Rozmowa z Czesławem Czaplińskim, fotografem, dziennikarzem i reporterem
Skąd wziął się pomysł wystawy „Polacy w Ameryce - 400 lat”?
Bardzo ważne było dla mnie, gdzie ta wystawa zostanie zaprezentowana. Bardzo się cieszę, że tym miejscem, po prostu adekwatnym, jest Muzeum Wychodźstwa Polskiego im. I. J. Paderewskiego w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Jeśli do tego dodać, że 6 listopada mija 150. rocznica urodzin Ignacego Jana Paderewskiego, to wymarzony termin i miejsce.
Wystawa jest podzielona na dwie części. Połowa prac jest prezentowana w Podchorążówce, a połowa na ogrodzeniu ogrodzenia Łazienek Królewskich, w obu częściach można zobaczyć zdjęcia tych samych ludzi, ale inne, na czym polega podział?
Wystawa w Muzeum Wychodźstwa Polskiego i na ogrodzeniu Łazienek Królewskich, naprzeciwko Urzędu Rady Ministrów w Al. Ujazdowskich, wzajemnie się uzupełniają i trzeba je obydwie zobaczyć. Oprócz ponad stu portretów wybitnych polskich malarzy, pisarzy, poetów, architektów, aktorów, wynalazców, naukowców zawiera również zdjęcia z Jamestown, gdzie przyjechali pierwsi polscy osadnicy, West Point gdzie był Kościuszko oraz Nowy Jork gdzie mieszkają wybitni Polacy.
Przyjechał Pan 30 lat temu do Stanów Zjednoczonych 30 lat temu, od razu zaczął Pan robić zdjęcia mieszkającym tam Polakom, dlaczego?
Tak, zaraz po przyjeździe do Nowego Jorku w 1979 r. zacząłem podróżować i fotografować wybitnych Polaków w Nowym Jorku, Chicago, San Francisco. Zawsze ludzie najbardziej mnie interesowali. W Ameryce każdy przyjechać skądś, jeśli nie osobiście, to jego ojciec czy dziadek. Uważałem, że Polacy do tego się znakomicie nadawali, a do tej pory nie było takiej inicjatywy. Muszę powiedzieć, że nie było to łatwe, ale cieszę się, że to zrobiłem, gdyż zachowałem dla przyszłych pokoleń wybitnych przedstawicieli emigracji wojennej. Pierwszą wystawę portretów Polaków oraz Amerykanów polskiego pochodzenia zrobiłem w Polskim Instytucie Naukowym w Nowym Jorku w 1981 r. Każdego roku połowę czasu spędza Pan w Polsce, a drugą w Ameryce, czym różnią się Polacy mieszkający w kraju od tych ze Stanów Zjednoczonych? Mieszkając w Ameryce zaczynamy cenić czas. Mówiąc, czas to pieniądz, mamy co innego na myśli w Ameryce i Polsce. Chociaż muszę powiedzieć, że w ostatnich latach Polska się bardzo zmienia. Wielu Polaków zaczyna przenosić się do Polski czasowo lub na stałe. Tak było z Janem Nowakiem Jeziorańskim, Czesławem Miłoszem, Wojciechem Fangorem czy Januszem Głowackim, którzy po wielu latach w Ameryce przenieśli się do Polski, więc chyba po odzyskaniu przez Polskę niepodległości te różnice się zacierają.
Czy potrafi Pan powiedzieć ilu Polakom zrobił Pan zdjęcia?
Kilkadziesiąt tysięcy zdjęć, grubo ponad tysiąca osób, zresztą ciągle dochodzą nowe.
Z jakim zawodem porównałby Pan zawód fotografa?
Fotografowanie ma coś wspólnego z psychologią. Robiąc zdjęcie pragnę ukazać nim charakter człowieka, jego emocje lub ulotność chwili. Najtrudniej jest określić moment kiedy należy nacisnąć spust migawki, bo często ułamek sekundy decyduje o uzyskanym efekcie, więc z tego punktu widzenia robienie zdjęć przypomina pracę strzelca wyborowego. Często fotograf staje się powiernikiem tajemnic, podobnie jak ksiądz w czasie spowiedzi.
Czym się Pan kieruje podejmując decyzję, że komuś będzie Pan robił zdjęcia?
Staram się wybierać ludzi, którzy coś osiągnęli, mających pasje życia i tworzenia.
Czy ktoś odmówił Panu zgody na robienie mu zdjęcia?
Raczej było tak, że spóźniłem się, osoba umarła. Żałuję, że nie zdążyłem zrobić portretów Zbigniewowi Herbertowi, nie mówiąc już o tym, że za późno się urodziłem aby sfotografować Pablo Picasso.
Czy była sytuacja, kiedy Pan odmówił komuś zrobienia zdjęcia, kto Pana o to poprosił?
To się zdarza, prowadząc kilka projektów wystawienniczych, wydawniczych i filmowych równocześnie, mam ograniczony czas na fotografowanie. Wybieram więc tylko najciekawsze projekty.
Czy zrobił Pan zdjęcia, których nigdy Pan nie opublikuje?
Nie lubię mówić nigdy, mam zdjęcia, które nie zostały opublikowane z różnych względów. Często zresztą jest tak, że z jakiegoś względu np. aktor wystąpi w filmie, który zdobędzie Oscara i zaczyna się nowe życie zdjęć. W zdjęciach ludzi znakomitą perspektywą jest 20-30 lat, wtedy nabierają szlachetnej patyny. Wystawa „Polacy w Ameryce – 400 lat” w Muzeum Wychodźstwa Polskiego będzie otwarte do końca czerwca 2011 roku, ale z pewnością pracuje Pan nad jakimś nowym projektem, nad jakim?
Jestem trochę przesądny i nie chciałbym zapeszać, ale mogę powiedzieć, że jak zwykle pracuje nad kilkoma projektami równocześnie. Powiem tyle, że przyszły rok, to Rok Czesława Miłosza, którego znałem i fotografowałem, zresztą dwa portrety będą na wystawie. W przyszłym roku mija dwadzieścia lat od śmierci mojego przyjaciela, wybitnego pisarza Jerzego Kosińskiego, w tym roku ukazała się sztuka o nim „Przejścia nie ma”, którą napisałem razem z Pawłem Salą. 11 września 2011 r. będzie dziesiąta rocznica tragedii w Nowym Jorku. Poszedłem również śladami wybitnych postaci, ale nie chce tu zdradzać kogo.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Jolanta - Maria Budniak












