Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Reklama

Partnerzy:
Reklama

Przeskoczyłam mur

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Nelli Rokita Arnold
Nelli Rokita Arnold
Długi czas myślałam, że jestem szczęśliwym dzieckiem Związku Radzieckiego. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że to jest więzienie. Nelly Rokita - Arnold Niemka urodzona w Rosji opowiada także jak odkryła miłość do Polaków.

 

B.S.: Jest Pani Niemką urodzoną w Rosji w Czelabińsku. Następnie mieszkała Pani w Niemczech, a teraz żyje w Polsce. Jest Pani Rosjanką, Niemką czy Polką?

N.R.: Jeszcze przez 10 lat mieszkałam z rodzicami w Kirgizji. Tak więc mogę się również czuć Azjatką. Ale na pewno jestem Europejką. Pochodzę z rodziny niemieckiej i przede wszystkim bliska jest mi kultura chrześcijańska. Miałam obywatelstwo sowieckie, którego się później zrzekłam. Jestem Niemką z urodzenia, a obywatelstwo polskie mam z “zamiłowania” i wyboru.

B.S.: Jak Pani czuła się w Rosji i jak wspomina okres dzieciństwa?

N.R.: To były moje najlepsze czasy. Kultura azjatycka mnie fascynowała. Mieszkaliśmy w dzielnicy, gdzie było wiele narodowości. Lubiłam te społeczności. W domu mówiliśmy po niemiecku.

B.S.: Nie przeszkadzał Pani brak wolności?

N.R.: Czułam sympatię do tego kraju i na pewno mogłabym mieszkać tam dalej, gdyby nie mury, które zostały zbudowane. Czuję się obywatelką świata. Dla mnie nie jest ważne czy ktoś jest Polakiem, Niemcem czy Rosjaninem. Ważne, że akceptuje inność i język. Aby poznać człowieka muszę nauczyć się najpierw jego języka. Polacy mnie zafascynowali. Dlatego zaczęłam się uczyć języka polskiego już w Niemczech. Odkryłam miłość do Polaków, którzy wywalczyli naszą wolność w Europie. Czułam się emocjonalnie związana z tymi, którzy byli za murem. Ja ten mur przeskoczyłam.

B.S.: Pani rodzina była prześladowana w czasach stalinowskich, dziadkowie zostali zamordowani, ojciec spędził 4 lata w łagrze, a brat został skazany za działalność antysowiecką. A opowiada Pani z takim ciepłem o tym kraju? Skąd te pozytywne uczucia?

N.R.: Rozróżniam ludzi i system, w którym żyją . Nie mam w sobie złości. Nawet jeśli się złoszczę to krótko, bo szkoda na to życia. Jeżeli ktoś postępuje źle to tłumaczę sobie dlaczego tak się zachował. Rodzice chcąc mojego dobra w ZSRR oszczędzali mi opowieści o realiach tego systemu. W ten sposób miałam udane dzieciństwo i długi czas myślałam, że jestem szczęśliwym dzieckiem Związku Radzieckiego. Przez myśl mi nie przeszło, że to jest więzienie.

B.S.: Kiedy Pani przejrzała na oczy?

N.R.: W okresie dojrzewania gdy miałam 12 lat . W tym czasie mój starszy brat zaczął prowadzić działalność opozycyjną w Rosji. Chciał stamtąd wyjechać. Pomagał innym Niemcom, którzy chcieli wyemigrować.

B.S.: Jak lokalna społeczność traktowała Niemców?

N.R.: Byli lubiani. Postrzegano ich jako uczciwych, pracowitych i oszczędnych. Można było na nich polegać, bo dotrzymywali terminów. Tacy właśnie byli moi rodzice. Oszczędność i mnie się udzieliła, chociaż nie lubiłam tego.

B.S.: Czy Niemcy mieszkający w Rosji odstawali od tamtejszej społeczności?

N.R.: Od razu rzucało się w oczy, że to jest niemiecka wieś: zadbane i czyste gospodarstwa, z kwiatkami przy domu, pozamiatane ulice. Były to więc widoczne różnice kulturowe.

B.S.: W latach 80. popularne były dowcipy o Polakach, Niemcach i Rosjanach oparte na stereotypach. Jak Pani ocenia te różnice między narodowościami? Czy te stereotypy nadal istnieją?

