a to opracowanie wszechstronne, musi m.in. uwzględniać sieć Natura 2000. To ważne zagadnienie i z nim się trzeba uporać. Trzeba się także uporać z roszczeniami spadkobierców rodziny Czartoryskich, którzy niedawno wystąpili do sądu cywilnego o zwrot ich zdaniem niesłusznie odebranych im działek w Ojcowie, na których stoją m.in. zamek, willa "Jadwiga", siedziba dyrekcji OPN, także wille "Pod Koroną" i "Pod Berłem" oraz "Hotel Pod Kazimierzem".
- Od lat stara się Pan o wybudowanie obwodnicy Doliny Prądnika. Dlaczego jest to tak ważne?
- Chodzi nam o to, żeby dolinę zamknąć dla ruchu samochodowego. Żeby w okolicach tzw. Bukowca zrobić objazd na dół - pod Pieskową Skałę. A przez dolinę od Murowni pod Pieskową Skałę niech kursują autokary powiedzmy napędzane gazem, przewożące turystów. Oczywiście, nie Park by się tym zajmował, lecz miejscowi, którzy powinni na tym zarabiać. Wtedy udałoby się wyrzucić z doliny olbrzymią ilość samochodów. Poprawiłyby się także walory estetyczne Parku, bo jeśli ludzie wędrują wzdłuż Prądnika i widzą sznur samochodów, to te wrażenia w odbiorze naszej doliny nie są najlepsze - a to taki kanion, może nie Wielki Kanion Kolorado, ale równie urokliwy. Oczywiście, nie mówię o ograniczeniach dla samochodów mieszkańców. Chodzi o to, by ludzie przyjezdni schodzili do doliny, a nie zjeżdżali - i dopiero wtedy penetrowali teren.
- Wspominał Pan, że to ciężki chleb być dyrektorem Parku Narodowego. Ale konkurs na dyrektora OPN cieszył się sporym zainteresowaniem. Z czego to, Pana zdaniem, wynikało? I jak w ogóle zostaje się dyrektorem Parku Narodowego?
- Trudno mi powiedzieć, skąd to zainteresowanie OPN, bo wydawało się nawet przez chwilę, że kandydatów może nie być w ogóle - a było czterech. Dwóch z moich konkurentów pracowało wcześniej u nas, jeden w Białowieskim Parku Narodowym, może się im wydawało, że sobie poradzą w konkursie? Konkurs składa się z trzech etapów. Pierwszy to wymogi formalne, złożenie dokumentów, gdzie się zwraca uwagę na dodatkowe wykształcenie, studia podyplomowe, na referencje, osiągnięcia naukowe. I te dokumenty są oceniane; komisja decyduje, czy ktoś będzie dopuszczony dalej do kwalifikacji. Potem jest prezentacja koncepcji zarządzania Parkiem, trzeba też odpowiedzieć na pytania dotyczące ustaw, a tych znać trzeba sporo: począwszy od Ustawy o ochronie przyrody, poprzez Ustawę o lasach, o dostępie do informacji publiczne, aż po Ustawę o finansach publicznych. Zarządzanie Parkiem, wbrew temu co się ludziom wydaje, to nie tylko dbanie o przyrodę; potrzebna jest do tego dosyć rozległa wiedza. Na samym końcu komisja wybiera spośród kandydatów najlepszych, przedstawia swą propozycję ministrowi środowiska, a ten ostatecznie decyduje, kto będzie dyrektorem.
RUDOLF SUCHANEK
(ur. 1951) - absolwent Wydziału Leśnego Akademii Rolniczej w Krakowie oraz studiów podyplomowych m.in. z zakresu ochrony przyrody, hodowli i ochrony lasów górskich, ochrony parków narodowych oraz genetyki i selekcji drzew leśnych. Od 1990 r. dyrektor Ojcowskiego Parku Narodowego, wcześniej pracował w Instytucie Botaniki PAN w Krakowie, Nadleśnictwie Nowy Targ, Nadleśnictwie Niepołomice oraz Gorczańskim i Pienińskim Parku Narodowym. Ratownik Grupy Podhalańskiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, miłośnik turystyki górskiej, narciarstwa, literatury pięknej i akwarystyki. Mieszka w Ojcowie.













