Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem książek dla dzieci?
Przede wszystkim chyba z potrzeby w pracy. Przed laty, gdy uczyłam zerówkę hiszpańskojęzyczną, miałam problem ze znalezieniem prostych, ciekawych i przemawiających materiałów do małych dzieci i tak raz, drugi, trzeci coś napisałam, coś zrymowałam i dzieci to bardzo miło przyjmowały. I te wierszyki pomagały im w zapamiętywaniu, nauczeniu się, zrozumieniu. Osiągałam efekty edukacyjne.
Zatem zaczęło się to przez przypadek?
Tak, to się zaczęło zupełnie przypadkiem. Później się okazało, że te rymowanki mi wychodzą. Ucząc w polskiej szkole zaczęłam niektóre te rzeczy z języka hiszpańskiego tłumaczyć na język polski. Następnie, to już sama nie wiem, jak to wszystko zaczęło mi wychodzić – kiedy jest potrzebny jakiś wierszyk z jakiejś okazji, to wtedy sypie mi się jak z rękawa. Nazywam sama siebie taką wierszokletką. To takie zabawne. Mnie samą to do tej porty zaskakuje.
Ktoś powiedział, że pisać książki dla dzieci jest niebywale trudno. Czy się z tym zgodzisz?
Myślę, iż jest w tym dużo prawdy. Czasami nasze poczucie humoru, to co nas śmieszy, nie zawsze śmieszy dzieci. Dzieci nie mają tej wiedzy, którą my mamy, nie kojarzą tak szybko faktów, nie mają takiego doświadczenia, jakie my mamy. Bardzo często wydaje nam się, że będzie to bardzo łatwy tekst, a okazuje się, że nie jest to na tych młodszych odbiorców i nie jest na ich poziomie. Strasznie trudno jest pisać dla maluszków, bo ich język nie jest jeszcze taki bogaty i te ich doświadczenia, i ta ich wiedza nie jest aż tak ogromna, więc pisanie dla maluszków na przykład wierszyków musi mieć rytm, musi mieć rym, musi mieć prostotę i podobno nie wszyscy to potrafią. Powiem zabawną anegdotkę: kiedyś byłam gościem w tym naszych radiu góralskim i pan Józek Bafia podarował mi na zakończenie naszej rozmowy swój tomik wierszy. On rzeczywiście pisze bardzo barwnie i ciekawie, ale przede wszystkim góralską gwarą. Powiedziałam – oj, panie Józku, pan jest naprawdę artystą, a te moje wierszyki są takim niczym, takie muszki latające... A on na to: "Wie pani co? Jo to bym sie za to na pewno nie wziął".
Jesteś matką pięciorga dzieci. Czy pomaga ci to w pisaniu książek?
Myślę, że matkowanie na pewno pomaga. Mamy posiadają to wyczucie dzieci. Wiemy, o czym rozmawiamy na co dzień. Dzieci uczą nas tego poczucia humoru. A mają je inne od dorosłych, więc myślę, że to codzienne czytanie, rozmawianie, obserwowanie ich, obserwowanie tego, co je bawi, co je interesuje ma ogromny wpływ. Ja także uczę w szkolę, więc mam do czynienia z dziećmi bezustannie. Normalny człowiek chyba nie ma na co dzień tyle do czynienia z dziećmi co ja. Ma to niesamowity wpływ na moją pracę. Ja, jako kobieta, nie znoszę żadnego rodzaju robactwa: glisty, żuki, pszczoły – to nie jest moja działka. Kiedy natomiast zaczęłam uczyć dzieci w szkole o insektach, okazało się, że jest to ich ulubiony temat i siłą rzeczy jako nauczycielka uważam teraz, że najlepsza lektura jest o pszczołach, żukach, motylkach. Dzieci uczą nas tego, co jest dla nich ważne i interesujące.
Nie tylko piszesz książki – występujesz też w audycjach w Polskim Radiu 1030 AM oraz masz swoją atrakcyjną, interaktywną stronę internetową.