N.R.: Opowiem Pani anegdotę związaną z naszą córką, która została wychowana w trzech językach - niemieckim, polskim i francuskim. Nie mieliśmy czasu, a może chęci nauczyć ją rosyjskiego, bo mój mąż ma krytyczny stosunek do Rosjan. Mój ojciec, który miał duży wpływ w wychowanie córki jako dziadek, też nie bardzo przepadał za Rosjanami. Tylko ja zachwycałam się literaturą rosyjską i muzyką, ale nie miałam siły przebicia. Córka nie poznała kultury rosyjskiej. A mieszkaliśmy na Saskiej Kępie niedaleko stadionu, gdzie jest przecież bardzo dużo Rosjan. Raz moja córka powiedziała: - mamo jak idziesz na przystanek, to uważaj, bo tam są Rosjanie, którzy kradną. Rosjanie i kradzież były dla mojej córki równoznaczne. Byłam tym przerażona, zapytałam:- czy uważasz, że oni wszyscy kradną? Córka mi odpowiedziała:- ależ oczywiście, że tak. Poza tym są tacy brudni i wulgarni. W ogóle co to jest za naród? Wtedy pomyślałam, że zrobiłam błąd, że nie opowiadałam jej o tej bogatej kulturze. Moi rodzice mieszkają w Hamburgu w okolicach lasu, prawie jak na wsi. Przyjeżdżając do dziadków Kasia spędzała czas w ogrodzie, albo biegając w lesie. A nigdy nie chodziła tam do teatru, kin, czy na spotkania. Tu w Polsce zabieraliśmy ją nawet na bankiety. Kiedyś nam powiedziała w towarzystwie, że Polska kultura jest o wiele lepsza i wyższa od niemieckiej. Bo w Polsce są teatry i ciekawe rozmowy.

B.S.: Jaka była Pani reakcja?

N.R.: Zaprowadziłam ją do teatru w Hamburgu. Zaczęłam jej też pokazywać niemiecką kulturę. Człowiek jest tak zabiegany, że jak przyjeżdża do dziadków to chce przede wszystkim porozmawiać. Utrwalił się jej stereotyp, że Rosjanie kradną, Polacy mają bardzo rozwiniętą kulturę, a Niemcy to wiejski naród. Teraz zmieniła już zdanie.

B.S. Jakie wartości przekazała Pani córce?

N.R.: Za każdym prawem idzie również pewien obowiązek. Poza tym ważny jest kręgosłup molarny. Cieszy mnie, że nie odrzuciła Boga. Bóg jest obecny u nas w rodzinie.

B.S.: W jakiej tradycji was w domu wychowywano, jakie wartości wam przekazywano?

N.R.: Przede wszystkim niemieckie. Duży wpływ miała na mnie ulica i szkoła. Byłam bardzo aktywna społecznie. Moi rodzice nie udzielali się społecznie, bo chyba byli tak mocno zastraszeni, że bali się otworzyć. Czuli się obco w Związku Radzieckim, bo nigdy nie byli komunistami. Ale mieli w sobie obywatelskiego ducha. Żywo interesowali się polityką. Mój brat studiował prawo i bliskie mu były tematy polityczne i historyczne. Siłą rzeczy i ja to przejęłam. W domu panowały mieszane tradycje. Moja mama była bardzo wierzącą ewangeliczką. Mój tata trochę stracił wiarę w Boga przez ciężkie losy swojej rodziny. Pamiętam, że czytałyśmy potajemnie z mamą Biblię. Jako dziecko szukałam Boga. To pomagało nam żyć. Uczono nas, że trzeba być uczciwym, pracowitym i ostrożnym. Wiedzieliśmy, że reżim blokuje nam możliwość wyjazdu. Chcieliśmy zobaczyć naszą ojczyznę, ale niekoniecznie tam zostać. Ogarniała nas coraz większa tęsknota za wolnością. Rodzice opowiadali, że dziadkowie mogli przed rewolucją tam jeździć. Mieli też możliwość kształcenia się w języku niemieckim, czego później już nie było.

B.S.: W wieku 20 lat Pani i rodzina zostaliście repatriowani do RFN. Co było dla Pani największym zaskoczeniem? Jak poobalała się Pani wolność i “Zachód”?

