Imię, imiona, nazwisko - krótko o sobie ?
Ewa Tina Szafranowicz. Tina to skrócona wersja Augustyny, używana przez moją babcię. Urodziłam się tego samego dnia choć innego roku co Kardynał Wyszyński i Jerzy Urban, widzę więc jaki mam wachlarz możliwości (śmiech).
Co najchętniej wspominasz z dzieciństwa?
Dwa domy rozwiedzionego dziecka dały mi fusion doświadczeń i zwiększyły sposób postrzegania świata. To coś takiego jak wychowanie w dwujęzycznym domu tylko bardziej skomplikowane bo działa na psyche i emocjonalność. Prawdziwy dom cudownych dziadków, prawie na tyłach fabryki FSO. Miasto ale z najfajniejszymi aspektami wsi. Zawsze gdy wracam do Warszawy i widzę kominy Żerania wiem, że jestem w domu. I ten „drugi świat”: Górnośląską 16 na Powiślu, gdzie mieszkała moja babcia „czarownica” – Baba Jaga. Przerywała mojemu ojcu gdy dochodził do opisu pojedynku w Ogniem i Mieczem bo to zbyt brutalne dla dziecka a jednocześnie pozwalała mi na nieszablonowe zachowania w okresie buntu nastolatki: podarte spodnie, włosy na mydło. Chodziła ze mną tak po mieście sama ubrana jak dama.
Co najchętniej wspominasz z okresu nauki?
Przyjaźnie. Najwspanialszy okres na zawieranie przyjaźni na „śmierć i życie” od podstawówki aż do liceum. Potem traci się „świeżość” w tym temacie.
Najgłupsza rzecz ,którą zrobiłaś ?
Niezliczona ilość i trudno którąś wyróżnić. Liczę na zrozumienie „góry” gdy przyjdzie czas Oceniania.
Największa porażka?
Po „30” tce przestałam traktować wydarzenia w tych kategoriach: sukces czy porażka bo łatwiej się wtedy pozbierać i skoncentrować na życiu. Dochodziłam do tego sukcesywnie. Uwolniło mnie od myślenia w typie: fast life urodzenie córki, fakt który poddał w wątpliwość wszelkie nagrody najlepszego managera, wyróżnienia pracownika roku, upomnienia z wpisem do akt osobowych i krzywą minę sąsiadki....
Jakich ludzi cenisz?
Zauważyłam, że z czasem trudno odpowiada się na takie jednoznaczne pytania. Chyba najbardziej tych z pasją życia, potrafiących o sprawach wielkich („Bóg, honor, ojczyzna”) i małych (kolory skrzydełek ważek) rozmawiać z takim samym zaangażowaniem.
Jakich ludzi omijasz?
Boję się tych co mówią, że w życiu nie chodzi o pieniądze. Od razu trzymam się za portfel i wycofuję chyłkiem. Zaczęłam zresztą ufać swojej intuicji. Jeśli w pierwszym kontakcie coś między nami nie „gra” to racjonalizuję sytuację i daję drugą szansę. Przy drugim spotkaniu, nieudanym, skreślam.
Czego w życiu nie znosisz?
Bezsilności, chamstwa i niesmacznego jedzenia
Twój ulubiony film?
„Ojciec Chrzestny” w reżyserii F.F.Coppoli. Uważam go za arcydzieło sztuki filmowej a do tego szowinizm w perfekcyjnym wydaniu, aż się tęskni. I taki ponadczasowy film z polskiej kinematografii to „Ziemia Obiecana” A.Wajdy. Uwielbiam obraz Łodzi tamtych czasów, kolekcję ludzkich charakterów, a do tego moje ulubione stwierdzenie: „ty nie masz nic, on nie ma nic i ja nie mam nic, razem mamy akurat tyle aby postawić fabrykę”.
Twoja ulubiona muzyka?
Mam gusta zmienne choć zazwyczaj krążę w podobnym obszarze zainteresowań. Zawsze mogę słuchać klasycznego swingu i jazzu. Ostatnio często Concha Buika. To mieszanina flamenco z soulem i jazzem. http://www.youtube.com/watch?v=iziwC_NfTLY
I Noche de boleros, których muzyka określana jest mianem "retro latino". Cudowne wykonanie „Ta ostatnia niedziela” http://www.youtube.com/watch?v=MF7RGgA0PHA&feature=related
Piosenka ,którą nucisz?
Nie nucę bo nie mam słuchu. Przez kilkanaście tysięcy razy odśpiewania „sto lat” nie udało mi się powtórzyć jej w tej samej tonacji muzycznej.
Kogo (co)zabrałabyś na bezludną wyspę?
Jacht który dałby mi możliwość wyboru pozostania lub powrotu.
Czego nie lubisz?
Głupoty bo jest gorsza od zła w czystej postaci. A z mniejszych spraw to zmiany w programie TV gdy czekam na „CSI – kryminalne zagadki Las Vegas”.
Ulubiona potrawa, czy potrafisz ją przygotować ?
Od dzieciństwa zawsze i wszędzie pierogi. Na kilkadziesiąt sposób i w różnych wariantach kuchni (również w wersji azjatyckich dimsun czy gruzińskich chinkali). Nie wyobrażam sobie świata bez tatara, śledzia, zupy tom yum, sushi i włoskich makaronów. Oczywiście wszystko poza tom yum umiem przygotować.
Co najchętniej robisz ?
Oddycham, jem, śmieję się i piszę. Magiczna czwórka.
Czego nigdy byś nie zrobiła?
Nie mam najmniejszego pojęcia. Wiem, że gdy powiem „na pewno nie...” to mi się to przydarzy więc nie będę wywoływała przysłowiowego wilka z lasu.
Twoje credo życiowe?
Najlepiej pasuje do mnie motto, które podałam na W24, odwołując się do słów Zaratustry „Przyszłość należy do lwów, które potrafią się śmiać” a ja jestem zodiakalną Lwicą z ogromnym poczuciem humoru.
Czym się kierujesz w życiu?
Pasją i słowami dziadka Honzika z filmu „2 Młode Wina”: „lepiej coś spieprzyć po swojemu niż wg czyichś wskazówek”.