Tak, to są rzeczy dość nowe. Po wydaniu mojej pierwszej książeczki zostałam zaproszona do radia, to radio mnie zainteresowało, po czym była strona internetowa. Jedno pociągnęło za sobą drugie. Muszę przyznać, że bardzo mnie to bawi i bardzo mnie cieszy. To, co proponujemy w radiu, to małe, 10-minutowe programiki, które są bardzo zabawne i może to wielu słuchaczy zainteresować. Nawet mój kolega kontraktor powiedział, że ubawił go program zrobiony z okazji dnia plasteliny, który zrobiliśmy. Wiele osób nie wie, skąd się wywodzi amerykańska przysięga, którą wszystkie dzieci codziennie w szkole recytują. O tym też opowiadaliśmy. Wyciągamy takie właśnie ciekawe rzeczy, o których opowiadamy potem w radiu. Ale nie tylko. Uczymy dzieci wierszyków, na przykład: "Kto ty jesteś? Polak mały". Przypominamy o rzeczach nie tylko z kultury amerykańskiej, ale też kultury polskiej. Mówimy o tych rzeczach, o których obawiamy się czasami powiedzieć w domu. Jest to dla mnie ciekawa przygoda, ciekawa zabawa, która broni mnie przed kryzysem wieku średniego.
A co proponuje twoja strona internetowa www.mojeokienko.com?
Przede wszystkim dzieci mogą wysłuchać polskich i angielskich wersji mojej pierwszej książeczki zatytułowanej "Historyjki z łąki" właśnie o pszczółkach, żuczkach, motylkach; można rozwiązać parę zagadek, rozwiązać krzyżówkę, nawet pójść do kuchni i skorzystać z przepisów, jak wykonać gąsieniczkę, którą potem można zjeść. Oferujemy takie proste rzeczy, właściwie mogliby tam zaglądać rodzice i nauczyciele, i parę tych pomysłów wykorzystywać w swoich klasach, czy na co dzień z dziećmi.
Jesteś żoną, a także matką pięciorga dzieci. Jak znajdujesz na to wszystko czas?
W "międzyczasie". W moim ogrodzie, a właściwie w ogrodzie po stronie sąsiada, rośnie grusza i czasami jesienią udaje mi się kilka gruszek zebrać. Często gdy patrzę na tę gruszę, to myślę, że też bym chciała, jak Rodowicz w swojej piosence, leżeć pod tą gruszą na dowolnie wybranym boku. Nie mam jeszcze na to czasu, ale kiedyś to się zdarzy. Ja wierzę, że jeśli się robi to, co się lubi, i robi się to z pasją, i sprawia ci to przyjemność, to czas się zawsze znajdzie.
Pracujesz nad czwartą książką. O czym będzie?
Będzie inna od poprzednich. Ma tytuł "Ala-Pimpala", a inspiracją do jej powstania były wydarzenia z życia mojej wnuczki, która ma 4 lata, uczy się języka polskiego i z tym językiem ma poważne kłopoty. Przytrafiają się jej różne zabawne sytuacje, jak np. ta z tatą, który coś tam majsterkując, powiedział: "Mamy strasznie twardy orzech do zgryzienia". Ala słysząc to zaproponowała: "Tato, to ja ci przyniosę dziadka do orzechów". Takich śmiesznych nieporozumień zdarzało się bardzo wiele. Zebrałam je, coś tam dodałam od siebie i tak właśnie powstały krótkie opowiadanka. Są to historyjki o małej dziewczynce Ali, która mieszka z tatą, kotem Bazylim i psem Bigosem, i mają różne przygody. Oczywiście czasami odwiedza Alę babcia i ona z babcią różne rzeczy robi i tłumaczy jej różne zawiłości językowe języka polskiego. Mam nadzieję, że książka będzie się podobać.
Rozmawiał: Ivo Widlak