N.R.: Przyjechaliśmy zimą, zaskoczyły mnie świeże truskawki i pomidory, do czego nie byłam przyzwyczajona w Kirgizji o tej porze roku. Ale to mi w ogóle nie smakowało. Wszystko było sztuczne. Jedzenie w Kirgizji było bardzo smaczne i jak w 80. latach pojechałam do Polski, to poczułam wreszcie smak szynki czy pomidora. Przeszkadzał mi nadmiar dóbr materialnych bo miałam wrażenie, że forma przerastała treść a konsumpcja stała się celem samym w sobie. Niemcy byli skoncentrowani na kupowaniu, a potem wyrzucaniu. Chodziliśmy po ulicach i zbieraliśmy przedmioty. Urządziliśmy sobie całe mieszkanie z tych staroci. Przyjechałam do Niemiec w okresie wyżu ekonomicznego. Bardzo dobrze się rozwijali. Jako studentka dostawałam spore stypendium. Ludzie w Niemczech nie rozumieli tych problemów, z którymi my borykaliśmy się w Rosji. Wtedy spotkałam Polaków, którzy mnie zafascynowali swoją historią i optymizmem. Zaangażowałam się emocjonalnie. To były czasy Papieża i Solidarności. Zaczęłam się uczyć polskiego, żeby zrozumieć historię tego narodu, o którym wtedy jeszcze tak mało wiedziałam. Z perspektywy czasu widzę, że Polska była dla mnie tym oknem na Rosję, do której już nie miałam dostępu, a będąc idealistką chciałam zmienić świat. Rozumiałam, że właśnie Polacy są tym narodem, który wszystkich wyzwoli spod władzy komunizmu.

B.S.: Zdarzały się chwile zwątpienia?

N.R.: Miałam chwile zwątpienia. Cały świat stał przede mną otworem. Byłam we Francji, Anglii i Kanadzie, a myślałam o Polsce. Moi rodzice dziwili się: Nelli, co ty robisz? Dlaczego ty się cofasz? Koledzy również nie rozumieli. Mój profesor poradził mi abym pojechała do Polski i napisała pracę magisterską, a później się nad tym zastanowiła. To mnie przekonało do wyjazdu na stypendium.

B.S.: W latach 80. wspierała Pani członków Solidarności w Krakowie, gdzie poznała Jana Rokitę.... Czy wtedy obraz Polaka zyskał na wartości?

N.R.: Trafiłam do inteligencji. Niesamowite były dla mnie te mądre rozmowy, podszyte ideałami. Wszystkie zmiany, których pragnęli, dla mnie były utopią. Chcieli rewolucji również na zachodzie. Solidarność była bardzo postępowa i nie zawsze znajdywała aprobatę ze strony niemieckich intelektualistów, którzy twierdzili, że posuwają się za daleko. Bardzo dużo się wtedy nauczyłam. Poznałam swojego męża i podjęłam decyzję, którą przeraziłam moich rodziców i przyjaciół. Mówili mi: Polska jest trudnym krajem, to jest przełomowy moment. Zdawałam sobie sprawę z problemów. W Niemczech wszystko było zorganizowane. Ostatecznie zwyciężyła miłość do Polski i chęć pomocy takim ludziom jak mój mąż, który był dla mnie perłą. Nie wiedziałam, że tacy mężczyźni istnieją. Uczciwy, z zasadami, inteligentny i oczytany. Chodząca encyklopedia, mogłam go o wszystko zapytać.

B.S.: Zna Pani mentalnie Polaków, Niemców i Rosjan, była Pani z nimi emocjonalnie związana. Jak Pani ocenia relacje międzyludzkie i współistnienie tych społeczeństw w Europie?

N.R.: Unia Europejska jest dla mnie pomysłem bardzo wyidealizowanym, ale i skazanym na sukces, jeżeli my będziemy tego chcieli. Naród ma prawo istnieć we wspólnych granicach, ale nie rozmywać się. Tradycjami można się dzielić, ale nie można ich zatracić. Ludzie myślący, a tak postrzegam nas Europejczyków, potrafią ze sobą rozmawiać i pójść na kompromis. Jeżeli w Europie jakieś narody będą chciały dominować to zniszczą UE. Nowe kraje, które przystąpiły do Unii, dadzą impuls do działania. To nie jest Unia dwóch prędkości. Ta jedność musi być w różnorodności a Polska może odegrać ważną rolę. Narody takie jak Niemcy i Francuzi, doceniają polskich fachowców, młodzież, przedsiębiorcze kobiety oraz tradycję związaną z Kościołem.

B.S.: W jaki sposób Niemcy doceniają Polaków?

N.R.: Poczułam, że po przystąpieniu Polski do UE ten wizerunek się zmienił. Wcześniej Niemcy się buntowali. Bardzo mało wiedzieli o Polsce. Winne były media, bo nie potrafiły przekazać prawdziwej wiedzy. Czasami dziennikarze piszący o Polsce nie znali kraju, ani języka. Nie można pisać o narodzie, jeżeli się nie mówi w jego języku.

B.S.: Ale pomimo zniesienia granic wynikającego z tzw. układu z Schengen, policja niemiecka nadal wnikliwie kontroluje Polaków. Jak Pani postrzega tę nieufność ze strony Niemców. Jak Pani się czuje słuchając stereotypów o Polakach?

N.R.: Niestety inteligencja polska wyjeżdżająca do Niemiec trochę się przyzwyczaiła podlizywać Niemcom. I oni też m.in. byli winni temu, że ten obraz Polaka był taki zły. Ja zdawałam sobie sprawę z tego i bardzo często z nimi rozmawiałam. Oni będąc w Niemczech często powtarzali: jaka Polska jest niedobra, jak Polacy kradną. Ostro na to reagowałam: „Czy masz prawo będąc w Niemczech tak mówić o swoim narodzie? Ty jesteś teraz ambasadorem swojego kraju. Nawet jeżeli w Polsce jest źle i nawet jeżeli jeden Polak coś ukradł, to nie masz prawa mówić tak o całym narodzie”.

B.S.: A jak Pani rozmawiała na ten temat z Niemcami?

N.R.: Zawsze głośno wyrażałam swój sprzeciw i broniłam Polaków. W Hamburgu Niemcy wyśmiewali się z Polaków. Z jednej strony rozumiałam te tendencję, bo znałam ich złe strony. Może i nie najlepiej czasami się zachowywali, ale Niemcy muszą być bardzo ostrożni w osądach i nie mogą uogólniać, bo mają za mało wiedzy. Pytałam o historię Polski i literaturę. Inteligencja niemiecka, a w szczególności studenci, nie byli w stanie powiedzieć za wiele na ten temat. Polscy studenci o Niemczech wiedzieli znacznie więcej. Ta różnica zawsze była widoczna. Wiem, że młodzież polska i niemiecka nawiązują współpracę. Polacy mówią lepiej w językach obcych niż Niemcy. Bardzo dużo opowiadają o Polsce. Mówią już w inny sposób, niż tamci imigranci. Dzisiejsza młodzież potrafi wskazać wartości, jest akceptowana i lubiana. Polacy są bardzo otwarci i interesują się innymi narodami, czego niestety nie można powiedzieć o Niemcach. Polak jest ciekawy świata, Niemiec nie. Potrzebny jest czas, aby wizerunek się zmienił. Polak jest uczciwy z natury. Chce pracować, zarobić i godnie żyć. Dba o rodzinę i jest towarzyski i ma większą fantazję. Bardzo mi się podobał stosunek Jarosława Kaczyńskiego do Niemców, Anglików i Francuzów, bo potrafił powiedzieć: dosyć tego złego traktowania.

B.S.: Jak odnosi się Pani do zawiłości historycznych, które nadal dzielą te 3 kraje: Polskę, Niemcy i Rosję?

N.R.: Nie możemy budować przyszłości, jeżeli nie przerobimy wspólnie historii. Podręczniki dla uczniów muszą być wypracowane wspólnie . Trzeba szukać kompromisów, ale też mówić prawdę. Polacy też stracili swoje ziemie wschodnie. To, że wypędzeni chcą odzyskać dawną własność, nie jest tylko ich prywatnym problemem. Rozmowy na ten temat powinny odbywać się na poziomie państwa. Ciągłość historyczna istnieje, wszyscy odpowiadamy za historię. Tylko otwarta rozmowa może przynieść rezultaty. Czy Auschwitz jest niemieckie czy polskie? To niestosowne pytanie pada zbyt często. Jeśli coś takiego pojawia się w prasie to jest wyraźny znak, aby o tym rozmawiać i stanowczo reagować na wszelkie przekłamania historyczne.

 

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Wywiady Inni autorzy Przeskoczyłam mur